Bardziej dura niż lex

Adam Sofuł
opublikowano: 26-01-2007, 00:00

Pierwszą ofiarą wojny staje się zawsze prawda. Na krajowym podwórku pierwszą ofiarą politycznych wojen jest prawo. Sprawa opóźnień w składaniu przez samorządowców deklaracji majątkowych jest tego najlepszym dowodem. Bo to, jak politycy podchodzą do egzekucji przepisów prawa, zależy jedynie od tego, w kogo dany przepis trafił. Interesujące byłoby posłuchać równie pryncypialnych wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości, gdyby to Kazimierz Marcinkiewicz wygrał wyścig o prezydenturę w stolicy. Równie interesujące byłoby wtedy posłuchać narzekań na pra-

wo Platformy Obywatelskiej.

Gdy politycy dziś narzekają, skądinąd słusznie, że ustawy samorządowe są niespójne i niejasne to przypominają pana Jourdaina z komedii Moliera „Mieszczanin szlachciem”. Tak jak nieszczęsny pan Jourdain dowiedział się z zaskoczeniem, że mówi prozą, tak dziś posłowie są zdumieni, że prawo jest niejasne. Mają rację, bo konia z rzędem temu, kto logicznie wytłumaczy, czemu oświadczenie majątkowe współmałżonka należy przedstawić w innym terminie niż własne. Pytamy: więc: czemu to służy? Bo kto za tym stoi, akurat wiemy — właśnie posłowie, dziś tak bardzo zaskoczeni tym faktem. To ewidentna prawna pułapka. Uchwalane przez Sejm ustawy są najeżone setkami takich „niezręczności”, które jednak nie trafiają na pierwsze strony gazet, bo nie dotyczą prezydentów czy ministrów, lecz zwykłych szarych obywateli.

Nie może być jednak inaczej, skoro nie tylko egzekucja prawa podlega politycznej interpretacji, ale i sam proces jego tworzenia. By pozostać przy niespójności przepisów w sprawie oświadczeń majątkowych i wygórowanych sankcji — znalezienie autora tych paragrafów będzie trudne, bo tylko sukces ma wielu ojców. Intencja zdaje się być oczywista i szlachetna —oczyszczenie samorządów z aferzystów i większa przejrzystość życia publicznego. Stąd zapewne surowe sankcje: utrata mandatu. To przykład przepisu pod publiczkę i efekt atmosfery polowania na aferzystów. Utrata mandatu może być dla delikwenta karą przejściową — gdy zostanie wybrany ponownie. Cierpią zawsze podatnicy, bo za następne wybory zapłacą.

Nie pierwszy to przypadek, kiedy prawo staje się narzędziem. Przypomnijmy chociażby przygotowywanie konstytucji — gdy prezydentem był nieprzewidywalny Lech Wałęsa, prace Komisji Konstytucyjnej zmierzały do ograniczenia uprawnień prezydenta. Gdy w fotelu prezydenckim zaszła zmiana i pojawił się gładki Aleksander Kwaśniewski, okazało się niemal z dnia na dzień, ze prezydent nie powinien być taki całkiem bezradny. Czegóż więc oczekiwać po zwykłych ustawach samorządowych.

Z tej sytuacji dobrego wyjścia nie ma. Bez względu na to, czy Hanna Gronkiewicz-Waltz opuści fotel prezydenta, spadnie i tak już niewielki szacunek dla prawa. Jedyne możemy zrobić to zaapelować do posłów, by swoim przykładem udowodnili, że prawo można szanować. Zarówno przy jego pisaniu, jak i przy stosowaniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy