Beton Stal czeka na posiedzenie rady GPW, która podejmie decyzję o wycofaniu spółki z obrotu giełdowego. Syndyk masy upadłościowej jest jednak optymistą, a akcjonariusze nadal liczą na inwestora strategicznego.
Po walce o przetrwanie, która toczyła się ponad rok, sąd zdecydował o kasacji odwołania Beton Stalu od wyroku w sprawie upadłości spółki. Decyzją rady GPW firma ma zniknąć z giełdy. Od wczoraj nie jest już notowana.
Tym samym ostatnia szansa na przetrwanie Beton Stalu przez sprzedaż miejsca na parkiecie zostanie przekreślona. Dodatkowym ciosem dla spółki była rezygnacja z przejęcia jej przez Sigma Trade.
— Trudno powiedzieć, kto jest odpowiedzialny za upadłość Beton Stalu. Pierwsze kłopoty zaczęły się w 1999 r. za kadencji prezesa Jacka Leśniewskiego. Podpisał on dużo kontraktów, z których niewiele wyszło, a do niektórych trzeba było jeszcze dopłacić. Potem przyszedł Sławomir Horbaczewski, a po nim Grzegorz Tuderek. Jak widać, żadnemu z nich się nie udało. Można sobie zadać pytanie, czy chcieli uratować Beton Stal. Wycofanie spółki z obrotu nie oznacza, że nie można na GPW wrócić — mówi Wiesław Kowalczyk, największy akcjonariusz Beton Stalu, kontrolujący wraz z grupą zaprzyjaźnionych udziałowców prawie 50 proc. akcji.
Akcjonariusze powiązani z Wiesławem Kowalczykiem nie pogodzili się z decyzją sądu i zamierzają doprowadzić do otwarcia postępowania układowego w upadłości. To z kolei mogłoby doprowadzić do powrotu Beton Stalu do notowań. Po cichu udziałowcy liczą także, że wrócą do rozmów z firmą Sigma Trade, do niedawna zainteresowaną przejęciem majątku Beton Stalu wraz z miejscem na GPW.
— Do otwarcia postępowania w upadłości potrzebny będzie inwestor oraz zatwierdzona przez sąd lista wierzytelności. Ta obecnie jest zamykana. Łącznie zobowiązania opiewają na 150 mln zł. Majątek Beton Stalu wyceniany jest na 70 mln zł i stale rośnie. Jest szansa na układ w upadłości, ale na pewno mniejsza niż przed rokiem — mówi Mirosław Kamiński, syndyk masy upadłościowej Beton Stalu.