
„Puls Biznesu”: Na średnią cenę nowego auta wpływają nie tylko takie czynniki, jak koszty produkcji, ceny energii czy inflacja, ale również zmiany w ofercie, w tym wprowadzanie na rynek drogich aut elektrycznych. Elektromobilność w Polsce dopiero zaczyna się rozpędzać. Czy jej wpływ jest już widoczny w cennikach?
Maciej Mazur: Waga elektromobilności w średniej cenie nowych aut staje się coraz bardziej znacząca. Dziś mówimy już o liczbie rejestracji podawanej w tysiącach. Wpływ cen elektryków zaczyna być widoczny i będzie rósł wraz z rozwojem oferty samochodów z tym napędem. Z tego powodu średnia cena nowego auta na rynku będzie rosła — myślę, że przez kilka kolejnych lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że ceny aut konwencjonalnych też rosną, i to znacznie szybciej niż elektrycznych. Powodów jest wiele. Obok rosnących kosztów produkcji, inflacji, utrudnień logistycznych na podwyżki wpływa też konieczność sprostania restrykcyjnym normom emisyjnym. Wpływ tego czynnika na ceny aut spalinowych będzie coraz większy. Unia Europejska pracuje nad kolejnymi normami. Ich wprowadzenie będzie oznaczało znaczący wzrost kosztów produkcji i co za tym idzie także cen.
Średnia cena samochodu na polskim rynku wzrosła w ciągu ostatniego roku o około 10 proc. Jak zachowują się ceny aut elektrycznych?
Tu też mamy do czynienia ze wzrostem, ale nie tak dynamicznym. Z porównania cenników z pierwszej połowy 2021 r. z tymi z końca roku wynika wzrost o około 3 proc. Warto jednak dodać, że wraz z tym wzrostem rosną również możliwości elektryków — większy zasięg czy większa moc, z jaką auto można ładować. Dziś średnia cena elektryka z segmentu C i D oscyluje wokół 200 tys. zł brutto. Co istotne — to kwota, która kwalifikuje do uzyskania dopłaty.
Kiedy ceny samochodów z napędem konwencjonalnym zrównają się z cenami elektryków?
Śledzę rynek aut elektrycznych od dekady i niemal od tylu lat ceny elektryków i aut spalinowych się zbliżają. Kilka lat temu dysproporcja była ogromna. Tendencja zrównywania się cen trwa nadal, a przez drastyczny wzrost cen samochodów konwencjonalnych znacznie przyspieszyła.
Czyli prędzej czy później ceny elektryków będą niższe niż ich klasycznych dzięki temu, że wzrosną ceny tych drugich?
W Europie są stosowane różne zabiegi zrównywania tych cen. W Norwegii np. nie ma dopłat bezpośrednich do samochodów na prąd, ale dzięki różnym zabiegom cena samochodu konwencjonalnego jest wyższa. Inny sposób — stosowany w Wielkiej Brytanii czy Holandii — polega na zastosowaniu mechanizmów podatkowych pozwalających na obłożenie dodatkowymi podatkami właścicieli aut konwencjonalnych przy jednoczesnym zdjęciu niektórych zobowiązań podatkowych z posiadaczy elektryków. W Polsce zastosowano system bonus-malus. Dopłata ma pozwolić na to, by ceny elektryków i aut spalinowych zbliżyły się do siebie, co faktycznie już się dzieje. Dopłata w wysokości 27 tys. zł [kategoria M1, osobowe — red.], czy 70 tys. zł [ kategoria N1, dostawcze — red.] sprawia, że ceny elektryków i ich spalinowych odpowiedników zaczynają być porównywalne. W okresie przejściowym, czyli przez dwa-trzy lata, zrównanie cen będzie możliwe właśnie dzięki dopłatom.
Rynek samochodów elektrycznych jest stymulowany. Różne systemy mają zapewnić, że ceny aut na prąd będą bardziej atrakcyjne, ale przecież rynkiem rządzą te same zasady i wszyscy mają te same problemy. Choćby kryzys półprzewodnikowy czy rosnące ceny surowców...
To prawda. Szeroko wykorzystywane przy budowie aut elektrycznych metale ziem rzadkich drożeją. Kłopoty logistyczne czy związane z niedoborem podzespołów do produkcji aut wywołane najpierw pandemią, a teraz zaostrzone przez wojnę w Ukrainie dotyczą całego rynku motoryzacyjnego, również producentów elektryków.
Czy konsekwencje pandemii i rosyjskiej agresji na Ukrainę mogą spowolnić tempo elektrycznej transformacji w motoryzacji?
Raczej nie. Co więcej — myślę, że każdy kraj będzie podtrzymywał stymulowanie rozwoju elektromobilności, a tempo przemian może nawet przyspieszyć. Poza kryzysami — wywołanymi wojną, a wcześniej pandemią — cały czas aktualny jest jeszcze inny kryzys. Klimatyczny. Z oczywistych powodów koncentrujemy się teraz na czym innym, nie zmienia to jednak faktu, że ten kryzys istnieje. Co więcej — myślę, że każdy z kryzysów, jaki nas dotknął w ostatnim czasie, pogłębia sensowność rozwoju elektromobilności. Podczas pandemii sprzedaż elektryków biła rekordy. W Polsce, w Europie i na świecie. Zaczęliśmy liczyć rejestracje w milionach. Kryzys półprzewodnikowy także sprawił, że samochody elektryczne — z powodu norm emisyjnych w Europie — były tymi, które pierwsze wchodziły do produkcji, dzięki temu w wielu przypadkach były bardziej dostępne. Wojna w Ukrainie również potwierdza sensowność budowy niezależności energetycznej, a elektromobilność ją oferuje, dając możliwość naładowania samochodu w miejscu zamieszkania czy w pracy oraz to, że auto stało się magazynem energii. Umożliwia też uniezależnienie się od takich surowców jak ropa i jej pochodne. Naszym celem nie powinno być zastąpienie paliw kopalnych sprowadzanych z Rosji przywożonymi z innych kierunków, lecz intensywna praca nad dekarbonizowaniem transportu i rozwijaniem mobilności zeroemisyjnej.
Argumenty ekologiczne i polityczne oczywiście są istotne, ale co z ekonomicznymi?
Dopłaty w wielu rynkowych segmentach niwelują różnicę w cenie, a jednocześnie auto na prąd może być kilkakrotnie tańsze w obsłudze, co uwydatniła wojna w Ukrainie. Ceny paliw na stacjach poszybowały i choć koszt energii elektrycznej również, to samochód elektryczny jest w stanie przejechać 100 km za sporo niższą kwotę. Ekonomiczna korzyść użytkowania auta na prąd będzie rosła wraz z rozwojem odnawialnych źródeł energii, również tych w prywatnych domach.
Rozmawiał Marcin Bołtryk
Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcast, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji
w tym tygodniu: „Cennikowy zawrót głowy”
goście: Wojciech Drzewiecki — IBRM Samar, Piotr Pawlak — Ford Polska, Arkadiusz Zaręba — Otomoto Klik, Maciej Mazur — Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Robert Antczak — Arval Service Lease Polska
