Autostrada A1 może się zapaść

Szkody górnicze komplikują realizację kontraktu wartego ponad 1,8 mld zł.

Na przełomie maja i czerwca Budimex odda do ruchu trasę A1 Piekary Śląskie — Pyrzowice. Kontrakt jest wart 1,8 mld zł. Problem w tym, że… trasa może się zawalić. Wszystkiemu winne jest fedrowanie.

Dlatego też Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) ogłosiła przetarg na monitoring trasy po dopuszczeniu jej do ruchu.

— Autostrada została zaprojektowana w taki sposób, by minimalizować ewentualne szkody górnicze, ale niestety czasem nie da się ich uniknąć. Dlatego też szukamy operatora systemu, który będzie monitorował funkcjonowanie drogi i wpływ robót górniczych na jej eksploatację — mówi Dotora Marzyńska-Kotas, rzecznik katowickiego oddziału GDDKiA.

Trzy miesiące

W specyfikacji dyrekcja wskazuje, że zapadliska na autostradzie mogą wywołać prace związane z wydobyciem węgla, ale tykającą bombą są także niefunkcjonujące od połowy XX wieku kopalnie cynku i ołowiu, które mogą powodować tzw. deformacje nieciągłe, czyli spękania i szczeliny nie szersze niż 70 m.

„W razie (…) przemieszczania się bloków skalnych, które na powierzchni terenu mogą spowodować rozległe deformacje (zapadliska mogą mieć średnicę kilku, kilkunastu metrów, szczeliny o rozwarciu kilku metrów, mogą mieć długość nawet kilkunastu metrów), autostrada (…) jest przygotowana do bezpiecznego funkcjonowania (…) przez około 3 miesiące” — czytamy w specyfikacji przetargowej.

Dyrekcja chce, by w razie problemów w trzy miesiące je zdiagnozować i przystąpić do usunięcia. W projekcie przewidziano bowiem, że konstrukcja autostrady jest na tyle stabilna, by w razie problemów wytrzymać trzy miesiące. — Chodzi o to, by szybko zareagować na ewentualne szkody, dlatego też chcemy, aby operator przygotował rozwiązania i projekty na wypadek ich wystąpienia — mówi Dorota Marzyńska-Kotas.

Lepiej zapobiegać

Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu, zapewnia, że już w trakcie budowy cały czas firma monitoruje wpływ prac górniczych na autostradę.

Eksperci podkreślają, że lepiej, by GDDKiA dmuchała na zimne, zamiast za kilka miesięcy czy lat stanąć przed groźbą autostradowej katastrofy. — Kiedy byłem szefem GDDKiA, problem szkód górniczych mieliśmy na trasie A4 między Sośnicą a Nogowczycami. Miejscami teren zapadał się na 2-3 m.

Długo musieliśmy się procesować z firmami górniczymi. Prowadzenie przed GDDKiA bieżącego monitoringu znacznie ułatwi ocenę odpowiedzialności za problem i pomoże w jego szybkim usunięciu, bo niestety w rejonie robót górniczych nie da się ich uniknąć — ocenia Zbigniew Kotlarek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Autostrada A1 może się zapaść