Bardzo wyboista droga pod górę

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-10-25 20:00

Komisja Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego (w czteroliterowym kodzie – AFCO) przyjęła w środę raport w sprawie zmiany unijnych traktatów, stosunkiem 19:6, przy 1 wstrzymującym się.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Treść liczącego aż 110 stron dokumentu została uzgodniona przez przedstawicieli pięciu frakcji – Europejskiej Partii Ludowej (EPL), socjaldemokratów (S&D), liberałów (Renew), Zielonych oraz Lewicę (jeszcze bardziej na lewo od S&D). Zawiera on propozycję aż 267 zmian w obu traktatach – o Unii Europejskiej oraz o jej funkcjonowaniu. Wśród masy propozycji znajduje się bardzo ważna eliminacja zasady jednomyślności w głosowaniach ministerialnej, legislacyjnej Rady UE w 65 obszarach oraz przeniesienie kompetencji państw na poziom unijny w zakresie ochrony środowiska oraz bioróżnorodności. Raport postuluje także rozszerzenie tzw. kompetencji współdzielonych – miałyby obejmować osiem nowych obszarów, m.in. politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, ochronę granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację.

Zanim ktokolwiek będzie analizował następstwa zmian, wypada przypomnieć, jakiż to został postawiony krok prawny. Otóż – dokładnie żaden! Parlament Europejski (PE) zgodnie z obowiązującymi traktatami w ogóle nie ma inicjatywy legislacyjnej, z tego powodu bardzo głęboko się stresuje i chciałby oczywiście ją uzyskać, ale to mrzonka. Inicjatywę ma wyłącznie Komisja Europejska (KE), zaś PE i ministerialna Rada UE jako dwie izby prawodawcze jedynie pracują nad projektami KE, chociaż na etapie tzw. trylogu często je istotnie zmieniają. A skoro żadnej inicjatywy nie ma cały PE, to tym bardziej któraś z jego wielu komisji. Naturalnie raport AFCO będzie głosowany na najbliższej sesji plenarnej PE w dniach 20-23 listopada i zapewne stanie się rezolucją, ale oczywiście tzw. nielegislacyjną. Jej znaczenie sprawcze będzie dokładnie takie, jak np. długiego ciągu rezolucji PE piętnujących rząd PiS za naruszanie w Polsce praworządności. Miały zero wartości prawnej, zaś wpływ na wynik wyborów 15 października 2023 r. w praktyce iluzoryczny, chociaż echem w kraju oczywiście się odbijały.

Z niskiej wartości decyzyjnej raportu zdają sobie sprawę jego autorzy. Jeden z głównych współtwórców Guy Verhofstadt, były premier Belgii, który w 2004 r. walczył o objęcie przewodnictwa KE, napisał: „Czas, aby #EUCO (czyli Rada Europejska) przygotowała się do konwentu”. Potwierdził zatem, że sto procent decyzyjności w ewentualnym uruchomieniu prawdziwej procedury nowelizacyjnej traktatów, czyli powołaniu tzw. konwentu przygotowującego projekt, ma szczyt 27 prezydentów i premierów. Wymagana jest ich jednomyślność, realnie chyba nieosiągalna, a na pewno przed najbliższymi eurowyborami, które odbędą się w długi weekend 6-9 czerwca 2024 r. Nawet jeśli Mateusz Morawiecki zostanie od grudnia zastąpiony na szczytach przez Donalda Tuska, to pozostaje oczywiście sprzeciw Viktora Orbána. Zresztą w niechęci wobec zmian traktatowych premierzy Polski i Węgier nie byli osamotnieni, niemało innych szefów państw i rządów nie widzi ich sensu. Wśród unijnych ekspertów słychać też poglądy, że o ile zmiany w funkcjonowaniu UE są nieuniknione, o tyle dojdzie do nich w sposób inny, niż ten wyimaginowany przez europosłów.

Od samego początku grubą kością niezgody będą propozycje zmian w relacjach między instytucjami UE. Poza mrzonką PE o przyznaniu mu inicjatywy ustawodawczej oraz prawa do współdecydowania o długoterminowym unijnym budżecie, europosłowie postulują także odwrócenie obecnych ról szczytu RE oraz PE w wyborze przewodniczącego KE – aby nominował go PE, a prezydenci i premierzy co najwyżej zatwierdzali. Sygnały nadchodzące z gmachu Europa, gdzie zbierają się szczyty RE, są jednoznaczne – niedoczekanie.