Pozbycie się niespłaconego długu było dotychczas dla banków nie lada wyzwaniem. W sukurs przyszła im zmiana ustawy o funduszach inwestycyjnych.
Pod koniec kwietnia 2007 r. Bank Gospodarki Żywnościowej (BGŻ) wysłał do potencjalnych inwestorów zaproszenia do negocjacji na temat przejęcia przez nich pakietu ponad 700 wierzytelności nieregularnych o wartości nominalnej około 500 mln zł od klientów korporacyjnych.
Tym samym już po raz drugi wszczął procedurę sprzedaży wierzytelności funduszowi sekurytyzacyjnemu. Pierwszą taką umowę sfinalizował w październiku 2006 r. sprzedając funduszowi wskazanemu przez londyńską firmę Lehman Brothers pakiet wierzytelności trudnych o wartości ponad 700 mln zł. Proces wyboru inwestora trwał wtedy około ośmiu miesięcy.
Przewidywana sprzedaż nowego pakietu wierzytelności powinna nastąpić szybciej. BGŻ liczy, iż uda się ją sfinalizować we wrześniu 2007 r., banki nabierają bowiem coraz większego doświadczenia w tego typu transakcjach.
Warto pamiętać, że do pierwszej takiej sprzedaży wierzytelności na rynku polskim doszło 7 października 2005 r. Wtedy to Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski (PKO BP) zawarł z S-Collect Funduszem Inwestycyjnym Zamkniętym Niestandaryzowanym Funduszem Sekurytyzacyjnym, zarządzanym przez PKO/Credit Suisse TFI umowę sprzedaży 73 tys. wierzytelności trudnych o wartości około 660 mln zł.
— Fundusze sekurytyzacyjne zaczęły powstawać po nowelizacji ustawy o funduszach inwestycyjnych z 27 maja 2004 r. Otworzyła ona bankom niedrożny dotychczas kanał sprzedaży wierzytelności trudnych — podkreśla Tadeusz Piela, dyrektor centrum restrukturyzacji i windykacji w BGŻ.
Po co banki pozbywają się złych długów?
— Stosunek kredytów zagrożonych do udzielonych ogółem może mieć na przykład wpływ na współczynnik wypłacalności banku, czy oceny uzyskiwane od agencji ratingowych w przypadku emisji dłużnych papierów wartościowych. Ponadto, zbycie portfela bywa szczególnie istotne w przypadku kredytów udzielonych klientom detalicznym — przypomina Tomasz Szczepanik, dyrektor w zespole ds. usług finansowych w dziale doradztwa podatkowego firmy doradczej PricewaterhouseCoopers.
Korzystne rozwiązanie rezerw
Bank, mający problemy z wierzytelnościami, może po uprawdopodobnieniu ich nieściągalności (np. po potwierdzeniu śmierci dłużnika, wykreśleniu go z ewidencji działalności gospodarczej, postawieniu w stan likwidacji czy uzyskaniu sądowego wyroku i zgłoszeniu go do egzekucji), zaliczyć je do rezerwy, będącej kosztem uzyskania przychodu.
Jeśli by jednak zdecydował się sprzedać takie wierzytelności osobie trzeciej przed zakończeniem procesu definitywnego udokumentowania ich nieściągalności (np. po uzyskaniu postanowienia o nieściągalności wydanego przez właściwy organ postępowania egzekucyjnego, postanowieniu sądu o oddaleniu wniosku o ogłoszenie upadłości, umorzeniu postępowania upadłościowego, ukończeniu postępowania upadłościowego bądź na podstawie wewnętrznego protokołu przygotowanego przez bank), to w wyniku zawarcia takiej transakcji będzie musiał określić przychód podatkowy w wysokości rozwiązanych rezerw, które uprzednio stanowiły koszt podatkowy. Jednocześnie, strata na zbyciu tych wierzytelności nie będzie mogła zostać uznana przez bank za koszt uzyskania przychodów.
Zatem, jeżeli bank ma nieściągalne wierzytelności w wysokości 100 jednostek i utworzył rezerwę, która stanowiła koszt podatkowy również w wysokości 100 jednostek, to w przypadku zbycia tej wierzytelności musi określić przychód podatkowy wysokości 100 jednostek po rozwiązaniu rezerwy. Ponieważ jednak obrót wierzytelnościami nieściągalnymi odbywa się z dużym dyskontem, bank w rzeczywistości nie otrzymuje od nabywcy długów 100 jednostek, a np. jedynie 50. Zatem, w analizowanej transakcji zapłaci podatek od kwoty rozwiązanej rezerwy, mimo iż w wyniku sprzedaży wierzytelności poniósł stratę.
Inaczej transakcja przebiega w przypadku sprzedaży nieściągalnych wierzytelności funduszowi sekurytyzacyjnemu. Bank uzyskuje wówczas prawo zaliczenia do kosztów podatkowych straty ze zbycia funduszowi sekurytyzacyjnemu wierzytelności z tytułu kredytów (stanowiącej różnicę między kwotą uzyskaną ze zbycia a wartością wierzytelności) do wysokości uprzednio utworzonej na tę część wierzytelności rezerwy, zaliczonej do kosztów uzyskania przychodów. W praktyce, we wspomnianym już wcześniej przykładzie, oznacza to, iż bank powinien określić przychód podatkowy tylko w wysokości 50 jednostek (pozostałe 50 rozwiązanej rezerwy zostało zutylizowane w ramach straty podatkowej na zbyciu wierzytelności). Korzyść jest oczywista.
— Jeżeli proces odzyskiwania należności nie jest zaawansowany i bank nie rozpoznał jeszcze rezerwy jako kosztu uzyskania przychodów, to z podatkowego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy sprzeda dług funduszowi sekurytyzacyjnemu, czy innemu podmiotowi — podkreśla Tomasz Szczepanik.
Jednak przy każdej transakcji zbycia wierzytelności straconych dla banku liczą się też inne kwestie.
— Co z tego, że bank ma zabezpieczoną hipotekę, skoro dłużnik usytuował na objętej nią nieruchomości grób swojej małżonki. To wcale nie jest żart, takie przypadki są znane. Trzymajmy się jednak mniej ekstremalnych przykładów. Gdyby nieruchomość obejmowała budynek mieszkalny zajmowany przez trzypokoleniową rodzinę to nie dość, że wykonanie eksmisji jest w polskich warunkach bardzo trudne, na dodatek dochodzenie roszczeń w ten sposób nie byłoby dla banku korzystne ze względu na jego reputację — tłumaczy Tadeusz Piela.
Fundusz mało autonomiczny
Dla banku sekurytyzacja jest więc tylko korzystną podatkowo transakcją sprzedaży wierzytelności trudnych. Z punktu widzenia rynku finansowego, niepłynne wierzytelności zostają zamienione na płynne aktywa w postaci certyfikatów inwestycyjnych. Widać to jednak lepiej za oceanem, gdzie fundusze sekurytyzacyjne są bardziej autonomiczne.
W Polsce, ze względu na wczesny etap rozwoju rynku, najpierw ustala się warunki transakcji pomiędzy nabywcą wierzytelności a bankiem zainteresowanym ich zbyciem, a dopiero potem tworzy lub zaprasza do udziału w operacji fundusz będący formalnym nabywcą pakietu wierzytelności. Doskonale to widać na przykładzie pierwszej polskiej transakcji z funduszem sekurytyzacyjnym, w przypadku której PKO BP najpierw porozumiał się ze współdziałającą z Credit Suisse First Boston spółką grupy Reform Capital z siedzibą w Pradze, a dopiero potem stworzył fundusz w powiązanym ze sobą kapitałowo TFI. W następnych transakcjach było podobnie.
— Instytucja zderzająca popyt z podażą jest niezbędna. Jeśli jest popyt i podaż, to jakiś sposób na doprowadzenie do transakcji zawsze się znajdzie — tak różnice między Polską a rynkami bardziej rozwiniętymi pod względem obrotu trudnymi należnościami podsumowuje Tadeusz Piela. n