Banki już płacą za kłopoty budowlanki

opublikowano: 19-06-2012, 00:00

Drogowcy zaczynają dopominać się o gwarancje. Skorzystają podwykonawcy. Na krótką metę

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zaczyna ściągać gwarancje bankowe od instytucji finansujących autostradowych wykonawców — taka wieść zaczęła krążyć po korytarzach firm budowlanych.

Dotychczas GDDKiA ściągała zabezpieczenia z tych firm, z którymi się poróżniła lub zerwała kontrakt — na przykład z Alpine czy NDI. Teraz jednak coraz częściej zaczyna domagać się od banków lub ubezpieczycieli wypłaty zabezpieczeń za kontrakty, których realizacja opóźnia się albo jeśli wykonawcy nie mają pieniędzy na zapłatę podwykonawcom.

Machina ruszyła

Wkrótce można spodziewać się lawiny gwarancyjnych roszczeń.

— Na odcinku A1 Sójki — Kotliska została uruchomiona gwarancja na kwotę 13 mln zł z tytułu niewłaściwego wykonania umowy — informuje Urszula Nelken, rzecznik dyrekcji. To kontrakt, którego wykonawczym liderem był Poldim, ale zbankrutował. GDDKiA już rozpoczęła także starania o wyegzekwowanie kolejnej gwarancji.

— Chodzi o odcinek A4 Rzeszów Centralny — Rzeszów Wschód — dodaje Urszula Nelken. Rzecznik dyrekcji nie podaje jednak ani kwoty, ani powodów wystąpienia o zabezpieczenie. Wykonawcą kontraktu jest konsorcjum Mostostalu Warszawa i Acciony, które obiecało dziś skomentować sprawę.

— Mostostal Warszawa, podobnie jak większość firm z branży, miał problemy z realizacją kontraktów, ale spółka niedawno uregulowała sporo zobowiązań — trudno więc spekulować, czemu GDDKiA chce ściągać zabezpieczenie — mówi Marek Michałowski, szef Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Na rynku jest wiele firm ze znacznie większymi problemami niż Mostostal Warszawa. Czy GDDKiA będzie także od nich ściągać gwarancje?

— Czekamy na przepisy, które umożliwią nam te działania — mówi Urszula Nelken.

Chodzi o ustawę zabezpieczającą autostradowych kontrahentów, która jutro będzie omawiana w Sejmie. Jeśli wykonawcy nie zapłacą kontrahentom, to — zgodnie z projektem — mogą oni otrzymać pieniądze z GDDKiA, a właściwie z zasilającego ją Krajowego Funduszu Drogowego. Jednak dyrekcja będzie spłacać drogowych kontrahentów tylko do kwoty zabezpieczenia należytego wykonania kontraktu, czyli do wartości gwarancji, jaką na stole położył wykonawca.

— Dyrekcja nie chce płacić podwykonawcom z własnych pieniędzy — komentuje Marek Michałowski.

Teoria i absurd

Jeśli bowiem zapłaci drogowemu kontrahentowi z KFD, pieniądze będzie mogła ściągnąć z gwarancji wykonawcy. Wówczas faktyczny koszt poniesie bank lub ubezpieczyciel, który w kolei będzie mógł wyegzekwować kasę od niepłacącego wykonawcy. To oczywiście teoria, bo trudno przypuszczać, że niewypłacalna firma zapłaci wierzycielowi.

— To absurd, przecież gwarancja należytego wykonania powinna służyć zabezpieczeniu realizacji kontraktu na wypadek wystąpienia usterek podczas budowy czy eksploatacji, w okresie obowiązywania rękojmi, a nie płaceniu zobowiązań podwykonawcom i dostawcom — mówi Zbigniew Kotlarek, szef Polskiego Kongresu Drogowego.

— Proponowane rozwiązania to nieuzasadniona pomoc publiczna dla firm, które otrzymają pieniądze z GDDKiA — podkreśla Wojciech Malusi, szef Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Izba dziś ma przedstawić opinię wobec proponowanych zmian w prawie. Jaki będzie ich efekt? Przedstawiciele sektora budowlanego są przekonani, że rozwiązania zablokują firmom dostęp do kapitału albo — w optymistycznym wariancie — tylko podniosą koszty finansowania zleceń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu