Bentley poczuł, co to hamowanie

Paweł Janas
opublikowano: 2009-06-15 00:00

Sprzedaż aut luksusowej marki spada o 30-40 proc. Szefom nie wypada się dziś afiszować drogimi autami.

Sprzedaż aut luksusowej marki spada o 30-40 proc. Szefom nie wypada się dziś afiszować drogimi autami.

Hamowanie polskiej gospodarki odbiło się na sprzedaży luksusowych samochodów. Boleśnie dotknęło markę Bentley, której auta sprzedaje w Polsce motoryzacyjna grupa Jana Kulczyka. Do końca maja znalazła kupców zaledwie na trzy auta — wynika z danych importera. I bynajmniej nie chodzi o to, że najbogatszym Polakom skończyły się pieniądze.

— Zainteresowanie naszymi samochodami jest spore. Czasy nie sprzyjają jednak zakupom tak luksusowych aut. Szef firmy, który właśnie zwolnił część załogi, nie może następnego dnia podjechać pod biuro nowym Bentleyem — wyjaśnia Dariusz Wysocki, dyrektor generalny spółki Bentley Warszawa.

Odbicie za rok

Firma ocenia, że w tym roku uda jej się sprzedać najwyżej 10 aut. To 30-40 proc. mniej niż wcześniej zakładała. Dariusz Wysocki wierzy jednak, że przed marką jest przyszłość.

— Już w 2010 r. powinniśmy sprzedać 20 samochodów. Potem co roku chcemy sprzedawać o 50 proc. więcej — deklaruje Dariusz Wysocki.

Dlatego firma szykuje się do budowy pierwszego własnego salonu (obecnie korzysta z gościny dilera Volkswagena). Nowy (i na razie jedyny) punkt sprzedaży w Polsce ma ruszyć na warszawskim Powiślu wiosną 2010 r. Natomiast jeszcze latem 2009 r. uruchomiony zostanie w Bielsku–Białej autoryzowany serwis — kolejny po Poznaniu i Warszawie. Mimo cięć kosztów, firma nie zaniecha też wydatków marketingowych na imprezy golfowe.

Maybach ma gorzej

Stosunkowo słaba sprzedaż Bentleya na naszym rynku nie jest wyjątkiem. Potwierdzają to najnowsze dane Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego: do końca maja sprzedano w Polsce zaledwie jednego nowego Cadillaca (-90 proc). Jeszce gorzej było w przypadku Chevroleta Corvette czy najbardziej luksusowego w tym gronie Maybacha — na te auta nie udało się w tym roku znaleźć żadnego kupca.

Paweł Janas