Będą piegi! Będzie się działo

opublikowano: 27-06-2019, 22:00

Od firmy leasingowej do bajkowego świata Pana Kleksa — Grzegorz Pietraszewski, prezes Aureus Leasing, ma nową misję: oderwać dzieci od smartfonów.

Dawno temu marzył o tym, żeby zbudować w Polsce Disneyland. Po latach prowadzenia firmy Aureus Leasing w Gliwicach (zatrudniającej dzisiaj około 100 osób), Grzegorz Pietraszewski znów stawia na biznes powiązany z zabawą, lecz pożyteczną. Już jako ojciec (ma dwie córki — Blankę i Maję) poczuł nowe powołanie: edukację młodego pokolenia. Tym razem na głównego wspólnika wybrał… Pana Kleksa.

— W życiu każdego przedsiębiorcy przychodzi taki moment, kiedy chce zrobić coś więcej dla dobra innych. Ja od 12 lat prowadzę Grupę Aureus, jesteśmy największym brokerem leasingowym w Polsce. Dla mnie ten moment przyszedł dwa lata temu. Postanowiłem stworzyć Bajkę Pana Kleksa, co może mieć związek z moimi dawnymi marzeniami o budowie w Polsce Disneylandu. A poważnie — Pan Kleks to nasz polski superbohater. Ideały i wartości, jakich uczy kolejne pokolenia dzieci, są uniwersalne. Uważam, że warto promować tę postać — mówi Grzegorz Pietraszewski.

Dziś ten nowy, przełomowy dla młodego biznesmana projekt jest na ostatniej prostej — oficjalne otwarcie Bajki Pana Kleksa planowane jest na grudzień 2019 r. Czym będzie Bajka Pana Kleksa?

— Długo szukaliśmy dobrej nazwy. Będziemy promowali kulturę i edukację przez zabawę, ale nawet to nie wyczerpuje idei, jaką jest Bajka Pana Kleksa. Nie będziemy zwykłym centrum nauki i kultury czy parkiem rozrywki. Nazwaliśmy się Wytwórnią Kultury, Nauki i Zabawy — mówi Grzegorz Pietraszewski.

Research z córkami

Bajka Pana Kleksa, która już powstaje w zewitalizowanej dawnej fabryce porcelany w Katowicach, ma się stać nowym punktem na mapie ciekawych miejsc dla rodzin z dziećmi i szkół. Wystrój wnętrza i interaktywne atrakcje — instalowane właśnie na 960 m kw. wynajmowanej powierzchni — nabierają kształtu. Jest coraz bardziej kolorowo, dziwnie i niesztampowo — zupełnie jak w akademii Pana Kleksa.

— Swoich muzeów i centrów doczekały się już na świecie Muminki czy Dzieci z Bullerbyn, nie wspominając o Harrym Potterze. Teraz własną przestrzeń będzie miał także Pan Kleks, kultowy polski bohater. To postać, której dotyczy rzadko spotykany w kulturze międzypokoleniowy fenomen — Pana Kleksa i jego historię kochają zarówno 40-latkowie, jak też ich rodzice i dzieci. Czas najwyższy, by tę historię na nowo opowiedzieć — twierdzi Grzegorz Pietraszewski.

Ale Bajka Pana Kleksa nie będzie kolejnym pomnikiem dla ekscentrycznego nauczyciela, bohatera książkowej trylogii Jana Brzechwy i późniejszych adaptacji filmowych Krzysztofa Gradowskiego („Akademia Pana Kleksa”, „Podróże Pana Kleksa” i „Pan Kleks w kosmosie”).

— Myślę o Bajce jako o miejscu z misją. Chcemy oderwać dzieci od smartfonów, uczyć je, kształtować ich nowe pasje i zainteresowania. Na funkcję rozrywkową kładziemy najmniejszy nacisk, choć zapewnimy dzieciom niemało zabawy. Jan Brzechwa i twórcy filmów o Panu Kleksie dokonali rzeczy niezwykłej — stworzyli świat, który urzekał, zaciekawiał i naprawdę otwierał głowę. Jestem przekonany — a wiem, co mówię, bo sam jestem tatą — że przeniesienie tego świata do interaktywnej przestrzeni może zapalić tysiące dzieciaków do nauki, odkrywania świata książek i spędzania czasu wspólnie z rodziną — mówi Grzegorz Pietraszewski.

Biznesmen czerpał inspirację m.in. z modnych w ostatnim czasie w Polsce centrów nauki (np. Centrum Nauki Kopernik, Centrum Nauki Experyment Gdynia czy Centrum Hewelianum Gdańsk). Przed opracowaniem koncepcji Bajki Pana Kleksa zwiedzał po kolei większość tego typu miejsc w kraju wraz ze swoimi córkami.

— Uważnie słuchałem ich uwag. Gdy wchodzi się w tego typu przedsięwzięcia, to dzieci są najlepszymi recenzentami. Mam wrażenie, że takie centra nauki są mocno skupione na naukach ścisłych. My chcemy postawić na nauki humanistyczne, a do tego kładziemy też nacisk na kulturę — twierdzi Grzegorz Pietraszewski.

Zależy mu też na tym, żeby Bajka Pana Kleksa wzmacniała więzi rodzinne.

— Cała ekspozycja jest pomyślana tak, żeby rodzice musieli przejść ją z dziećmi, bo dzieci same sobie nie poradzą — przyznaje Grzegorz Pietraszewski.

Trzonem Bajki Pana Kleksa jest stała ekspozycja bazująca na trylogii o przygodach Pana Kleksa (przygotowywana przez Fabrykę Dekoracji, studio specjalizujące się w tworzeniu centrów nauki i nowoczesnych placówek muzealnych, znane m.in. z wystawy W Polsce Króla Maciusia w Muzeum Polin w Warszawie). Będzie tam siedem stref tematycznych: Międzybajkowe Biuro Podróży, Akademia Pana Kleksa z Kuchnią Pana Kleksa i Psim Rajem, Podróże Pana Kleksa, Kosmos, Trzecie Oko i Ostatni Rezerwat Przyrody. W każdej z nich na dzieci mają czekać aktywności, elementy grywalizacji i interaktywne eksponaty.

Żyłka biznesmena

Bajka Pana Kleksa to też przedsięwzięcie biznesowe.

— W projekt zaangażowałem grupę inwestorów — Adama Ideca i Szymona Bieńkowskiego, którzy poza własną działalnością biznesową są także ojcami z misją zmiany naszego otoczenia dla młodszych pokoleń. Postanowiliśmy zainwestować w Bajkę Pana Kleksa prywatne pieniądze, by zrobić coś dla dobra wspólnego — mieszkańców Katowic i całej aglomeracji śląskiej. Rozmawiamy też z firmami katowickimi na temat partnerstwa, umów sponsorskich, które chcemy wprowadzić w Bajce. Ten projekt może przybrać nieograniczoną skalę — poza miejscem to przecież także zabawki edukacyjne, gry, wydarzenia itd. — ujawnia Grzegorz Pietraszewski. Wstęp do Bajki Pana Kleksa będzie biletowany.

— Nie traktuję tego jak kolejnego biznesu życia, bo ja tych biznesów już trochę zrobiłem. Mówiąc kolokwialnie: mam z czego żyć. Traktuję to jak działalność społeczną i misję. Od początku myślę też o Bajce jako o miejscu, które ma być naszą wizytówką Katowic. Dlatego też zainicjowałem rozmowy z władzami samorządowymi. Zależy mi na zaangażowaniu w projekt partnerów publicznych, którzy odpowiadają za edukację i kulturę. Bardzo wierzę w mądre partnerstwa publiczno-prywatne. Bez takiego partnerstwa nie byłoby ani londyńskiej Tate, ani uczelni takich jak Harvard czy Stanford, ani nowojorskiej MoMA, nie wspominając już o The High Line. Ani warszawskiej Zachęty — uważa Grzegorz Pietraszewski.

Liczy na to, że jego „wytwórnię” będą odwiedzały rodziny i szkoły z całego regionu, a nawet całej Polski. Nie nastawia się na zagranicznych turystów — na razie.

— Nie obawiam się o brak frekwencji, wręcz przeciwnie: na początku boję się przepełnienia! Skupiamy się na polskich odbiorcach, ale sky is the limit. Chcemy znów sprawić, by Kleks był postacią kultową w Polsce. A czy kiedyś wyjdziemy szerzej do całego świata i będziemy promować tę postać tak, żeby każdy chciał do nas przyjeżdżać, jak np. do Danii, żeby zobaczyć klocki Lego? Kto wie… — zastanawia się Grzegorz Pietraszewski.

Podkreśla, że liczy na to, że partnerów Bajki Pana Kleksa będzie przybywać.

— Powstaje też druga cześć konceptu — jej robocza nazwa to Akademia Pana Kleksa. Prowadzimy rozmowy z większością uczelni wyższych w woj. śląskim. Chcemy stworzyć program edukacyjny dla dzieci w wieku 3-14 lat, który uwzględni zajęcia, warsztaty, wykłady przybliżające dzieciom różne dziedziny życia — od zajęć pokazujących nauki ścisłe po warsztaty kulinarne, kółka teatralne, spotkania z ciekawymi ludźmi, podróżnikami, komikami, aktorami. Dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie wiedzą jeszcze, w jakim kierunku chcą się rozwijać. Zależy nam na tym, żeby mogły poznać różne dziedziny, które pomogą im kształtować zainteresowania. Chcemy, by dzieci były z nami związane przez lata — opowiada Grzegorz Pietraszewski.

Nie obawia się konkurencji. W Polsce są już inicjatywy tworzenia muzeów, parków rozrywki i placówek kulturalno-edukacyjnych inspirowanych postaciami z bajek. W Pacanowie działa Centrum Bajki, w którym dzieci mogą zobaczyć świat Koziołka Matołka, w Bielsku-Białej — Centrum Bajki i Animacji przy Studiu Filmów Rysunkowych (SFR), w którym powstawały kreskówki „Bolek i Lolek” i „Reksio” — wkrótce ma zostać rozbudowane. Pod Rzeszowem zapowiadane jest Centrum Kajki i Kokosza.

―Od pozostałych projektów tego typu różni nas to, że nasze atrakcje już powstają, trwają prace budowlane. Inne podobne projekty są często dopiero na etapie szukania finansowania. Jeśli mówię, że w grudniu zapraszam do Katowic, to wiem, co mówię — puentuje Grzegorz Pietraszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane