Auta robię dla siebie, traktory na sprzedaż

Ryszard Gromadzki
24-05-2004, 00:00

Każdy fan zabytkowych pojazdów mechanicznych w Europie wie, gdzie mieści się niezwykły warsztat Jana Pedy.

Jana Pedę, kolekcjonera z wielkopolskiego Gostynia, rozsławiły automobile, które zgromadził w swoim muzeum, i traktory Lenz.

Limuzyna barona Getza

Jana Pedę od dziecka fascynowały zabytkowe automobile. Marzenia zaczął realizować na początku lat 70., kiedy otworzył w Gostyniu warsztat mechaniki samochodowej.

— Pierwszym autem był amerykański Studebacker z 1928 r., którego wypatrzyłem pod Lesznem. Wyglądał tak, że nawet kury nie chciały tam siadać. Restaurowaliśmy go dwa lata — wspomina Jan Peda.

Później przyszła kolej na unikatowy Lorraine Dietrich rocznik 1913 z 4,5-litrowym silnikiem (to prawdopodobnie jedyny istniejący egzemplarz tego modelu na świecie).

— Przed pierwszą wojną limuzyna należała do właściciela browaru Okocim, barona Getza. Kupiłem ją w 1972 r. za 17,5 tys. zł. Później przyszła kolej na następne cacka. Część to światowe unikaty, najstarszy model automobilu, który można zobaczyć w muzeum, pochodzi z 1908 r. — mówi Jan Peda.

Nagabywany o wartość kolekcji, Jan Peda odpowiada, że za skarby świata nie ujawni takiej informacji.

— Różnym ludziom mogłoby się poprzewracać w głowie — tłumaczy.

Jan Peda w ogóle nie chce mówić o pieniądzach.

— W tym interesie same pieniądze bez pasji i wiedzy nie znaczyłyby nic. Oczywiście, że to, co robię, musi się opłacać. Czy inaczej taki stary dziad jak ja siedziałby godzinami w kanale — pyta retorycznie pasjonat.

Inni z filmu

Niezwykłą kolekcją w Gostyniu szybko zainteresowali się filmowcy. W latach 70. samochody Jana Pedy często występowały razem z nim w filmach.

— Braliśmy wspólnie udział w takich filmach jak „Jej powrót”, „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, „Jak daleko stąd, jak blisko”, a nawet enerdowskim serialu „Hotel Polanow i jego goście”. Udział w filmach zrekompensował mi część kosztów rekonstrukcji — opowiada Jan Peda.

Na planach fimowych pasjonat zawsze osobiście prowadził swoje automobile, jednak reżyserzy nigdy nie powierzyli mu nawet epizodycznej roli.

Kultowy traktor

Od lat biznes Jana Pedy opiera się na kolekcjonerskiej produkcji traktorów marki Lenz.

— Mam jeszcze serwis Husquarny, ale to tylko dodatek. Czasami ktoś kupi jakąś kosiarkę, lecz w okolicy nie ma lasów, dlatego wielkiego ruchu nie ma — mówi Jan Peda.

W efekcie gros czasu czteroosobowa załoga firmy poświęca rekonstrukcji kultowych traktorów niemieckiej wytwórni z Mannheim.

— Lenz działał pod własną marką jeszcze w latach 60., później przejął go John Deer, ale legenda pozostała. Na Zachodzie jest duże zapotrzebowanie na te maszyny. Wykorzystujemy ten popyt — opowiada gostyński pasjonat.

Całą produkcję traktorów Lenz — zaledwie kilka maszyn rocznie — odbierają na pniu kontrahenci z Niemiec, Holandii. To przede wszystkim kolekcjonerzy, muzea techniki i rolnictwa.

Żaden inny warsztat na świecie nie zajmuje się rekonstrukcją traktorów Lenz.

— Niemcy próbowali, ale kiedy podsumowali koszty pracy związanej z budową takich modeli, odpuścili, bo wyszły im astronomiczne kwoty. Do „Lenzów” z mojej wytwórni jeszcze nikt nie miał zastrzeżeń — podsumowuje Jan Peda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ryszard Gromadzki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Auta robię dla siebie, traktory na sprzedaż