WIG20 rozpoczął środową sesję od ok. 1-proc. wzrostu do poziomu 1868 pkt. Większość inwestorów spodziewała się, że blue chipy pomkną dalej na północ. Cóż, amunicji wystarczyło kupującym zaledwie na 15 minut. A szkoda, bo na większości europejskich giełd nastroje może nie są równie wyborne, jak w USA, ale tam nadal byki rozdają karty. Tylko łotewski indeks RGSE wypadał gorzej od WIG20 w pierwszych minutach handlu na GPW. Być może inwestorzy poważniej podeszli do wczorajszego komunikatu KNF i zamierzają być bardziej powściągliwi w swoich decyzjach...
W piątek wygasają grudniowe serie kontraktów i KNF już ostrzega, że w wyniku braku krótkiej sprzedaży na rynku akcji możliwy jest tylko jeden scenariusz. Niestety, negatywny. Strażnik porządku na krajowym rynku finansowym spodziewa się, że w ostatniej godzinie notowań na GPW inwestorzy będą mieli do czynienia z falą podaży akcji spółek z WIG20. Nie nastraja to optymizmem.
WIG20 najmocniej osłabiają dwa największe polskie banki. Państwowy PKO, który o godz. 9:25. tracił już 1,5 proc., a także Pekao spadający o 2 proc. Pod kreską znajdował się również KGHM oddający 0,8 proc. W tym samym czasie, inaczej niż wczoraj, na giełdzie metali w Londynie miedź drożała o blisko 2 proc., do 3064 USD za tonę.
O godz. 9:35 WIG20 tracił 0,4 proc. Pod kreską znajdowały się również maluchy
i średniaki spadające o odpowiednio: 0,3 proc. i 0,15
proc.