Azja dodaje Polkom urody

Szał na kosmetyki z Korei i Japonii ogarnął największe drogerie. Ucierpią krajowe marki — straszy dystrybutor. To tylko marketing — uspokaja krajowy gracz

Kosmetyki azjatyckie przez lata obecne w małych sklepach internetowych wypływają na szerokie wody. Weszły na stałe do oferty największych sieci drogerii, które zaczęły robić wokół nich dużo marketingowego szumu. Koreę eksponuje w wiosennej kampanii Sephora. Rossmann chwali się, że od końca kwietnia ma w ofercie, jako jedyny w Polsce, markę Hada Labo japońskiej firmy Rohto Pharmaceuticals.

KORZYŚCI I STRATY:
Zobacz więcej

KORZYŚCI I STRATY:

Sebastian Masiarek z rodzicami zabrał się za sprzedaż koreańskich kosmetyków, gdy nie były jeszcze popularne, jednak nie tylko zarządzany przez nich dystrybutor Skin79 korzysta z mody na produkty z tej części świata. Według spółki, w sprzedaży jest ogromna liczba podróbek, które psują rynek i zniechęcają Polki. [FOT. I] KRZYSZTOF JARCZEWSKI

— Kosmetyki tej marki są niezwykle zaawansowane technologicznie. W Japonii jeden sprzedaje się co 1,7 sekundy. W USA Hada Labo były kosmetykiem 2015 r. — mówi Agata Nowakowska, rzecznik prasowy Rossmanna w Polsce. Hebe chwali się, że wprowadziło kosmetyki azjatyckie już w 2011 r.

„To pozycja obowiązkowa. Wiodące kraje, których kosmetyki mamy w ofercie, to Japonia i Korea — światowy wzór w pielęgnacji twarzy. Trend jest wyjątkowo silny i wszystko wskazuje na to, że podobnie jak w przypadku kategorii kosmetyków naturalnych, również azjatyckie staną się bardziej dostępne — masowe” — odpisało nam biuro prasowe Hebe. Firma podkreśla, że w ofercie ma wiele marek z Azji, m.in. Annagaspi, Aminogenesis, Bergamo, I Want — Lomi lomi i Cettua.

Zaznacza, że w grę wchodzi nie tylko Daleki Wschód, rośnie również zainteresowanie składnikami syberyjskimi. Szał na Azję dostrzega też wieloletni dystrybutor koreańskiej marki Skin79. Zaczynał przed pięcioma laty, gdy ich rynek w Polsce praktycznie nie istniał. Sebastian Masiarek, drugie pokolenie zarządzające firmą Skin79- -Polska, wspomina, że przez pierwsze lata firma ciężko pracowała nad wypromowaniem koreańskich kosmetyków. Dziś to już wyraźna moda, podbijana przez aktorki i blogerki, więc sprzedaż nakręca się sama.

„Trend się umacnia. Cały czas pojawiają się nowe, bardziej zaawansowane produkty, następuje też rozwój kolejnych kategorii — np. produktów do włosów. Fenomen tego rynku wynika też z faktu, że produkty powstają na bazie najbardziej zaawansowanych technologii kosmetologicznych bazujących na niespotykanych dotychczas w Polsce składnikach aktywnych, np. jadzie węża” — twierdzi Hebe.

Zamiast polskich

— Przez lata rozwijaliśmy hurtownię kosmetyków różnych polskich marek, dostarczając je do salonów kosmetycznych i SPA. Tata, poszukując kolejnych nowości, przywiózł z Azji produkt, który okazał się podróbką Skin79. Zastanowiło nas, jak dobry musi być kosmetyk, żeby go podrabiać, wypróbowaliśmy oryginały i rozpoczęliśmy aż trzyletnie negocjacjez producentem. Ostatecznie zostaliśmy pięć lat temu wyłącznym dystrybutorem marki Skin79 na Polskę. Wtedy całkowicie zrezygnowaliśmy ze sprzedaży polskich produktów, które niestety odbiegają od tamtych znacznie jakością, działaniem oraz zawartością składników aktywnych i w większości są mało skuteczne — mówi Sebastian Masiarek.

