Słupsk (PAP) - Jeżeli rząd nie zmieni polityki wobec rybaków, ci staną się nieposłuszni i będą odławiać dorsza pomimo obowiązującego okresu ochronnego, a podczas referendum unijnego
zablokują porty. To efekt poniedziałkowego spotkania obywatelskiego wiceministra rolnictwa Jerzego Pilarczyka z mieszkańcami Ustki i Łeby.
W spotkaniu z przedstawicielami rządu wzięło udział w Ustce około 150, a w Łebie 100 osób. Większość mieszkańców tych nadmorskich miejscowości żyje z połowu ryb i turystyki. W obu miejscowościach najważniejsze okazały się problemy związane z rybołówstwem.
Zdaniem prezesa Krajowej Izby Rybackiej Macieja Dlouhego, minister Jerzy Pilarczyk nie tylko nie wie wszystkiego na temat rybołówstwa, ale nie wie także, co mówi. "Departament Rybołówstwa to marazm do potęgi entej. Polska zadeklarowała dla Wspólnoty Europejskiej siedem portów, w których miałyby się znaleźć lokalne centra pierwszej sprzedaży ryb, tzw. aukcje rybne. Okazało się jednak, że nie ma funduszy oraz terenów komunalnych, na których
owe centra miałyby powstać. W ten sposób ponad trzy miliony euro z funduszów PHARE, przeznaczone na wyposażenie tych centrów i całej infrastruktury z tym związanej, przepadły" - dodał.
Prezes KIR przyrównał ustawę o portach i przystaniach morskich do knota i trupa, którego nie wiadomo, czy można jeszcze reanimować. Zwrócił także uwagę na to, że po wejściu do Unii wiele z jednostek zajmujących się połowem ryb, trzeba będzie wycofać z obiegu, ponieważ limity nałożone na przemysł rybacki po wejściu do Unii nie zezwalają na tak dużą liczbę kutrów poławiających ryby.
Według rybaków, wejście do Unii zabierze im warsztat pracy. Ta część statków, która będzie musiała być zlikwidowana, jest częścią znaczącą. Tym ludziom, którym odbierze się miejsce pracy, będzie trzeba zapłacić rekompensatę.
"Prawdopodobnie my rybacy nie wytrzymamy do 1 maja 2004 roku. Dlaczego? Mamy niskie limity połowowe. Miałoby to sens, gdyby cena za sprzedaż tych ryb była odpowiednio wysoka. Poprzez rynek norweski wpłynęła do naszego kraju ryba z Rosji. Przez to jej ceny
spadły w Polsce o 50 proc., a ryby którą wyłowiliśmy, nie mieliśmy gdzie sprzedać. To jest właśnie pomoc Departamentu Rybołówstwa dla rybaków, o której wspomina pan minister Pilarczyk" - stwierdził Dlouhy.
Minister Pilarczyk zapewnił, że kwestie podnoszone przez rybaków będą rozważane na wtorkowym spotkaniu z nimi i przetwórcami w Warszawie. "Polityka rybacka nie jest zagrożeniem dla Polski. Gdyby była niekorzystna dla wszystkich państw UE, to nie byłoby wspólnej polityki rybackiej. W dalszym ciągu wierzę, że jednak pięć centrów pierwszej sprzedaży ryb zostanie utworzonych. Dzisiaj niewątpliwie mamy pewne ograniczenia w działaniu, którymi okazują się środki finansowe" - dodał wiceminister.
Jego zdaniem, jeżeli wśród rybaków występują przestoje związane z okresem ochronnym połowu dorsza, to problem zatrudnienia załogi należy rozwiązać w inny sposób, żeby armatorzy nie ponosili kosztów zatrudnienia związanych z przestojami załogi. Nie podał jednak, w jaki sposób rybacy mają to zrobić.
: