Banki informowały, jak chciały

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-01-02 00:00

Znakomitym wskaźnikiem przygotowania banków do Euro-Day okazała się ich polityka informacyjna. Instytucje, które nie postarały się o wystarczające zapasy euro i obawiały się kosztów zwią- zanych z wymianą walut w zagranicz- nych bankach, próbowały przemilczeć całą sprawę.

Inne postanowiły wykorzystać zmiany do przyciągnięcia nowych i zwiększenia zaufania dotychczasowych klientów. Wśród nich wyróżniały się Raiffeisen BP, PBK oraz PKO BP. Ich oddziały i strony internetowe pełne były informacji o nowej walucie.

NBP apelował o zachęcanie klientów do zdeponowania walut w bankach jeszcze przed Nowym Rokiem. Większość banków tak postąpiła, jednak o kampanii reklamowej na miarę przeprowadzonej w tym samym czasie akcji antypodatkowej nie było mowy. Nic dziwnego. Banki to podmioty komercyjne, a dopiero potem instytucje zaufania publicznego. Dla części z nich — na szczęście mniejszej — korzystniejszą opcją jest uniknięcie wymiany lub przerzucenie jej kosztów na klientów w postaci prowizji, którą już od dzisiaj płacimy. Uświadomiony interesant nie jest w takiej sytuacji na rękę.

Przymus wymiany walut narodowych na euro został bankom narzucony przez ustawę. NBP, jej autor, nie uciekał przed udziałem w całej operacji. Politykę informacyjną skoncentrował jednak głównie na bankach. Wyniki badań i sondaży sugerują, że wiedza Polaków o euro nie zachwyca.

Wielu z nas czekały w grudniu niespodzianki. Gdy przed dwoma tygodniami odwiedziłem swój oddział Kredyt Banku, dowiedziałem się, że żadnej z walut krajów EMU już tam nie sprzedam. Bank nie chce ich mieć w kasie i na pewno zniechęci mnie wysoką prowizją za eurowymianę. Jestem przekonany, że ten bank nie jest wyjątkiem.