Dobre pomysły są jak stara miłość — nie rdzewieją. Wraca pomysł dokończenia konsolidacji polskiej chemii, czyli przyłączenia do nawozowej grupy Azoty — składającej się już z zakładów w Tarnowie, Puławach, Policach i Kędzierzynie-Koźlu — Anwilu z Włocławka, należącego do paliwowej grupy PKN Orlen. Tyle że tym razem mowa jest o wydzieleniu z Anwilu części nawozowej. A motywacja jest nie tylko biznesowa, ale również polityczna.
![DLA BIZNESU
I POLITYKI:
Dla Azotów przejęcie
Anwilu (lub jego
części) oznaczałaby
potężną synergię
biznesową. W końcu
chodzi o największego
konkurenta
w Polsce. A dla
polskiego rządu
taka transakcja
oznaczałaby większe
bezpieczeństwo
energetyczne.
[FOT. ARC] DLA BIZNESU
I POLITYKI:
Dla Azotów przejęcie
Anwilu (lub jego
części) oznaczałaby
potężną synergię
biznesową. W końcu
chodzi o największego
konkurenta
w Polsce. A dla
polskiego rządu
taka transakcja
oznaczałaby większe
bezpieczeństwo
energetyczne.
[FOT. ARC]](http://images.pb.pl/filtered/ec3b0555-f364-4f4e-bea3-9ec212b154d9/b6659ff4-8c8e-5906-ae60-fb0afd83598a_w_830.jpg)
Emisja Puław upadła
Anwil ma pomóc Azotom w budowie tarczy chroniącej grupę przed przejęciem przez Acron, rosyjski koncern nawozowy. Po zeszłorocznym wrogim wezwaniu i kolejnych zakupach Acron (a ściślej jego właściciel, Wiaczesław Kantor) ma już 15,34 proc. akcji na walnym zgromadzeniu polskiej spółki i wielki, nieskrywany apetyt na więcej. Polski rząd postrzega to jako zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dlatego szuka strategii obronnej. Nieoficjalnie wiadomo, że debatują nad tym przedstawiciele Orlenu, Azotów i Ministerstwa Skarbu Państwa, które ma pakiety kontrolne w obu spółkach. Oficjalnie jednak „tematu nie ma”.
— Rozważamy wiele transakcji, ale Anwil nie jest w tej chwili wystawiony na sprzedaż. Nie ma więc czego rozważać — zauważa Grzegorz Kulik, rzecznik Azotów.
— To spekulacje — dodaje Tomasz Fill, dyrektor ds. komunikacji w PKN Orlen. Optymalny scenariusz nie jest jeszcze gotowy, ale pomysłów nie brakuje. Jeszcze kilka tygodni temu rynek instytucji finansowych (TFI i OFE) był sondowany pod kątem ewentualnej emisji, którą miałyby przeprowadzić Puławy.
— Pojawiały się takie plany — przypomina sobie Dominik Niszcz, analityk Raiffeisen Centrobanku. Źródła „PB” wskazywały, że emisja miałaby sfinansować przejęcie nawozowej części Anwilu, a jednocześnie podnieść wartość grupy, chroniąc ją przed zakusami Acronu. Z naszych informacji wynika jednak, że pomysł upadł.
— Puławom pod względem biznesowym jest do Anwilu najbliżej, ale gdyby to one miały kupować ten biznes, np. w drodze emisji akcji, oznaczałoby to rozwodnienie najlepiej zarabiającej spółki Azotów.
Dlatego, z punktu widzenia całej grupy, warto pomyśleć o innej strukturze — interpretuje Dominik Niszcz. Są więc nowe pomysły.
Orlen godzi się na aport
Orlen, który nad przyszłością Anwilu zastanawia się od wielu lat (m.in. w 2007 r. planował wprowadzenie go giełdę, a w 2010 r. wystawił na sprzedaż), oczekiwał dotychczas zapłaty w gotówce. Teraz jednak przychylnie ponoć patrzy na pomysł wniesienia części aktywów aportem — w zamian za akcje Azotów lub którejś ze spółek z grupy. Analitycy uważają jednak, że dla Orlenu to kiepski interes.
— Wyceny spółek nawozowych są teraz wysokie, bo odzwierciedlają jeszcze dobre czasy. A perspektywy tego sektora są raczej słabe. Dlatego Orlenowi powinno zależeć na sprzedaży spółki za gotówkę, a nie w zamian za akcje Azotów — uważa Kamil Kliszcz, analityk DI BRE Banku.
W przypadku transakcji gotówkowej korzyści byłyby obustronne.
— Azoty kupiłyby największego konkurenta w Polsce, więc konsolidacja sektora dobiegłaby końca. Orlen skorzystałby, sprzedając część azotową w momencie, kiedy ta dobrze zarabia. Oznaczałoby to prawdopodobnie wyższą cenę, jednak Azoty mogą liczyć na tak dużą synergię, że nie miałoby to dla nich wielkiego znaczenia — zauważa Dominik Niszcz. Analitycy przypominają, że Puławy badają właśnie pod kątem przejęcia Organikę- Sarzynę, należącą do Ciechu. Gdyby do tej transakcji nie doszło, wolną gotówkę można by przeznaczyć na Anwil. Okazję może też stworzyć wspólna inwestycja Azotów i Lotosu. Budowa wielkiej instalacji petrochemicznej może wymagać podwyższenia kapitału. Wówczas do emisji można by podpiąć również Anwil.
Uwaga na statut
Krążące w rozmowach pobieżne wyceny Anwilu mówią o 2 mld zł (choć zdaniem niektórych analityków to za dużo). Biznes nawozowy i petrochemiczny ważą mniej więcej po połowie, czyli, według bardzo ogólnych szacunków, po ok. 1 mld zł. A kapitalizacja Azotów to dziś około 7,8 mld zł. Objęcie przez Orlen nowych akcji Azotów, w zamian za aport w postaci części Anwilu, dałoby zatem pożądany rezultat i rozwodniłoby udział Acronu. Ale rozwodniłoby też skarb państwa, który ma dziś 33 proc. głosów. Spadek jego udziału zależałby więc od wyceny nawozowego biznesu Anwilu. Na pewno skarb musi uważać, bo zapisy obronne zawarte w statucie stwierdzają jasno: „tak długo, jak Skarb Państwa lub Nafta Polska jest właścicielem (…) co najmniej jednej piątej ogólnej liczby głosów”, inni akcjonariusze nie mogą wykonywać więcej niż jednej piątej liczby głosów. Gdyby ta bariera zniknęła, Acron miałby większą motywację, choćby do prowadzenia rozmów z instytucjami finansowymi, które kontrolują prawie 27 proc. kapitału Azotów (według ujawnionego stanu posiadania).
Wiaczesław Kantor, rosyjski miliarder, zbił majątek na Acronie, który dziś jest jednym z największych producentów i dystrybutorów nawozów mineralnych na świecie. W zeszłym roku miesięcznik „Forbes” oszacował jego stan posiadania na 2,3 mld USD, co dało mu 39. miejsce na liście najbogatszych ludzi w Rosji i 546. na świecie. Przejęcie polskiej grupy Azoty byłoby dla Kantora bardzo korzystne pod względem biznesowym. W Rosji odbiorcy przemysłowi kupują gaz od Gazpromu po cenach o wiele niższych niż klienci zagraniczni, w tym polscy. Gdyby zatem Azoty przeszły w rosyjskie ręce, mogłyby liczyć na atrakcyjne ceny surowca, co pozwoliłoby z kolei obniżyć ceny produktów i zwiększyć sprzedaż. Jednak z punktu widzenia Polski, której strategicznym celem jest dywersyfikacja dostaw gazu i uniezależnienie się od umów z Rosją, skazanie Azotów (które konsumują 16-18 proc. krajowego rocznego zużycia gazu) na rosyjski gaz byłoby zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.