Zamiast informatycznego oręża do walki z wyłudzającymi odszkodowania oszustami — prawne i słowne przepychanki na najwyższym szczeblu. Tak wyglądają prace nad bazą zdarzeń i szkód, która miała pomóc ubezpieczycielom w przeciwdziałaniu narastającej przestępczości ubezpieczeniowej. Jak wynika z naszych ustaleń, projekt, który rok temu ogłosiła Polska Izba Ubezpieczeń (PIU), został zamrożony i nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle baza powstanie. Bomba wybuchła na grudniowym posiedzeniu komisji rewizyjnej (odpowiednik rady nadzorczej) PIU. Branży wydawało się, że prace nad bazą toczą się w najlepsze. Ogłoszona przez Jana Grzegorza Prądzyńskiego, szefa izby, informacja, że projekt został kilka miesięcy wcześniej zamrożony, spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Efektem było ostre spięcie między szefem PIU a przedstawicielami ubezpieczycieli, którzy zażądali wyjaśnień, dlaczego członkowie izby nie zostali o tym poinformowani wcześniej.

Przeszkoda za przeszkodą
Przedstawiciele PIU tłumaczyli, że projekt został zamrożony, kiedy resort finansów zaczął zastanawiać się nad zniesieniem obowiązkowej przynależności do izby każdego ubezpieczyciela działającego w Polsce. Baza ma sens tylko wtedy, gdy obsługuje wszystkie, a nie niektóre firmy, więc chciano uniknąć wyrzucania pieniędzy w błoto. Ministerstwo Finansów szybko wycofało się z przedstawionej we wrześniu koncepcji, jednak PIU nie wznowiła prac. Marcin Tarczyński, analityk izby, twierdzi, że powodem były prace nad ustawą o działalności ubezpieczeniowej, które trwają w resorcie finansów. Mogą one zmienić zasady prawne, w oparciu o które izba może tworzyć bazy danych.
— Decyzję o wznowieniu projektu będziemy mogli podjąć, dopiero gdy poznamy ostateczny projekt ustawy — mówi Marcin Tarczyński.
Może to nastąpić za kilka miesięcy, bo dokument dopiero powstaje — na początku stycznia Rada Ministrów przyjęła jego założenia.
Na wagę życia
Opóźnienia i brak informacji, co dalej z bazą, irytują firmy ubezpieczeniowe, które chętnie sięgnęłyby po możliwości, jakie ma dawać w walce z oszustami ubezpieczeniowymi.
— Szkoda, bo była bardzo duża szansa na to, że baza wystartuje jeszcze w tym roku — mówi przedstawiciel jednego z dużych towarzystw, chcący zachować anonimowość.
Ubezpieczycielom szczególnie zależy na dostępie do informacji dotyczących segmentu życiowego, bo coraz więcej oszustów zaczyna się nim interesować. O tym, jak trudno jest z nimi walczyć, świadczy głośny przykład Polaka, który w kilku towarzystwach ubezpieczył życie żony — łącznie na kilka milionów złotych. Następnie wywiózł ją do Hiszpanii, a w Polsce zgłosił zgon. Gdyby nie reasekurator, który zainteresował się, dlaczego życie jednej osoby ubezpieczono równocześnie w kilku firmach, oszustwo pozostałoby bezkarne.
Dane pod ochroną
Na tym nie kończą się problemy z bazą. Zgodnie z założeniami, choć ma powstać przy PIU, to jej bezpośrednią obsługą ma się zająć Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Dla branży to korzystne rozwiązanie, bo fundusz ma doświadczenie w tym obszarze. Zbudował świetną bazę szkód komunikacyjnych, którą towarzystwa wykorzystują do wychwytywania kierowców podających błędne informacje o zniżce na OC. Dlatego, by nie dublować funkcji, nowa baza PIU ma obejmować szkody życiowe i pozostałe majątkowe. PIU i UFG się porozumiały, ale do sprawy włączył się Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, twierdząc, że przekazywanie danych o klientach i poszkodowanych z izby do funduszu narusza przepisy o tajemnicy ubezpieczeniowej.
— To absurd. Przecież od lat współpracujemy z zewnętrznymi podmiotami przy sprzedaży polis i likwidacji szkód. Nigdy nikt nie twierdził, że w ten sposób naruszamy przepisy o tajemnicy ubezpieczeniowej — mówi członek zarządu jednego z dużych ubezpieczycieli.
Rozwiązanie prawno-organizacyjnego węzła gordyjskiego nie będzie łatwe. PIU zwróciła się o pomoc do resortu finansów, ale ten nie pali się do porządkowania branżowego galimatiasu. Zerwania współpracyz UFG nie chce wielu ubezpieczycieli, nie wierząc, że izba jest w stanie szybko i sprawnie zrealizować skomplikowany projekt informatyczny. Ostatecznie jednak liczy się efekt.
— Priorytetem jest jak najszybsze uruchomienie bazy zdarzeń i szkód, której prawidłowe funkcjonowanie będzie się wiązać z wymiernymi korzyściami dla firm ubezpieczeniowych i ich klientów. Drugorzędne znaczenie ma dla nas, która instytucja będzie tą bazą administrować, chociaż bardzo dobrze oceniamy funkcjonowanie bazy danych UFG — mówi Artur Borowiński, prezes Compensy. Na razie powody do zadowolenia mają tylko przestępcy. W 2013 r. ubezpieczyciele wykryli prawie 9 tys. oszustw na łączną kwotę ponad 130 mln zł. Nikt nie wie, ile spraw umknęło ich uwadze.