Premier Włoch zachował władzę, ale utracił większość absolutną. Jak podał Bloomberg, 321 parlamentarzystów nie wzięło udziału w głosowaniu. Opozycja nadal wzywa Berlusconiego do dymisji.
Wydaje się, że dymisji i utworzenia technokratycznego rządu domagają się także rynki. W reakcji na wynik głosowanie euro, które systematycznie wzmacniało się we wtorek, błyskawicznie spadło z 1,384 do 1,380 za dolara. Spadły także indeksy giełdowe. O 5 punktów bazowych, do 6,61 proc. spadły natomiast i tak rekordowo wysokie rentowności włoskich papierów 10-letnich.
Przywódca największej siły centrolewicowej opozycji, Partii Demokratycznej Pier Luigi Bersani oświadczył zaraz po głosowaniu: "Rząd nie ma większości w Izbie Deputowanych. Dlatego poprosiłem Berlusconiego, by udał się do Kwirynału i złożył dymisję na ręce prezydenta".
Głosowanie uważano za kluczowe dla przyszłości rządu, ponieważ było ono sprawdzianem siły słabnącej koalicji tuż przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu w związku z pakietem antykryzysowym i zapowiedzią złożenia przez opozycję wniosku o wotum nieufności.
Wcześniej premier Berlusconi zapowiedział, że po tym głosowaniu podejmie decyzję co do przyszłości swego rządu, a więc czy poda się do dymisji, czy też pozostanie na stanowisku. Zaraz po głosowaniu szef rządu oświadczył, że decyzja zapadnie natychmiast.