Bernanke nie zdołał powstrzymać wzrostów

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-07-23 00:00

Słowa szefa amerykańskiego Fed Bena Bernanke o niepewnej sytuacji największej na świecie gospodarki jedynie na krótko wystraszyły inwestorów i to tylko za oceanem. Na wczorajszej sesji po niepokoju nie było śladu ani w Europie, ani na Wall Street. Indeksy rosły od rana i byki ani przez moment nie miały żadnych problemów. Nawet gorsze dane dotyczące liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych nie były w stanie popsuć im nastrojów. Seria lepszych, niż się spodziewano, danych z rynku nieruchomości oraz odczyt indeksu wskaźników wyprzedzających spowodowały niemal euforię. Indeksy na Wall Street zyskiwały po ponad 2 proc.

Inwestorzy na warszawskim parkiecie w czwartek jedynie w ciągu pierwszych minut handlu pozostawali pod wpływem niekorzystnego rozstrzygnięcia środowej sesji na Wall Street. Indeks naszych największych spółek tracił na otwarciu 0,6 proc., WIG zniżkował o 0,4 proc., a wskaźniki małych i średnich spółek zniżkowały po 0,2-0,3 proc. Sytuacja jednak bardzo szybko zaczęła się poprawiać. Po dwóch godzinach handlu WIG20 zyskiwał już 0,9 proc. To w dużej mierze zasługa mocno drożejących akcji KGHM. Po przedwczorajszej 5-procentowej zwyżce wczoraj przed południem zyskiwały ponad 2 proc. Papiery pozostałych dużych spółek nie rosły aż tak dynamicznie. Po około 1 proc. zyskiwały walory BZ WBK, PKO i PZU. Słabo zachowywały się papiery Pekao, Telekomunikacji Polskiej, PKN Orlen i Lotosu. Przez większą część dnia indeks największych firm trzymał się blisko poziomu 2440 punktów. Końcówka sesji przyniosła kolejny atak byków. Akcje KGHM powtórzyły przedwczorajszy sukces i na zamknięciu zyskiwały kolejne 5 proc. WIG20 wzrósł ostatecznie o 1,68 proc., indeks szerokiego rynku o 1,43 proc., mWIG40 o 1,04 proc., a sWIG80 o 0,42 proc. Obroty wyniosły prawie 2,5 mld zł.

Na czwartkowej sesji bykom udało się wywindować indeks naszych największych spółek do poziomu 2455 punktów. Od dołka z początku miesiąca zyskał on więc ponad 8 proc. i zbliżył się na odległość zaledwie 15 punktów do szczytu z 12 maja. Można to uznać za spore osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że SP 500 w tym czasie wzrósł o 4,7 proc. Jeśli za oceanem zwyżka będzie kontynuowana, mamy szansę na wakacyjny rajd. Bardziej trwałe utrzymanie się powyżej 2450 punktów zdecydowanie poprawiłoby obraz naszego rynku.