Audyt za czeskie kontrole

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-12-11 00:00

Polscy spożywcy chcą zafundować Czechom audyt ich instytucji kontroli żywności. Skrzykują się i składają wniosek w UE.

„Nasze organy dozoru stosują jedną miarę wobec wszystkich! Nie jest prawdą, że poświęcamy więcej uwagi na towary z Polski” — tak w poniedziałek na Twitterze Marian Jurečka, czeski minister rolnictwa, dementował doniesienia polskiej Informacyjnej Agencji Radiowej (IAR) o nowo wydanej instrukcji, która nakazywała specjalne kontrole polskiej żywności. Dzień później, w nocnym programie czeskiej telewizji, zmienił jednak zdanie — podała IAR. Tymczasem polscy spożywcy już organizują interwencję na poziomie unijnym.

Wspólna interwencja

— Będziemy wnioskować bezpośrednio do Komisji Europejskiej o przeprowadzenie audytu czeskiej inspekcji żywności pod kątem zgodności działania z procedurami i normami UE. Chcemy zrobić to wspólnie z innymi organizacjami branżowymi — właśnie ustalamy szczegóły. Liczymy na to, że Ministerstwo Rolnictwa wystąpi z takim samym wnioskiem — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). — Oczywiście popieramy tę inicjatywę — twierdzi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

— Próba przejęcia rynku niedozwolonymi metodami jest oczywiście nie do zaakceptowania, więc chętnie dołączymy się do interwencji branży spożywczej. Czekamy na szczegóły — dodaje Marek Przeździak, prezes Stowarzyszenia Polskich

Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco. Kopię czeskiej instrukcji, która wzbudza tyle emocji, zamieścił czeski portal iDnes. cz. Podpisany pod nią jest inż. Jindrzich Pokora, dyrektor Wydziału Kontroli, Laboratoriów i Certyfikacji, a wiadomość adresuje do kierowników wydziału kontroli. Pisze m.in. o tym, że „wraz z zakazem importu produktów rolnych oraz żywności pochodzącej z UE do Federacji Rosyjskiej najpewniej dojdzie do zwiększonego importu żywności pierwotnie przeznaczonej na rynek rosyjski (...) Ponieważ istotnym eksporterem żywności do Rosji jest Polska, kontrola będzie wycelowana przede wszystkim na produkty pochodzące z Polski”. Mają to być: świeże owoce, przede wszystkim jabłka, warzywa, mięso, mleko i ryby.

Sąsiedzka dyskryminacja

— Czesi przyznali się, że faktycznie stworzyli taki okólnik i że dotyczył on wyłącznie produktów żywnościowych z Polski. To pokazuje, że procedury czeskiej kontroli żywności ewidentnie nie są zgodne z prawem unijnym. Wykorzystują ją do tworzenia barier dostępu do rynku — przekonuje Andrzej Gantner. Tłumaczy ponadto, że nie można wykorzystywać urzędowej kontroli żywności w UE w innym celu niż tym, dla którego została stworzona, a więc do kontroli żywności.

— Kluczowa jest kontrola całej żywności obecnej na rynku. Tymczasem Czesi używają jej w celach politycznych i gospodarczych jako narzędzie dyskryminacji produktów z Polski. Należy się zastanowić, czy taka instytucja wciąż jest wiarygodna — i dla producentów, i dla konsumentów. Jeśli Czesi skupiają się wyłącznie na szczególnej kontroli polskiej żywności, może to świadczyć o tym, że cała reszta już nie jest właściwie kontrolowana lub wręcz faworyzowana, co może skończyć się tak poważnymi i tragicznymi skutkami, jak ten ze skażeniem czeskiego alkoholu metanolem — twierdzi dyrektor generalny PFPŻ. Na czeskie organy kontroli narzeka ostatnio szczególnie branża mięsna.

— Mamy informacje od naszych eksporterów, że często transporty są przetrzymywane na siłę, a importerzy nękani kontrolami. Ma to ich zniechęcić do zakupów u naszych producentów — mówi Witold Choiński. Kilkakrotnie dostało się od Czechów branży słodyczy. Wprawdzie od jakiegoś czasu panuje spokój, ale nastroje nie są optymistyczne.

— Nie tak dawno zarzucano nam, że hipotetyczne śladowe ilości substancji alergennych, np. orzechy, które wynikają z używania ich w zakładzie, nie są śladowe. Sprawę załatwiliśmy skargą poprzez Ministerstwo Gospodarki i na razie sytuacja się uspokoiła. Eksporterzy wciąż mówią jednak o niechęci Czechów do polskiej żywności, która jest tańsza i dobrej jakości, więc przez to konkurencyjna — twierdzi Marek Przeździak.