Powiązanie jej z Narodowym Świętem Niepodległości potwierdziłoby strategiczne znaczenie decyzji dla bezpieczeństwa państwa, wcale nie mniejsze niż zakupy stricte militarne. Trwająca od początku tzw. dobrej zmiany rozgrywka o siłownie jądrowe jako żywo przypomina rywalizację kilku koncernów o dostawę do Polski samolotu wielozadaniowego, którą decyzją rządu SLD wygrał Lockheed Martin maszyną F-16. Tamten zakup wyznaczył trwałe NATO-wskie związanie się polskiej armii z uzbrojeniem amerykańskim. Dopiero ostatnio rząd PiS wykonał gwałtowny zwrot poza sojusz, przeznaczając miliardy na zakupy w Republice Korei. Podobne do amerykańskich, ale egzotyczne czołgi, samoloty i działa mają docierać nie za lata, lecz za miesiące.
Wszystkie znaki na rządowym niebie wskazywały i teoretycznie nadal wskazują na powtórzenie ścieżki dla elektrowni atomowej. Wielki Brat zza Atlantyku był preferowany przez naszych władców, wybór wydawał się pewny i po prostu naturalny, uwzględniając cały pakiet dwustronnych relacji. Wstępna umowa rządu z koncernem Westinghouse wskazuje, że jesteśmy jakby po słowie. Notabene w tym samym kierunku sterował np. Piotr Naimski, usunięty ze stanowiska pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury krytycznej, ale zachowujący szanse na postawienie go przez PiS na odcinek atomu. Okazało się jednak, że w najwyższych kręgach władzy istnieją siły popierające ofertę… Koreańczyków, traktowaną jako przedłużenie transakcji zbrojeniowych. Spółka Korea Hydro & Nuclear Power (KHNP) rozwinęła energetyczną technologię jądrową na podbudowie amerykańskiej. Okazało się jednak, że nie może dowolnie dysponować nią na rynkach trzecich. Westinghouse właśnie pozwał KHNP za naruszenie praw autorskich.
W nieco dalszym tle stoi jeszcze atomowa oferta Francuzów. Koncern EDF ma ogromne doświadczenie w energetyce jądrowej, poza tym to Unia Europejska, zatem taki wybór teoretycznie mógłby wzmocnić polską pozycję w rozgrywkach unijnych. Francuzi jednak dotychczas mieli u nas pecha, najbardziej widocznego w lotnictwie. Mirage ćwierć wieku temu nie miały szans w rywalizacji z F-16, potem europejski, a głównie francuski Airbus przegrywał cywilne przetargi z Boeingiem – notabene lepsi byli nawet Brazylijczycy z maszynami Embraer – wreszcie fatalnie zapisało się w dwustronnych relacjach anulowanie zakupu wojskowych śmigłowców. Caracale już witały się z polską gąską, ale musiały obejść się smakiem.
Na konkurowanie dostawców nakłada się ostra rywalizacja wewnątrz rządu. Wicepremier Jacek Sasin musiał przełknąć gorzką niemożność wysadzenia z fotela premiera Mateusza Morawieckiego, ale przygasł jedynie taktycznie. Trwa wyrywanie sobie przez obu decydentów władztwa nad wielkimi spółkami skarbu państwa, najnowszym sztandarowym przykładem jest KGHM. Dlatego trudno się dziwić, że dualizm panuje również w sferze wyboru dostawcy elektrowni atomowych. Jacek Sasin niedawno ośmieszył się forsowaniem podatkowej daniny, z której władcy wycofali się bez poniesienia odpowiedzialności za wyparowanie miliardów z giełdy. Teraz pomysłodawca daniny za wszelką cenę tworzy osobisty wizerunek atomowego decydenta. Polskie Elektrownie Jądrowe oficjalnie stawiają na nadmorską gminę Choczewo w powiecie wejherowskim, tam mogłaby stanąć pierwsza siłownia amerykańska. Koreańczycy mogliby natomiast zostać obdzieleni przez ministra aktywów państwowych lokalizacją w Pątnowie. Wychodzi na to, że dla Francuzów znowu będzie za ciasno.

