Od kilku lat ubywa firm, wobec których ogłaszana jest upadłość. W ubiegłym roku ten pozytywny trend się nie odwrócił. W Monitorze Sądowym i Gospodarczym w 2016 r. ujawniło się 606 bankrutów, o 20 proc. mniej niż przez rokiem i o 30 proc. mniej niż w 2013 r.



Ryzykowne branże
Tradycyjnie najwięcej bankrutów to spółki z o.o. (w ubiegłym roku 346) i działalność gospodarcza wykonywana osobiście (175), bo to najpopularniejsze formy przedsiębiorczości. Sektory produkujące najwięcej bankrutów to handel hurtowy i detaliczny (27 proc. ogółu), przetwórstwo przemysłowe (23 proc.) i budownictwo (16 proc.).
Według PKD natomiast niechlubny prym wiodą: budownictwo obiektów mieszkalnych i niemieszkalnych (60 ban kructw), sprzedaż hurtowa niewyspecjalizowana (17), sprzedaż detaliczna z przewagą żywności, napojów i wyrobów tytoniowych (17), wynajem i zarządzanie nieruchomościami (14), transport drogowy (13), sprzedaż detaliczna odzieży (12), hotele (11) oraz sprzedaż hurtowa i detaliczna samochodów osobowych i furgonetek (11). Stolicą bankrutów niezmiennie jest Warszawa (85), drugi — daleko w tyle — jest Kraków (39), a trzeci — Wrocław (29). Co ciekawe, pod względem liczby upadłości średnie miasta: Bielsko-Biała i Bydgoszcz, wyprzedziły takie aglomeracje jak Łódź czy Katowice (odpowiednio: 15 i 13 upadłości wobec 12 i 11). Dla przedsiębiorców zagrożonych trwałą niewypłacalnością i ogłoszeniem upadłości prawo przewiduje koło ratunkowe.
Od początku 2016 r. postępowanie restrukturyzacyjne umożliwia zawarcie układu z wierzycielami i sanację przedsiębiorstwa przy zabezpieczeniu praw wierzycieli. W całym ubiegłym roku z tej ścieżki ucieczki od bankructwa skorzystało 212 firm, a jej popularność rosła z miesiąca na miesiąc (od 2 w lutym do 30 w grudniu). Restrukturyzacją najczęściej ratowały się firmy budowlane, przetwórstwa przemysłowego i handlowe.
Niepewna przyszłość
Czy spadek liczby upadłości oznacza, że w biznesie robi się coraz bezpieczniej? Eksperci nie są zgodni w diagnozie i prognozach. — Jeżeli do liczby ogłoszonych w 2016 r. upadłości doliczymy 364 postępowania o zabezpieczenie majątku dłużnika, co poprzedza ogłoszenie niewypłacalności, to nasuwa się wniosek, że trend spadkowy się kończy — mówi Jarosław Nowrotek, prezes Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej (COIG). — W 2017 r. dostępne formy restrukturyzacji nadal będą zyskiwać popularność wśród firm mających problemy z płynnością, a liczba upadłości będzie się obniżać — przewiduje tymczasem Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface’a w Europie Centralnej.
Witold Michałek, ekspert ds. gospodarki Business Centre Clubu, ma natomiast dla przedsiębiorców dobre i złe wiadomości. — Jedną z głównych przyczyn zmniejszania się liczby upadłości jest to, że firmy dojrzewają — są bardziej doświadczone, lepiej zarządzane, popełniają mniej błędów. Względnie stabilna gospodarka oznacza lepsze przepływy finansowe, mniejsze zatory płatnicze. Na horyzoncie rysują się jednak zagrożenia. Wzrost PKB może być niższy od prognoz, mogą też spaść dochody budżetowe.
Spadek inwestycji samorządowych i centralnych odbije się nie tylko na firmach żyjących z przetargów. Będzie duża niepewność prawna wynikająca z faktycznego rozmontowania Trybunału Konstytucyjnego i braku zaufania na linii państwo — przedsiębiorcy. Nie wiemy nawet, czy ustawa budżetowa została uchwalona legalnie. Nie spodziewam się spadku liczby bankructw w 2017 r. — mówi Witold Michałek.
Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, uspokaja. — Bankructwa same w sobie nie są powodem do niepokoju. W zdrowej gospodarce są wręcz wskazane jako oczyszczające branże i sektory. Jeżeli w tym roku więcej przedsiębiorców założy spółki i podejmie działalność gospodarczą, ewentualny wzrost liczby upadłości będzie zjawiskiem naturalnym — mówi Janusz Jankowiak. © Ⓟ