Balcerowicz musi działać

Leszek Balcerowicz, ekonomista i twórca systemu gospodarczego w pokomunistycznej Polsce, mówi, że nadszedł czas mobilizacji do obywatelskiego działania.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Czy ma pan poczucie, że Polska pana oszukała?  

Zobacz więcej

Leszek Balcerowicz

Lukasz Dejnarowicz / FORUM

LESZEK BALCEROWICZ*: W żadnym wypadku. Dlaczego? 

Gdy patrzy pan np. na marsze nacjonalistów czy zachłanność władzy…

Czuję się zaniepokojony, ale tak jestem jakoś zbudowany, że ten niepokój prowadzi mnie raczej do wzmożonego działania. Uważam, że za mojego życia spotkało nas to, czego jeszcze 30 lat temu chyba nikt nie oczekiwał — że Polska będzie wolna i będziemy w stanie robić rzeczy, których wcześniej nie mogliśmy, a ponadto, że ktoś zaproponuje mi uczestnictwo w tych przemianach. Naprawdę rzadko się zdarza w życiu człowieka, że może obserwować takie przemiany i jeszcze twórczo w nich uczestniczyć. Czuję się więc zaszczycony.  

Tym bardziej bolesne powinno być przyglądanie się rozmontowywania pewnych elementów tej Polski.  

Należę do osób, które starają się działać tak skutecznie, jak tylko potrafią, jeśli tylko widzą zagrożenia. Takie zagrożenia powstają w związku z tym, co robi PiS, i jedyny sensowny wniosek, jaki z tego wynika, to być jeszcze bardziej aktywnym. Odłożyłem pisanie książek, dzięki czemu mam więcej czasu, żeby wpływać na społeczeństwo przez media, spotykać się z ludźmi, rozwijać FOR, być obecnym na Twitterze i Facebooku, brać udział w demonstracjach. Innymi słowy, próbuję mobilizować ludzi do obywatelskiego działania.  

Proszę przypomnieć sobie siebie w wieku 20-30 lat. Marzenie o życiu w wolnej Polsce wydawało się zupełnie nierealne? 

Pewnie wielu o tym marzyło, ale sądziło – tak jak ja – że Związek Radziecki będzie istniał przez resztę życia. W drugiej połowie lat 70. należałem do osób, które uważały, że warto i można choć trochę ten zły ustrój poprawić. Zorganizowałem wtedy nieformalny zespół, który pracował nad rozszerzeniem wolności gospodarczej w gospodarce socjalistycznej. Przedstawiłem ten projekt na początku września 1980 r. Zyskał szeroki rozgłos i w gruncie rzeczy został zaakceptowany przez Solidarność. Mówię o tym dlatego, bo gdyby nie ten projekt, to mało kto by o mnie pamiętał 10 lat później. To właśnie moja wcześniejsza aktywność sprawiła, że Tadeusz Mazowiecki poprosił mnie o zajęcie się gospodarką.  

To fascynujące, bo organizując zespół zapewne nie myślał pan o tym, że otworzy on takie drzwi.  

Chciałem tylko stworzyć projekt, który będzie spójny i do przyjęcia przez ówczesne władze, ale i tak był zbyt radykalny. Nie zakładałem, że będziemy mogli przejść z socjalizmu do kapitalizmu. To, co stało się w 1989 r., przekraczało marzenia praktycznie wszystkich. Dzięki temu przełomowi i reformom Polska zaczęła doganiać Zachód. Wcześniej żyliśmy w systemie, który utrzymywał się za pomocą strachu i propagandy. Od tego odeszliśmy i nie możemy pozwolić, żeby nawet w najmniejszym stopniu ten ustrój wrócił.  

Zarządzanie strachem — pełno tego w naszych czasach.  

Na razie nie na taką skalę, jak kiedyś, w socjalistycznej dyktaturze, ale kierunek jest bardzo wyraźny i temu należy się przeciwstawiać. Jeżeli mamy do czynienia z tendencyjnymi zachowaniami służb specjalnych lub prokuratury, co przypomina zachowania poprzedniej władzy, to trzeba protestować. Im wcześniej, tym lepiej.  

Dlaczego PiS wygrało wybory? 

PiS wygrało głównie z powodów, które nie musiały się wydarzyć, ale się wydarzyły. Prezydent Komorowski miał bardzo złą kampanię wyborczą, a jego konkurent, technicznie rzecz biorąc, miał dużo lepszą. W efekcie Bronisław Komorowski przegrał wybory, co dało PiS impet przed wyborami parlamentarnymi. W tych wyborach natomiast dwie partie o włos rozminęły się z progiem wyborczym. Gdyby choć jedna weszła do parlamentu, zmieniłaby układ sił. Wreszcie trzeba pamiętać, że na krótko przed wyborami, gdy do mediów przedostała się informacja, że Antoni Macierewicz ma być szefem MON, PiS w obawie o wyborców zaprzeczył, ogłaszając, że zostanie nim Jarosław Gowin. Został nim jednak Macierewicz, więc sukces był oparty na kłamstwie. Program, który jest realizowany po 2015 r., jest daleko gorszy od przedstawianego przez PiS w kampanii. Nie przypominam sobie, żeby była tam np. mowa o przejmowaniu Trybunału Konstytucyjnego, zamachu na sądy itp.  

Dlaczego więc poparcie dla PiS nie spada?  

Z tego samego powodu, dla którego nie spada dla prezydenta Trumpa. Mianowicie na razie jest dobra sytuacja gospodarcza. Poparcie dla PiS jest jednak niższe niż w 2015 r. 

Czyli sprawdza się słynne hasło: „gospodarka, głupcze”? 

Praktycznie w każdym kraju dobra sytuacja gospodarcza sprawia, że wiele osób myśli: dobrze jest, wszystko gra. Działają czynniki przejściowe, ale perspektywa jest znacznie gorsza. Mamy obowiązek ludzi ostrzegać, szczególnie w sytuacji niebywale kłamliwej i bezczelnej propagandy mediów publicznych, która służy utrzymaniu bastionów wyborców PiS. Niemałą rolę odgrywa również przekupywanie ludzi kosztem budżetu, chodzi np. o 500+, obniżenie wieku emerytalnego, rozdawanie stanowisk.    

To bardzo niepokojące.

To nie musi trwać w nieskończoność. Podkreślam znaczenie mobilizacji ludzi, którzy wierzą w państwo prawa, demokrację i mają świadomość, że przez rozdawnictwo nie dochodzi się do dobrobytu.  

Wynika z tego, że jedynym sposobem walki z populizmem jest krach gospodarczy… 

Z tego, co powiedziałem nie wynika, że to jedyny scenariusz. Wielką rolę odgrywają organizacje pozarządowe i współpraca w ramach pożytku publicznego. Uważam, że nadchodzący kalendarz wyborczy sprzyja demokratycznej opozycji, bo najpierw są wybory do Parlamentu Europejskiego, które wymagają konsolidacji partii politycznych i organizacji społeczeństwa obywatelskiego pod jednym wspólnym hasłem — chcemy być częścią Unii Europejskiej, jej silnym członkiem. Należy podkreślać bardzo mocny kontrast z PiS-em, który wyprowadził Polskę na margines Unii Europejskiej, a w przypływie politycznego szaleństwa jest gotów dojść do wniosku, że politycznie nie opłaca się im być we wspólnocie, która w ramach postępowania prawnego może rozliczać rządzących w krajach nie przestrzegających wspólnotowych wartości. To może trafić do opinii publicznej.  

W swoich pracach często pan podkreśla, że wolność ekonomiczna jest fundamentalna, ale jednocześnie najczęściej atakowana. Na czym polega ten paradoks? 

Przez wolność gospodarczą rozumiem własność prywatną, swobodną przedsiębiorczość, mało regulacji krępujących przedsiębiorczość oraz taką sytuację, w której ta szeroka wolność gospodarcza jest dobrze i równo chroniona. Wiemy z doświadczeń i badań, że im mniej tak rozumianej wolności, tym gorzej w dwóch zakresach – w rozwoju gospodarczym oraz demokracji rozumianej jako otwarta konkurencja o władzę. Wszystkie państwa, które odebrały ludziom wolność gospodarczą, to dyktatury. Nie da się mieć władzy demokratycznej przy socjalistycznej gospodarce.

Dlaczego ludzie atakują taką wolność?

Własność prywatną łatwo demonizować. Do niektórych ludzi to trafia i służy do wzniecania nienawiści wobec rzekomych wyzyskiwaczy. Łatwo omotać ludzi perspektywą, że im więcej władza rozdaje, tym będzie lepiej. Po strasznych doświadczeniach czasów socjalizmu powinno szokować, że ciągle mamy próby grania za pomocą takiej propagandy i są one skuteczne. Jedyną receptą na to jest demaskowanie antykapitalistycznej propagandy.  

Czy kapitalizm nie ma sobie nic do zarzucenia, np. w kwestii ochrony praw pracowników? 

Najgorsze regulacje tak chroniły pracowników, że nie można było ich zwolnić. Stworzono więc drugą kategorię pracowników, czyli takich, których można było zwolnić od razu. I co się wtedy działo? Przedsiębiorcy musieli i mogli zwalniać tych z drugiej kategorii i w efekcie – np. w Hiszpanii - wybuchło wysokie bezrobocie wśród młodych. Fałszywa jest też teza, że kryzysom winny jest kapitalizm, a nie błędna polityka rządów. Mamy przecież empiryczne dowody na to, że do kryzysów finansowych walnie przyczyniają się takie zachowania polityków, jak ratowanie dużych banków, co skłania rynki finansowe do oferowania im tańszego finansowania, i w efekcie stają się one jeszcze większe.  

To jaki jest kapitalizm pana marzeń?  

Ideałów nie ma, ale wiemy, że najlepiej spisuje się taki ustrój, w którym mamy rozległe wolności, włącznie z wolnością gospodarczą, i są dobrze i równo chronione przez państwo prawa. Wtedy mamy i demokrację, i szybki rozwój gospodarki. Państwa, które się od tego oddalają, wpadają w kryzysy lub stagnację. Przecież Grecja nie wpadła w tarapaty przez wolny rynek, ale przez populizm wszystkich partii politycznych. Włochy mają kłopoty przez duży dług publiczny i wybrali sobie populistów, którzy mówią, że jak będzie więcej wydatków budżetowych, to będzie lepiej.  

Powiedział pan, że nawet w latach 80. nie marzył o wolnej Polsce… 

Nawet w 1988 r. o tym nie marzyłem. I nie byłem wyjątkiem.  

O czym pan marzy dziś?  

Marzę o tym, żeby Polska demokratycznie skorygowała swój kurs. Myślę, że doświadczyliśmy w polityce ciężkiego wypadku, musimy więc wrócić na właściwą drogę i odbudować naszą reputację. Trzeba, by demokratyczna opozycja wygrała wybory i mając pakiet naprawczy szybko wprowadzić go w życie. Dużo trudniejsze będzie odbudowanie reputacji i zaufania, rzeczy kluczowe w polityce i gospodarce. Mamy dużo obywatelskiej roboty do wykonania.  

Rozmawiał Łukasz Ostruszka. 

*Leszek Balcerowicz — ekonomista i polityk, były prezes NBP, wicepremier i minister finansów w pierwszym niekomunistycznym rządzie. Profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Doktor honoris causa kilkunastu uczelni krajowych i zagranicznych. Wyróżniony prestiżowymi nagrodami i odznaczeniami polskimi i międzynarodowymi, w tym Orderem Orła Białego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Balcerowicz musi działać