Banki centralne wierzą w polski dług

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 12-05-2010, 00:00

Nawet banki centralne inwestują w polski dług. Nasz kraj ma silną pozycję w walce z kryzysem.

Zawirowania na rynkach nie uderzą w nasze obligacje — zapewnia Piotr Marczak, zarządzający długiem skarbu państwa

Nawet banki centralne inwestują w polski dług. Nasz kraj ma silną pozycję w walce z kryzysem.

Rynki finansowe od kilku dni przeżywają zawieruchę porównywalną z tą sprzed półtora roku, kiedy upadał bank Lehman Brothers. Tamte wydarzenia miały poważny wpływ na finansowanie polskich potrzeb pożyczkowych. W ciągu kilku dni od bankructwa amerykańskiego giganta rentowność polskich 5-letnich obligacji podskoczyła z 6 proc. do 7,6 proc. Ministerstwo Finansów uspokaja: tym razem wartość polskich papierów jest i będzie stabilna.

Dobry początek

— Wpływ zawirowań na rynkach na finansowanie potrzeb pożyczkowych jest ograniczony. Sfinansowaliśmy już około połowy całorocznych potrzeb, dlatego możemy łagodnie przejść przez ten trudny okres — mówi Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w resorcie finansów.

Pośpiech w pożyczaniu pieniędzy się opłacił. Od początku roku resort finansów sprzedał już papiery skarbowe za prawie 100 mld zł. Teraz może nie spieszyć się z nowymi emisjami.

— Kto w czasie wichury nie musi wychodzić na rynek, ten tego nie robi. Nawet gdy jest daleko od epicentrum. Dobry początek roku pozwolił nam sprzedać dużo obligacji, a przed nami jeszcze zaciąganie kolejnych pożyczek w międzynarodowych instytucjach. Zgromadziliśmy znaczne rezerwy, co daje nam komfort przeczekania tego trudnego okresu. Osłabienie złotego wykorzystujemy wręcz do zamiany części walut na złote — tłumaczy Piotr Marczak.

Zaplanowana na środę emisja pięcioletnich obligacji i majowe przetargi bonów odbędą się jednak zgodnie z planem. Resort zwiększył jedynie przedział wartości planowanej sprzedaży.

— Niepokoje rynkowe występowały już pod koniec kwietnia, gdy ogłaszaliśmy plan finansowania maja. Zwiększyliśmy więc przedziały, chcąc mieć większą elastyczność. Założyliśmy, że gdyby na rynku pojawiły się silniejsze niepokoje, będziemy przenosić ciężar finansowania z obligacji na bony — argumentuje Piotr Marczak.

Poprzednia emisja obligacji (z 5 maja) wzbudziła jednak mieszane uczucia analityków. Rentowność polskich papierów pierwszy raz w tym roku poszła w górę.

— Biorąc po uwagę nerwową atmosferę rynkową, w jakiej odbył się ten przetarg, nie uważam, że był on nieudany. Wręcz przeciwnie, potwierdził, że skutki kryzysu finansowego docierają do nas przefiltrowane. Zgłoszono znaczny popyt. Sprzedaliśmy tyle, ile zakładaliśmy. Rentowność wzrosła, ale od najniższego poziomu od trzech lat — zaznacza Piotr Marczak.

Centralne zaufanie

Polska miała sporo szczęścia. Zawirowania na rynkach wybuchły wtedy, kiedy polskie papiery zyskały renomę, jakiej nie miały nawet w okresie silnej koniunktury. Naszymi obligacjami w ostatnich miesiącach interesowały się nawet banki centralne z całego świata, w tym z Azji. Tylko w marcu pożyczyły Polsce 400 mln zł. Nieoficjalnie mówi się, że w polskie papiery w ostatnim czasie inwestuje nawet bank centralny Chin.

— Przy ostatniej sprzedaży euroobligacji zanotowaliśmy rekordowo wysoką aktywność banków centralnych. Sprzedaż tym inwestorom stanowiła 9 proc. całej emisji. Były to europejskie i azjatyckie banki centralne — mówi Piotr Marczak.

Obecność banków centralnych na skarbowych przetargach świadczy o sporym zaufaniu do państwa polskiego, bo tacy inwestorzy wybierają tylko najbezpieczniejsze aktywa. Dlatego Ludowy Bank Chin od lat wykupuje na ogromną skalę obligacje USA. Idziemy drogą Amerykanów?

— Skala jest nieporównywalnie mniejsza, ale biorąc pod uwagę nasz rating, można powiedzieć, że Polska cieszy się wyjątkowo dużym zainteresowaniem banków centralnych. Zwykle kupują one obligacje krajów z najwyższymi ratingami — mówi Piotr Marczak.

Zielona wyspa nęci

Do polskich papierów przyciąga przede wszystkim wyjątkowo stabilna gospodarka.

— Polska jest ciągle jednym z liderów wzrostu gospodarczego w Europie, z dobrym bilansem płatniczym, relatywnie niskim długiem publicznym i stabilną polityką gospodarczą. Jesteśmy też dość daleko od Grecji i nie planujemy prędko wchodzić do strefy euro. Analitycy banków centralnych widzą, że ryzyko jest relatywnie niewielkie — wyjaśnia Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Ostatnie wydarzenia —zwłaszcza gwałtowne osłabienie złotego — mogą jednak nieco zniechęcić banki centralne do finansowania polskiego długu. Jednak kontaktów z Polską raczej nie zerwą.

— Banki centralne z pewnością zobaczyły w ostatnich dniach ryzyko, że mogą więcej stracić na osłabieniu złotego, niż zarobią na obligacjach. Nadal widzą jednak nasze silne fundamenty. Dokonały przewartościowań. Polska, choć nie jest w strefie euro, jest bardziej godna zaufania niż np. Grecja — mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu