Bakalland atakuje segment produktów impulsowych. Chce sprzedawać w kioskach i na stacjach benzynowych.
W październiku do sklepów trafiły dwie nowe linie produktów Bakallandu. Ich zadanie: wprowadzić spółkę do atrakcyjnego segmentu produktów impulsowych, czyli takich, których zakupu klient nie planuje (batoniki, gumy do żucia) oraz zmniejszyć sezonowość wyników finansowych.
Żurawina w kinie…
Chodzi o niewielkie saszetki z różnymi mieszankami bakalii, firmowane nazwą "Bakalland UP", oraz o saszetki z musli, czyli "Musli Plus".
— Bakalland UP to pierwszy produkt w naszym portfolio, który możemy uplasować w segmencie impulsowym i sprzedawać w cenie batoników. Widzę go świetnie np. na stacjach benzynowych, w sklepach z prasą, barach albo w kinach. To dla nas zupełnie nowy kanał dystrybucji — mówi Marian Owerko, prezes i największy akcjonariusz Bakallandu.
Tym samym kanałem Bakalland zamierza dystrybuować saszetki z musli.
— To perspektywiczny segment. Z badań konsumenckich wynika, że ponad 50 proc. nabywców kupuje musli właśnie jako produkt impulsowy — wyjaśnia Marian Owerko.
Obie linie mają tę zaletę, że ich sprzedaż w mniejszym stopniu zależy od pory roku, co odróżnia je od większości produktów oferowanych przez Bakalland (czyli masy makowej, mas kajmakowych czy bakaliowych dodatków do ciast).
— Z pierwszych raportów wynika, że nowe produkty radzą sobie bardzo dobrze. Szacuję, że obie linie jeszcze w tym roku obrotowym osiągną łącznie 10 mln zł przychodów [rok obrotowy Bakallandu zaczyna się w lipcu — red.] — twierdzi Marian Owerko.
…i za granicą
Równolegle Bakalland pracuje nad przejęciami.
— Rozmawiam z dwiema dużymi firmami z naszej branży. Pierwsza osiąga 150 mln zł przychodów i w połączeniu z Bakallandem generowałaby znaczące synergie. Druga ma mniejsze przychody, bo na poziomie około 50 mln zł, ale jest bardzo rentowna — podkreśla Marian Owerko, nie podając dalszych szczegółów.
Sam Bakalland w poprzednim roku miał 195 mln zł rocznych przychodów i 9,3 mln zł zysku netto. Negocjowane właśnie transakcje zamierza sfinansować samodzielnie, sięgając na przykład po kredyty.
W przyszłości zamierza kontynuować działania konsolidacyjne również za granicą. Najchętniej na Ukrainie, gdzie już ma spółkę handlową i z której wyników jest zadowolony.
— Interesujemy się też Białorusią, ze względu na bliskość geograficzną, i Rumunią, ze względu na wielkość tego rynku, czyli 21 mln mieszkańców — ujawnia Marian Owerko.