Banki trzymają kciuki za Stocznię Gdynia

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2002-10-11 00:00

Bankowcy uważają, że Stoczni Gdynia nie grozi upadek, a jej zadłużenie nie wpłynie na wyniki finansowe banków. Deklarują, że nadal są gotowe finansować budowę statków. Jednym z warunków są jednak gwarancje Skarbu Państwa.

Przynajmniej trzy duże banki — PKO BP, Pekao SA i ING BSK — czekają na decyzję rządu w sprawie Stoczni Gdynia. Wierzyciele spółki nie popadają na razie w panikę, tak jak w przypadku Stoczni Szczecińskiej. Nawet mimo że do sądu wpłynął wniosek o ogłoszenie jej upadłości.

— Naszym zdaniem, nie ma podstaw fundamentalnych do postawienia Stoczni Gdynia w stan upadłości. Z naszego punktu widzenia, choć jeszcze nie znamy szczegółów, majątek spółki jest wyższy niż stan jej zadłużenia, wierzyciele zostaliby więc zaspokojeni. Uważamy, że problemy stoczni nie wynikają ze złego zarządzania. Firma padła ofiarą zastoju gospodarczego — mówi Grzegorz Cywiński, wiceprezes ING BSK.

Również przedstawiciele innych wierzycieli są zdania, że wniosek firmy Pretor o upadłość stoczni jest próbą nacisku na wcześniejsze uzyskanie zwrotu należności.

— Wniosek traktujemy jako próbę wymuszenia na stoczni szybszej wypłaty należności. Wszędzie na świecie przemysł stoczniowy korzysta z pomocy rządów. W Polsce firmy budujące statki nie mają takiego wsparcia, pracują na minimalnych marżach i w sytuacjach kryzysowych mają problemy finansowe. Dlatego warunkiem dalszego finansowania Stoczni Gdynia przez Pekao SA są gwarancje Skarbu Państwa — mówi Sebastian Łuczak, rzecznik Pekao SA.

W momencie uzyskania gwarancji bank byłby skłonny zaoferować lepsze od dotychczasowych warunki kredytowania.

— My też czekamy na konkretną propozycję, na jakich warunkach mielibyśmy kredytować stocznię — mówi Edyta Siwińska z biura prasowego PKO BP.

Same gwarancje mogą jednak nie wystarczyć.

— Czekamy również na przedstawienie długofalowej strategii rozwoju Stoczni Gdynia i jej potrzeb finansowych. Wówczas podejmiemy decyzję — mówi Grzegorz Cywiński.

Banki nie obawiają się, że sytuacja w stoczni wpłynie na ich wyniki.

— Nie obawiamy się konieczności tworzenia nowych rezerw. Poprzednie stworzyliśmy na całe zaangażowanie w ten przemysł i sądzimy, że są wystarczające — mówi Sebastian Łuczak.

Wiele zależy jednak od porozumienia między MSP, dłużnikiem, a wierzycielami.

— W Stoczni Gdynia nie jesteśmy poważnie zaangażowani, jednak gdyby faktycznie nie doszło do porozumienia, mogłoby to spowodować kolejną falę rezerw w polskich bankach. Mam jednak nadzieję, że uda się rozwiązać ten problem — podkreśla Grzegorz Cywiński.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface