Bąkowo Zohylina przyjmuje po góralsku

Julia Kafka
opublikowano: 2000-08-07 00:00

Bąkowo Zohylina przyjmuje po góralsku

W zakopiańskiej restauracji Bąkowo Zohylina można zjeść konkretnie pod każdym względem. Piękne wnętrze i typowi górale to strawa dla ducha. Dla ciała natomiast mamy do wyboru całą gamę tatrzańskich przysmaków.

Bąkowo Zohylina oznacza w góralskiej gwarze Schronienie u Bąka (nazwisko właściciela lokalu). Dużym atutem tej zakopiańskiej restauracji jest lokalizacja na uboczu — z dala od lokali na Krupówkach, masowo obleganych przez turystów. Ale to pierwsza z jej wielu zalet. Bąkowo Zohylina zarządzana jest przez prawdziwych górali — koniec kropka. Wystarczy wejść do środka, żeby się o tym przekonać. Kelnerzy zadają konkretne pytania i oczekują równie kategorycznych odpowiedzi. Przy czym nie należy się dziwić, jeżeli zupełnie nieoczekiwanie na stole pojawią się pierwsze zamówione potrawy, a po chwili zostaniemy ogłuszeni łoskotem zakopiańskich dzwonków. Tak wygląda jedna z niespodzianek przygotowanych przez Bąka dla tzw. ceprów. Dania, które figurują w drewnianych menu (sic!) to typowe, regionalne potrawy, czyli gęsto i czubato. Na początek oscypek na gorąco albo zapiekanka po zbójnicku. Obie przystawki dobrze przyrządzone, przy czym ta druga raczej dla mężczyzn, ze względu na obfitość ciężkiego mięsa i sporej ilości cebuli. Natomiast każdy, bez względu na płeć, powinien posmakować kwaśnicy — kapuśniaku w wersji góralskiej (grzyby, kiełbasa, kapusta). Na drugie danie polecam wszystkim okręglicę, czyli pieczeń baranią. Po prostu pycha, chociaż jak wiadomo przyrządzenie smacznej baraniny to nie lada sztuka. Polędwica diabelska nie zachwyca smakiem, ale mieści się w standardach zakopiańskiej kuchni. Na deser wyborna szarlotka — prosto z pieca. A do szarlotki każdy zmęczony biznesmen może zamówić herbatę dla strapionych i tym optymistycznym akcentem zakończyć wieczór.