Sęk w tym, że, jego zdaniem, rynek też bardzo się psuje. — Liczba podróbek na internetowych aukcjach, a nawet w sklepach, jest wręcz niewiarygodna. Nie ma tygodnia, żebyśmy nie zgłaszali jakiejś sprawy stosownej inspekcji. Wprowadzenie na unijny rynek następuje po uzyskaniu odpowiednich atestów, spełnieniu wymagań prawnych dotyczących informacji na opakowaniu, odprowadzeniu ceł i innych podatków. To też oznacza wyższy koszt finalnego produktu.

Niestety, konsumentki porównują ceny, nieraz decydują się na coś tańszego, próbują i się zniechęcają, bo nie przynosi efektów lub podrażnia skórę. Teraz więc czeka nas kolejna akcja — informująca już nie o istnieniu koreańskich kosmetyków, ale o tym, jak rozpoznać oryginały. W innym przypadku może się zacząć odwrót konsumentek — tłumaczy Sebastian Masiarek.

Niegroźny konkurent

Skin79-Polska negocjuje dystrybucję kolejnych koreańskich marek. Właściciele firmy są przekonani, że potencjał rynku wciąż jest niewykorzystany.

— Np. maseczki to w Polsce rzadko kupowany produkt, sprzedawany pojedynczo, tymczasem Koreanki używają ich raz dziennie. Jeśli nauczymy tego samego Polki, kategoria rozrośnie się znacząco. Do tego rynek tracić będą polscy producenci, którzy nie będą w stanie wykazać skuteczności swoich produktów — uważa Sebastian Masiarek. Zdaniem Henryka Orfingera, prezesa Dr Ireny Eris, trudno jednak mówić o sukcesie azjatyckich producentów w Polsce.

— Na razie widać marketingowo-medialny szum, który być może przekłada się na sprzedaż, ale będzie można to stwierdzić nie wcześniej niż po roku stałej obecności w największych drogeriach. W krótkim terminie prawdopodobnie niektóre klientki spróbują tych produktów, ale nie muszą powtórzyć zakupów — mówi Henryk Orfinger.

Bezpośredni import kosmetyków z Korei urósł w ciągu kilku lat od zera do prawie 25 mln zł. Gros dystrybutorów i detalistów nie zaopatruje się jednak bezpośrednio, w przypadku dużych graczy w grę wchodzą zakupy przez centrale w innych krajach. Henryk Orfinger nie spodziewa się, żeby azjatyckie produkty doprowadziły do większych zmian na polskim rynku kosmetyków.

— To różnorodna i rozdrobniona branża z cały czas rosnącą sprzedażą. Debiutują tu kolejne marki, co nie rujnuje biznesu obecnych już graczy, może najwyżej nieco osłabić ich wzrost — twierdzi prezes Dr Ireny Eris, która… eksportuje do Korei. Zaznacza, że w przypadku kosmetyków koreańskich należy jeszcze wziąć pod uwagę, że potrzeby tamtejszych konsumentek są inne niż Polek.

— Tam jest duże zapotrzebowanie na produkty wybielające, a u nas przeciwzmarszczkowe — dodaje Henryk Orfinger.

OKIEM EKSPERTA

Odczuwalna obecność

POVILAS SUGINTAS

analityk firmy badawczej Euromonitor International

Przez ostatnie kilka lat widać cały czas rosnącą podaż i popyt na azjatyckie marki. Zaczęło się od kosmetyków z Japonii, które zazwyczaj znajdowały się na wyższej półce cenowej. Teraz w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej widać mnóstwo produktów z Korei Południowej, ale też z Chin. To kosmetyki kierowane do konsumentów poszukujących nowości, poziom dochodu nie ma znaczenia. Dziś trudno znaleźć konkretną markę wywodzącą się z Azji, która mogłaby zagrozić pozycji znaczących graczy na polskim rynku. Sumarycznie jednak obecność marek z tamtej części świata jest już na rynku odczuwalna i przez kolejne lata ich pozycja będzie rosła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Azja dodaje Polkom urody