Beniaminek chce upiększać świat

Menedżerowie Basel Olten Pharm chcą zmienić krajobraz rynku kosmetycznego. Firma ma dołączyć do grona największych i wyruszyć za granicę.

— Jesteśmy ludźmi, którzy przez wiele lat zarządzali różnymi obszarami topowych koncernów. Mamy wyższą kadrę zarządzającą z doświadczeniem z L’Oreala, Avonu i Coca-Coli. Myślimy globalnie i nic nas nie ogranicza. W perspektywie kilku lat chcemy znaleźć się w pierwszej trójce polskich producentów kosmetyków. I tak, jesteśmy beniaminkiem, który zaskakuje — mówi Mirosław Bryk, prezes Basel Olten Pharm, a wcześniej dyrektor sprzedaży w polskim oddziale L’Oreala.

Zobacz więcej

KONCERNOWE ŻYCIORYSY: Mirosław Bryk, prezes Basel Olten Pharm, przez kilkanaście lat pracował dla L’Oreala w Polsce, gdzie odpowiadał m.in. za sprzedaż. Większość ekipy zarządzanej przez niego spółki ma doświadczenie z największych koncernów. Fot. Marek Wiśniewski

Całkowita reorganizacja

Zarządzana przez niego spółka powstała ponad cztery lata temu — wówczas jako Skinea Polska. Zaczynała w 2012 r. od sprzedaży kremów do pielęgnacji rąk i stóp w Rossmannie, czyli największej sieci drogerii w kraju, i jako start-up przejęła dwa lata później kosmetyczną firmę MCR od rodziny Mincer.

— Wiedzieliśmy, że nasz rozwój w dłuższym czasie będzie hamowany przez brak własnych laboratoriów i zakładu produkcyjnego. Pojawiła się szansa nabycia takich aktywów należących do marki Mincer, która wtedy mocno traciła rynek, więc zdecydowaliśmy się na zakup. Po całkowitej reorganizacji produktów — receptur, opakowań, pozycjonowania itd., zaczęliśmy budowę dystrybucji. To zajęło kolejny rok. W połowie 2016 r. mogliśmy w końcu skoncentrować się na sprzedaży i ostro z nią ruszyliśmy — opowiada Mirosław Bryk.

Trzecia grupa

Podaje, że miniony rok spółka zakończyła z obrotami na poziomie 17 mln zł, a w tym ma to być co najmniej 60-80 mln zł. Dziś dla firmy pracuje około 230 osób. Za obrót odpowiadają dwa szyldy: Mincer i Evree. W 2017 r. dołączy do nich kolejny, z wyższej półki cenowej. — Dziś duzi gracze na rynku to albo globalne koncerny zarządzane przez ludzi, którzy wchodzili na rynek pracy w latach 90., albo firmy tworzone przez ostatnie 20-30 lat przez polskich przedsiębiorców. Teraz pojawia się trzecia grupa — takich jak my, którzy po wielu latach pracy dla największych korporacji chcą zrobić coś własnego, ale nie dają sobie na to 20-30 lat — uważa Mirosław Bryk. Prezes przekonuje, że Basel Olten Pharm jest w stanie szybko dołączyć do czołówki polskich przedsiębiorców z branży.

— Wyznaczyliśmy sobie 3-5 lat, żeby znaleźć się pod względem obrotów na poziomie Ziai, Dr Ireny Eris i Oceanica. Mówimy więc o łącznych przychodach ze sprzedaży na poziomie 200-300 mln zł, by wejść na to podium. Za większość sprzedaży będzie odpowiadał eksport — zapowiada szef Basel Olten Pharm. W związku z tym spółka zdecydowała się na rozbudowę mocy produkcyjnych. — Obecnie pracujemy na dwie zmiany, a część produkcji zlecamy. Chcemy wymieć maszyny, zwiększyć wydajność i powierzchnię zakładu. Wydatki na kolejne lata w tym zakresie to 50 mln zł — mówi Mirosław Bryk. Firma będzie je finansować prywatną emisją obligacji korporacyjnych i dotacjami unijnymi. — Od lat chwalimy rosnącą sprzedaż zagraniczną żywności, mebli i kosmetyków, ale świat nie rozpoznaje wśród nich żadnej polskiej marki poza Inglotem. Chcemy być drugim takim brandem. Wiemy, jak tworzy się globalne strategie marketingowe — zapewnia szef Basel Olten Pharm. Przyznaje, że na większości rynków panuje opinia, że udziały są rozdane.

— Być może jesteśmy spóźnieni, ale nic nie jest zdobyte raz na zawsze — dodaje Mirosław Bryk.

 

OKIEM BRANŻY
Nie tylko fantazja

HENRYK ORFINGER, prezes Dr Ireny Eris

Cenię ludzi z ambicjami i życzę im powodzenia. Kiedyś również zaczynaliśmy z fantazją i wizją zawojowania rynku. Za pięć lat 300 mln zł przychodów to może być jednak za mało, by znaleźć się wśród trójki największych polskich firm, bo my też rośniemy i inwestujemy. Na pewno szans należy upatrywać w tym, że marki spółki mogą jeszcze poszerzyć dystrybucję, ale kilkunastokrotny wzrost obrotów w tak krótkim czasie jest dużym wyzwaniem. Szybciej można rosnąć w eksporcie, choć moim zdaniem sukcesy w sprzedaży zagranicznej są pochodną dobrej pozycji w kraju. Nie tylko Inglota widać poza Polską. To rzeczywiście marka, która zdobyła zasięg światowy, ale innych też można dostrzec. Eveline obecna jest mocno na Wschodzie, m.in. w Rosji i Białorusi. My mamy znaczącą pozycję w farmacji na Malcie, Ukrainie i w Emiratach Arabskich.

To kwestia finansowania

AGNIESZKA GÓRNICKA, prezes firmy badawczej Inquiry

Rynek kosmetyków bardzo szybko się zmienia, pojawią się nowe marki — również polskie — z międzynarodowymi ambicjami, dla których jest miejsce. Jeżeli za tym biznesem stoją menedżerowie z solidnym doświadczeniem w korporacji, to wierzę, że uda się taki plan zrealizować. Oni wiedzą, jak planuje się biznes i jak nim zarządzać. Do tego znają się na tworzeniu marketingu kosmetyków, czego wielu polskich graczy długo się uczyło. Podstawowe pytanie brzmi: jak duży mają budżet na realizację takich planów. Osiągnięcie tak wysokiej dynamiki wzrostu obrotów jest realne, ale poza dobrym zarządzaniem to kwestia pieniędzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Beniaminek chce upiększać świat