Spadający kurs jena i działania Banku Japonii, który zwiększa skalę programu skupu aktywów, były dotychczas główną siłą napędową hossy na japońskim parkiecie. Wiedzą o tym posiadacze jednostek funduszu ING Japonia, którzy przez ostatni rok zarobili prawie 16 proc. I choć tamtejsza giełda ma za sobą solidny rajd, a akcje nie należą do najtańszych (średni wskaźnik cena/zysk wynosi 19,5), to jednak wciąż warto tam inwestować — przekonuje Valentijn van Nieuwenhuijzen, zarządzający strategiami multi-asset w centrali ING IM w Hadze, który ma pod opieką aktywa o wartości około 15 mld EUR (60 mln zł). Jego zdaniem, skuteczna polityka rządu i banku centralnego zapewnia stabilny poziom rentowności obligacji japońskich, a odpowiedzialne zarządzanie spółkami powoduje niski poziom ryzyka przy inwestycjach w akcje.

— Nie przywiązywałbym tak dużej wagi do wycen. Japońskie spółki dynamicznie poprawiają wyniki. Ich zyski szybko rosną, co wynika ze zróżnicowania źródeł przychodów. Dodatkowo przedsiębiorstwom sprzyja słaby jen. Dalsze działania Banku Japonii, stymulujące gospodarkę oraz odsunięcie w czasie podwyżki VAT ze względu na wybory sprawią, że w przyszłym roku zwyżki będą kontynuowane. Oczekuję, że szeroki rynek może wzrosnąć nawet 10 proc. — prognozuje Valentijn van Nieuwenhuijzen.
Specjalista z ING IM uważa, że obecna sytuacja makro na świecie nadal bardzo odbiega od normalnej. Europejski Bank Centralny (EBC) zawodzi w doprowadzeniu oczekiwań inflacyjnych do 2 proc., luki popytowe są nadal duże, a bezrobocie zbyt wysokie. Z drugiej strony, jesteśmy świadkami najbardziej stabilnego odbicia gospodarczegood kryzysu 2008 r. Firmy wypracowują sporo gotówki, liczba fuzji i przejęć rośnie, a za nimi wydatki inwestycyjne. Dlatego przyszły rok jest najlepszym momentem, by przenieść oszczędności z depozytów na rynek akcji.
— Żyjemy w ciekawych czasach, charakteryzujących się niską inflacją, niekonwencjonalnym zachowaniem banków centralnych i zerowymi stopami procentowymi. To idealne środowisko dla akcji — przekonuje Valentijn van Nieuwenhuijzen. Kluczem do sukcesu będzie jednak aktywna alokacja i dywersyfikacja. W przyszłym roku, oprócz akcji japońskich, warto — zdaniem zarządzającego z ING IM — dorzucić do portfela także
spółki korzystające z taniej ropy, firmy IT oraz amerykańskie obligacje korporacyjne, zarówno te z ratingiem inwestycyjnym, jak i wysokodochodowe (high yield).
— Ostrożnie podchodziłbym natomiast do rynków wschodzących, bo choć tempo wzrostu gospodarczego jest wciąż wyższe niż w gospodarkach dojrzałych, to jednak dynamika spada. Emerging markets zmagają się z trudną sytuacją światowej gospodarki i dużą wrażliwością na szoki lokalne. Największym źródłem ryzyka dla wszystkich aktywów z rynków wschodzących pozostają Chiny — ostrzega Valentijn van Nieuwenhuijzen.