Dwóch Friedrichów: naukowiec tkwiący po uszy w laboratorium i handlowiec z kupieckim genem. To, co rozpoczęli, wyrosło w globalną korporację, świętującą wkrótce 150 urodziny.
Johann Friedrich Weskott urodził się w 1821 r. w Barmen (dziś część Wuppertalu) w rodzinie od wieków zajmującej się farbiarstwem. Nie miał jeszcze 16 lat, kiedy już terminował w warsztacie ojca.
Po kilku latach dorobił się własnej farbiarni, gdzie pracował nad ulepszeniem formuły barwników, czyli poprawą jakości produktów. Biznes szedł nieźle. Brakowało tylko rozmachu i kogoś, kto poinformowałby świat o chemicznych rewelacjach z laboratoryjnego zacisza.
To przyjaźń i współpraca Weskotta z młodym, utalentowanym biznesmenem Friedrichem Bayerem doprowadziła w 1863 r. do otwarcia firmy handlowej: Fred. Bayer et comp. W spółce, która najpierw była zwykłym warsztatem, pracowały trzy osoby. Wkrótce przybyło kadr: 50, 100, potem 200, 300 pracowników.
Weskott zajął się technicznymi aspektami produkcji, Friedrich Bayer odpowiadał za sprzedaż. Postawili na wytwarzanie innowacyjnych produktów i na badania nad syntetycznymi barwnikami. Współpraca dwóch Friedrichów była tak owocna, że wspólnicy uruchomili pierwszą linię produkcyjną. Wytwarzali związki anilinu, fuchsinu i alizarinu. Od nich zaczęła się historia sukcesu.
Talent do handlu
Życie prywatne? Weskott żenił się dwukrotnie. Z Karoline Luttringhaus miał dwójkę dzieci: Fritza i Laurę. Po jej śmierci, poślubił Lisette Kramer — i ona urodziła mu dwoje potomków. Po wojnie francusko-niemieckiej w 1870-71 r., musiał się wycofać z życia zawodowego (problemy z płucami). Zmarł w 1876 r. w wieku 55 lat — wkrótce po wielotygodniowym pobycie w uzdrowiskach. W tym czasie biznes rozpoczęty wspólnie z Bayerem nabierał rumieńców. Większe obroty, coraz wyższe zyski, nowe produkty — wszystko to znał jedynie z opowiadań dzieci, bo sam już nie był w stanie pracować. Po śmierci ojca wszystkie latorośle Weskotta zgodnie pracowały w firmie, którą współtworzył.
Jego wspólnik, młodszy o pięć lat, przeżył Weskotta o lat dziewięć. Friedrich Bayer zmarł nagle w wieku 54 lat — w podróży. Miał jedną żonę Ernę i dwóch synów: Karla, chemika, oraz Friedricha juniora, który przejął po ojcu stery firmy. W chwili śmierci założyciela w Bayerze pracowało: dwóch pełnomocników, 14 chemików, jeden inżynier, 14 handlowców, 15 mistrzów i 340 robotników.
Friedrich Bayer senior pochodził z rodziny kupieckiej, utrzymującej się z handlu od pokoleń. Jego przodkowie wywodzą się z górnej Saksonii. W dialekcie saksońskim słowo "bajer" (fonetycznie) znaczy tyle, co opowiadacz bajek. Nazwisko-przezwisko przywarło do rodziny z "handlową gadką" na amen.
Friedrich miał 14 lat, kiedy zaczął praktykę — był sprzedawcą chemikaliów w Wesenfeld Co w Barmen. Jako dwudziestolatek zaczął handlować naturalnymi barwnikami. Po trzech latach miał własną sieć dystrybucji w całej Europie. Sprzedawał towar świetnej jakości — dość drogo. Utrzymywał przedstawicieli handlowych w wielkich centrach: Londynie, Brukseli, Petersburgu. Wkrótce sprzedawano dla niego również w Nowym Jorku.
Wzrost na aspirynie
W 1881 r. firmę przekształcono w spółkę akcyjną: Farbenfabriken vorm. Friedr. Bayer Co. Firma systematycznie poszerzała portfolio. Oczkiem w głowie stało się laboratorium w Wuppertal-Elberfeld, którym przez długie lata dowodził Carl Duisburg. To miasteczko do 1912 r. pozostawało siedzibą przedsiębiorstwa. Tam powstał związek — wizytówka Bayera — okrzyknięty lekiem stulecia: aspiryna. Stworzył ją Felix Hoffmann, na rynku pojawiła się zaś w 1899 r. Milowy krok w rozwoju firmy, w której zresztą wynaleziono wiele medykamentów, barwników, tworzyw sztucznych, włókien i środków rolniczych — choćby sulfonamidy (protonsil w 1935 r.) czy poliuretan (w 1937 r. — składnik pianek syntetycznych, farb i klejów). Do mniej chlubnych wynalazków Bayera należy gaz musztardowy.
Wnet okazało się, że rzeka Elba jest za mała na tę skalę wzrostu — nie wytrzymała nieustannie się powiększającej, wodochłonnej produkcji. W 1891 r. firma kupiła więc pakiet kontrolny w rodzinnym przedsiębiorstwie Dr Carl Leverkus Sons, a zaraz potem nabyła olbrzymie obszary wzdłuż Renu. Począwszy od roku 1895, Bayer systematycznie rozwijał tam zakłady, realizując plan nakreślony przez Carla Duisberga, ówczesnego prezesa firmy. Miasto Leverkusen (Nadrenia Północna-Westfalia) stało się oficjalną siedzibą firmy w roku 1912.
Ekspansja od początku odbywała się drogą przejęć i fuzji. W pierwszych latach na celowniku były fabryki barwników. Przed wybuchem I wojny światowej Bayer miał spółki zależne w Rosji, Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii i USA. Zatrudniał ponad 10 tys. pracowników, z czego ponad 1 tys. poza Niemcami. W 1913 r. 80 proc. przychodu pochodziło z eksportu.
Majątek na reparacje
Kres prosperity nadszedł wraz z wybuchem I wojny światowej. Bayer został odcięty od większości rynków, z których czerpał główne dochody. Fabrykę włączono w sieć zakładów koniunktury wojennej — produkowała materiały wybuchowe i broń chemiczną.
Po wojnie nie odzyskała wpływów z eksportu. Utracono spółkę zależną w Rosji, a wskutek rewolucji tamten rynek zamknął się na długie lata. Firmę w USA skonfiskowano i zlicytowano na rzecz konkurencji. A galopująca inflacja wyczerpała wszelkie zasoby przedsiębiorstwa. To, że Bayer wówczas nie upadł, zawdzięcza m.in. redukcji zatrudnienia o 20 proc.: do 9,5 tys. pracowników.
Nowy rozdział w historii firmy to rok 1925. Powstał koncern chemiczny IG Farben (w czasie II wojny światowej wytwarzano w nim cyklon B używany w komorach gazowych). Carl Duisberg został prezesem IG Farben, a Bayer AG stało się częścią kartelu, któremu kres położyło dopiero zajęcie Niemiec przez aliantów w 1945 r.
Ale to przyszłość — w 1936 r. przedsiębiorstwo ponownie okazało się niezbędne machinie wojennej. Gdy wojna wybuchła, do pracy w zakładach w Leverkusen, Dormagen, Elberfeld, Uerdingen ściągano tysiące pracowników przymusowych. Produkowano materiały wybuchowe, broń chemiczną, prowadzono badania nad ich ulepszaniem.
Dla Leverkusen wojna zakończyła się 14 kwietnia 1945 r., wraz z wkroczeniem armii amerykańskiej i przejęciem zarządu przez brytyjskich wojskowych. Fabryka pozostawała pod ścisłym nadzorem oficerów alianckich. W latach 1947-48 odbył się sąd nad IG Farben. W ramach procesów norymberskich — 24 dyrektorów koncernu stanęło przed amerykańskim trybunałem wojskowym, 13 skazano (od pół roku do 8 lat więzienia). Z powodu wagi zarzutów (zbrodnie wojenne) alianci uznali IG Farbenindustrie za zbyt zdeprawowany i zdemoralizowany, by mógł dalej działać. Rozważano zlikwidowanie koncernu i konfiskatę aktywów (zgodnie z końcowymi ustaleniami międzysojuszniczymi z poczdamskiej konferencji). Majątek ten miał posłużyć jako wojenne reparacje. Ostatecznie zaniechano likwidacji — wznowiono produkcję środków chemicznych, których zwyczajnie zaczęło brakować na rynku.
W 1951 r. giganta podzielono na przedsiębiorstwa, które pierwotnie weszły w skład IG Farbenindustrie. Firmy jednak skonsolidowano, więc ostatecznie z przedsiębiorstw założycielskich pozostały tylko cztery: Agfa, BASF, Hoechst (połączony później z francuską firmą Rhône-Poulenc Rorer i przekształcony w koncern chemiczny Aventis) oraz Farbenfabriken Bayer AG (dzisiejszy Bayer AG).
Rekonstrukcja okazała się ekonomicznym cudem w ówczesnej RFN. Firma nabrała wiatru w żagle — m.in. dzięki odnowionym kontaktom w USA i w Ameryce Południowej.
Struktura potęgi
W setne urodziny spółki, pod rządami Kurta Hansena, korporacja zatrudniała 80 tys. osób i sprzedawała za 4,7 mld marek. Olbrzymi wzrost przyhamował nieco kryzys lat 70. i ceny ropy naftowej. Korporacja musiała też podjąć walkę z zanieczyszczeniami — fabryki w Leverkusen były głównymi trucicielami Renu. Przez dekadę udało się zredukować o niemal 90 proc. zawartość metali ciężkich w wodach tej rzeki — firma przeznaczyła na to 3 mld marek.
W tym samym czasie przejmowała liczne laboratoria, także dzięki temu na rynki trafiły leki nowej generacji. W 1987 r., tak jak przed 70. laty, 80 proc. dochodów pochodziło z eksportu, a prawie połowa zatrudnionych pracowała w spółkach zależnych poza Niemcami. Rok później, w 125. urodziny, korporacja przynosiła 40 mld marek zysku, zatrudniając 165 tys. osób. W tym samym roku Bayer AG jako pierwsze niemieckie przedsiębiorstwo zadebiutowało na tokijskiej giełdzie.
Lata 90. pomyślnie rozpoczęły się "odzyskaniem" straconych po I wojnie zakładów. Po 75 latach przemianowano US-based Miles Inc. z powrotem na Bayer Corporation.
A dokąd teraz? Bayer nadal stawia na innowacje. Spółka składa się z kilku firm zależnych, każda z olbrzymim zapleczem badawczym. Jeżeli okazują się zbyt wolne pod względem wynalazczości, korporacja łączy się z najlepszymi na rynku. Tak było w 2006 r., gdy częścią koncernu stała się firma Schering. Od tego momentu "farmaceutyczna odnoga" korporacji zmieniła nazwę na Bayer Schering Pharma.
Jednym z najbardziej nowoczesnych projektów koncernu — a dokładniej Bayer MaterialScience — pozostaje budowa pierwszego komercyjnego budynku ekologicznego. Pokazowy model powstanie w pobliżu New Delhi w Indiach. W maju położono fundamenty, zakończenie budowy planowane jest na połowę 2009 r. Biurowiec nie będzie emitować gazów i zużyje 70 proc. mniej energii elektrycznej niż zwykłe kompleksy biznesowe.
— To kolejny punkt zwrotny w programie Bayer Climate. Ta koncepcja istotnie przyczyni się do ochrony klimatu, a zwłaszcza ograniczenia emisji gazów cieplarnianych — ocenił Werner Wenning, prezes firmy Bayer.
Koncepcja wznoszenia ekologicznych budynków komercyjnych zakłada dostosowanie ich do różnych stref klimatycznych.
Pożyteczna rola i przemiana: z niegdysiejszego truciciela rzek w stroskany o ekologię koncern. No i dobry chwyt marketingowy.
