„My, jako PGE, musimy usiąść z pracownikami do stołu i podpisać pakt społeczny, który zagwarantuje zarówno bezpieczeństwo energetyczne kraju, jak i miejsca pracy. Jeśli sytuacja związana z koronawirusem pozwoli, rozmowy rozpoczną się pod koniec maja” — mówił w połowie maja, na łamach „PB” Wojciech Dąbrowski, prezes PGE. To pomysł na wielką skalę, ponieważ ta największa firma energetyczna w kraju, kontrolowana przez skarb państwa, zatrudnia ponad 40 tys. osób. Zapytaliśmy więc PGE, jak idą rozmowy.
„Dobra atmosfera”
„Zarząd PGE zaprosił przedstawicieli platform związkowych na spotkanie informacyjne dotyczące działalności grupy w perspektywie najbliższych lat. Odbyło się pod koniec maja na PGE Narodowym” — przekazała nam PGE.
Firma podkreśliła też „dobrą atmosferę, w jakiej toczyło się spotkanie”.
„Udało nam się wypracować płaszczyznę do negocjacji i dyskusji, która jest niezbędna, by podejmować trudne decyzje związane z rozwojem grupy kapitałowej PGE” — podaje PGE.
Brunatny alarm
W latach 2032-40 z polskiego systemu energetycznego znikną ostatnie źródła energii opalane węglem brunatnym, odpowiadające dziś za prawie 20 proc. mocy. Najwyższy czas zdecydować, czym je zastąpimy — alarmowało ostatnio Forum Energii, think tank wyspecjalizowany w analizach dotyczących sektora energetycznego. Problem jest realny, ponieważ węgiel brunatny już dziś powoli wypada z polskiego miksu energetycznego. Z danych przedstawionych w raporcie Forum Energii wynika, że w 2019 r. wyprodukowano w kraju o 7,7 GWh mniej „brunatnej” energii niż w 2018 r. Z krajowej floty opalanej węglem brunatnym zniknął już m.in. blok w Adamowie i jeden z bloków w Bełchatowie.
Trudne decyzje to głównie te związane z sytuacją finansową energetyki i górnictwa.
„Sytuacja grup energetycznych i górnictwa już wcześniej była trudna, a zatrzymanie gospodarki z powodu pandemii tylko ten kryzys pogłębia” — podkreślał w „PB” Wojciech Dąbrowski.
Przy wysokich cenach węgla i uprawnień do emisji CO 2 produkcja energii z tego surowca jest nierentowna, jednocześnie eksploatowane dziś w Polsce złoża węgla się kończą, a wydobycie jest coraz mniej efektywne. Do tego dochodzi fakt, że większość światowych banków i instytucji wycofała się z finansowania przedsiębiorstw, które mają w portfolio wytwórcze aktywa węglowe. Receptą Wojciecha Dąbrowskiego jest wyłączenie aktywów węglowych do osobnej firmy. Jacek Sasin, minister aktywów państwowych, komentował ten pomysł pozytywnie.
Niemcy mają lepiej
Co na to strona społeczna? Zapytaliśmy o zdanie Waldemara Lutkowskiego, szefa Związku Zawodowego PracownikówRuchu Ciągłego w kopalni Bełchatów i szefa Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Łodzi.
— Głównym tematem spotkania na Stadionie Narodowym były finanse grupy kapitałowej, a także — w ogólnym zarysie — przyszłość ekonomiczna grupy. Zarząd nie wspomniał jednak o planach wyłączenia aktywów węglowych do osobnej firmy. Oczywiście czytaliśmy wypowiedzi prezesa w gazetach, odnotowaliśmy też wypowiedzi ministra Jacka Sasina, który uznawał ten pomysł za warty analiz. Ale to jest jak zdanie wypowiedziane tylko w połowie — nam prezes o tym nie mówił — tłumaczy Waldemar Lutkowski.
Pomysłu z góry nie odrzuca. Przekonuje, że dziś wszyscy wiedzą, że banki powiedziały „stop” projektom węglowym. Domaga się jednak decyzji, a także szczegółów.
— Wydzielenie jest jakimś pomysłem. Taki plan to jednak tzw. gruba polityka. Rząd powinien powiedzieć, w którą stronę to idzie. Rozumiemy, że epidemia opóźnia procesy, ale życie biegnie przecież dalej. Trzeba działać. Może po wyborach, kiedy kampania się skończy, ktoś z rządu pokaże w końcu odwagę i przystąpi do rozmów z nami. Niech się w końcu na coś zdecydują — mówi Waldemar Lutkowski.
Podkreśla, że rząd powinien też przedstawić jasne stanowisko w sprawie możliwości osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 r. Jego zdaniem to ważne, bo umożliwi planowanie transformacji i pozyskania pieniędzy na ten cel.
— Mamy kontakt z kolegami — związkowcami z Niemiec. Już dziś wiedzą, na czym stoją i w rozmowach merytorycznych mają pół roku przewagi nad nami. Będą w stanie zabezpieczyć miejsca pracy — twierdzi Waldemar Lutkowski.
Z pikietą w tle
Z apelem o szybkie decyzje związkowcy wystąpią w najbliższy piątek. Wtedy w Bełchatowie odbędzie się międzyzwiązkowa pikieta, dotycząca głównie braku decyzji władz w sprawie nowej odkrywki Złoczew, ale obejmująca również kwestie planowania w sektorze.
— Złoczew jest Bełchatowowi potrzebny, bo po 2030 r. wyczerpywać się będą obecnie eksploatowane złoża. Czym je zastąpić? Nie słyszę od decydentów dobrych propozycji. Atom nie będzie wtedy jeszcze gotowy. A Złoczew i tak wyczerpie się przed 2050 r., więc nie zagraża ewentualnemu celowi neutralności klimatycznej — podkreśla Waldemar Lutkowski.