Bez polityki nie ma gospodarki

opublikowano: 14-06-2013, 00:00

Przedsiębiorcy powinni się zorganizować i wspólnie wpłynąć na to, co się dzieje w Polsce, przekonać administrację, że warto ich słuchać i wspierać. Jeśli tak się nie stanie, będzie o wiele trudniej o sukcesy za granicą

Polskie inwestycje za granicą, których wartość była kiedyś kroplą w morzu kapitału napływającego do naszego kraju, są na świecie coraz bardziej widoczne. W 2011 r. wyniosły już 5,2 mld EUR. Ubiegły rok był gorszy: więcej kapitału polskiego zostało z zagranicy wycofanego. Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur (IBRKK) szacuje, że faktyczne polskie inwestycje za granicą wynoszą ponad 30 mld USD, z czego 12 mld USD to pieniądze wyłożone przez 30 największych inwestorów, a już pięć polskich firm to koncerny globalne, bo za granicą sprzedają i zatrudniają więcej niż w Polsce. Zaproszeni na debatę „PB” z cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy” biznesmeni: Dariusz Mioduski, prezes Kulczyk Investments, Sławomir Sikora, prezes banku Citi Handlowy, Adam Sawicki, wiceprezes KGHM, Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor, oraz Tomasz Czechowicz, założyciel i prezes MCI Management, przewidywali, w jaki sposób takich firm będzie przybywać.

Zobacz więcej

ROZDŹWIĘK: Polscy przedsiębiorcy mają wizję rozwoju gospodarki i wiedzą, jak przeprowadzić międzynarodową ekspansję. Politycy, niestety, tego nie wiedzą. [FOT. MW]

Państwowy kontra prywatny

Tu zdania są podzielone. Są dwie szkoły: szwedzka i niemiecka. Pierwszą podąża i poleca KGHM.

— Szwedzi to 9-milionowy naród, który ma nadreprezentację firm globalnych: Ericsson, Tetra Pak, Saab, Volvo, IKEA. To model, nad którym my pracujemy. Chcemy mieć silne korzenie w kraju, a jednocześnie dostęp do rynków, które rozwijają się dynamiczniej — mówił Adam Sawicki, wiceprezes KGHM, który przejął w ubiegłym roku za 9 mld zł kanadyjską Quadrę FNX z aktywami górniczymi w Kanadzie, Chile i Grenlandii.

— Wciąż patrzymy na inne kraje, np. Szwecję czy Francję, które mają narodowych czempionów i globalne marki. Jeśli pójdziemy w tę stronę, gospodarka zginie — ostrzegał jednak Dariusz Mioduski, prezes Kulczyk Investments, firmy z inwestycjami m.in. na Ukrainie czy w Afryce. Firmy państwowe lub przynajmniej częściowo należące do państwa wciąż stanowią trzon polskich inwestorów za granicą. W pierwszej trzydziestce największych firm na liście IBRKK w pięciu przypadkach głównym udziałowcem jest państwo, a w dwóch — PGNiG i Lotos — większościowym.

— Nie możemy mieć wyłącznie silnych marek stworzonych przez państwowe firmy. Powinniśmy celować bardziej w model amerykański czy niemiecki. Zamiast marzyć o 3-4 państwowych firmach, które są globalne, lepiej mieć tysiąc czy 10 tys. średnich firm, które same decydują, jak się rozwijać — stwierdził Dariusz Mioduski. Przedsiębiorcy sądzą, że wyzwaniem w ekspansji będą kadry. 30 największych polskich inwestorów zatrudnia za granicą 24 tys. osób.

— Polskie inwestycje zagraniczne to głównie wyzwanie HR-owe. Polacy są mało mobilni, nie chcą wyjeżdżać z kraju, a polskie firmy nie są przygotowane na zderzenia kulturowe, gdy idą za granicę i spotykają się z ludźmi myślącymi inaczej. To wyzwanie dla prezesów — mówił Sławomir Sikora, prezes banku City Handlowy. Rację przyznał mu Adam Sawicki.

— Stoimy przed kryzysem motywacyjnym. Pokolenie, które po nas idzie, ma inne wartości, życie w Polsce jest dla tych nich tylko jedną z opcji, a potrzeba misji nie jest duża. Wyzwaniem będzie zatrzymanie kapitału ludzkiego — mówił Adam Sawicki. Tomasz Czechowicz, prezes MCI Management, przypomina, że polska firma nie może rekrutować tylko Polaków.

— Gdy zaczynaliśmy ekspansję w Czechach w latach 90., wysłaliśmy polskich menedżerów, co było bez sensu. Każdy kraj ma swoją kulturę — mówił Tomasz Czechowicz.

Politycy w biznesie

Biznesmeni nie odczuwają za granicą pomocnej dłoni rządu. Niektórzy to akceptują.

— Polska administracja państwowa nie ma infrastruktury porównywalnej do niemieckiej, chińskiej, rosyjskiej czy francuskiej. Administracja amerykańska czy niemiecka pilnuje, by firma nie była dyskryminowana w przetargu. Jest to ważne szczególnie na rynkach wschodzących, gdzie sympatie czy antypatie przekładają się na decyzje. Ale pierwsza zasada brzmi: nie przeszkadzać — przekonywał Sławomir Sikora. Część osób oczekuje zmiany nastawienia urzędników.

— Oczekiwanie od rządu tylko tego, żeby nie przeszkadzał, to za mało. Wchodzimy teraz do krajów afrykańskich. Nasi rozmówcy to prezydenci lub osoby z nimi związane. Jeden z nich zasugerował, że dobrze byłoby, gdyby przyjechał przedstawiciel rządu, bo właśnie był u niego minister spraw zagranicznych Francji. Nie wyobrażam sobie, żeby nasz minister tak się zaangażował. Jak to zmienić? Jak dotrzeć do urzędników, by zrozumieli, że bez polityki nie da się robić gospodarki? Czy to zaszłość, gdy dla tych, co wzięli biznes w swoje ręce, były tylko negatywne określenia, jak badylarz czy cinkciarz? — zastanawiał się Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor. Jego zdaniem, politycy traktują biznes z nonszalancją.

— Jestem zdziwiony, że premier mówi coś innego niż prezesi państwowych firm energetycznych. Nie można mówić „OK, będziemy inwestować”, żeby podlizać się kilku tysiącom osób — stwierdził Zbigniew Jakubas.

Zdaniem biznesu, rząd w ogóle nie ma wizji wsparcia polskich firm w zagranicznych podbojach. Teoretycznie pomocą im służy Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych, ale nie ma na to budżetu. W ubiegłym roku z pompą odpalono program Polski Czempion, ale na razie działa pionierski oddział we Wrocławiu. Kilkanaście firm wymienia się doświadczeniami.

— Sugeruję, by przedsiębiorcy myślący o ekspansji poświęcili 30 proc. czasu na myślenie o tym, jak wpłynąć na to, co się dzieje w Polsce, by były uwarunkowania i wsparcie rozwoju. Jeśli nie będziemy mieć wizji jako kraj, będzie nam bardzo trudno — mówił Dariusz Mioduski.

Dostęp do kapitału

Bardzo praktyczne problemy wskazał Zbigniew Jakubas.

— Kapitał jest teraz bardzo drogi lub niedostępny. 10-20 lat temu do akwizycji wystarczyło 20 proc. equity, żeby dostać 80 proc. długu. Dziś bez 50 proc. equity nie można podchodzić do żadnej transakcji. Właśnie wracam z rozmowy z bankiem. Mam 40 proc. equity, chciałem dostać kredyt. Bank nie jest skłonny w to wejść. Gdyby wrócić do proporcji 30-70, transakcji by przybyło — stwierdzi Zbigniew Jakubas. Nie zgodził się z nim Sławomir Sikora.

— Dostęp do kapitału jest w Polsce łatwiejszy niż w Europie Zachodniej, więc ekspansja też jest łatwiejsza. Ważne jest to, o czym mówił premier: stabilność i bezpieczeństwo w ramach UE. Życzenia, by rozpadła się strefa euro czy UE, na pewno by nam nie pomogły. Jestem przekonany, że przez następnych 5-10 lat nic się w tym względzie zasadniczo nie zmieni — mówił Sławomir Sikora.

To, co nas wyróżnia

Polacy mają kilka atutów, ale biznesmeni wskazują szczególnie na jeden.

— Przedsiębiorczość — to jedyne, co nas wyróżnia. Jeśli uda się nam stworzyć reputację kraju stabilnego, dużego, który wyróżnia się przedsiębiorczością, będą nas chcieli na świecie. Musimy stworzyć taką markę, a nie latawiec, który nie wiadomo co reprezentuje — mówił Dariusz Mioduski. Inaczej nazwał to Zbigniew Jakubas.

— Życie do 89 r. nauczyło nas pozytywnego sprytu. Dajemy sobie radę ze wszystkim. Polacy wiele etapów przeskoczyli, np. na świecie był czas gotówki, czeków i kart kredytowych. W Polsce od razu przeskoczyliśmy z gotówki na karty kredytowe. Chciałbym, by nasz pozytywny spryt pozwolił nam przeskoczyć w rozwoju Europę — mówił Zbigniew Jakubas.

Będzie dobrze lub… źle

Jest optymistą co do przyszłości polskich inwestycji.

— Zanim zaczniesz biegać, naucz się chodzić. Polscy przedsiębiorcy nauczyli się chodzić, choć teraz kierunek i dystans jest różny. Tomek Czechowicz wskazuje Rosję, która dla mnie jest zamknięta, bo tu karty zostały rozdane na szczeblu Putin — Merkel — Ayrault. Dla mnie perspektywiczna jest Afryka. Ale to tylko kwestia czasu, gdy nasze firmy staną się globalne — stwierdził Zbigniew Jakubas.

— Przez ostatnich kilkanaście lat polskie firmy budowały narodowych czempionów i międzynarodowa ekspansja była zbyt ryzykowna. Dziś jest bardzo dużo przykładów firm działających w Europie Środkowej i Wschodniej, a pojawiają się pojedyncze próby ekspansji globalnej. Polski przedsiębiorca szybko adaptuje się w nowym środowisku, więc takich przykładów będzie przybywać — mówił Tomasz Czechowicz. Nie wszyscy się z nimi zgodzili.

— Nie byłbym patriotą, gdybym nie powiedział, że nie wykorzystaliśmy ostatnich 20 lat. Istotne jest pytanie, co będzie w ciągu następnych 20. Czy to, co osiągnęliśmy, przygotowało nas, by osiągnąć więcej. Albo nie jestem patriotą, albo jestem mniejszym optymistą. Nie widzę fundamentów, by następnych 20 lat przebiegało z takim sukcesem jak poprzednie — mówił Dariusz Mioduski.

Jego zdaniem, straciliśmy szansę ostatnich kilku lat.

— Byliśmy zieloną wyspą, patrzyliśmy, jak wyglądamy na tle Europy. Może na tle Europy jesteśmy fajni, ale nie na tle świata, a decyzje podejmuje się dziś nie w Europie, lecz w USA, Azji czy Ameryce Południowej. Co dalej? Firmy osób, które tu siedzą, dadzą sobie radę. Ale brak wizji, czym Polska ma być. To nie będzie przemysł drzewny. Rząd dokręca śrubę przedsiębiorcom, dostosowuje politykę do celu budżetowego. Nie tędy droga — przekonywał Dariusz Mioduski.

Dariusz Mioduski, prezes Kulczyk Investments

Żeby skutecznie rozwijać się za granicą, polskie firmy muszą być silne w kraju, a żeby były silne w kraju, to rząd powinien im stworzyć odpowiednie warunki. Potrzebna jest wizja, a tej brakuje. Jest wręcz odwrotnie: tworzymy przepisy, które mogą zabić naszą konkurencyjność, chociażby ostatni pomysł opodatkowania polskich spółek holdingowych inwestujących za granicą.

Polscy przedsiębiorcy powinni się zorganizować i wspólnie wpłynąć na to, co się dzieje w Polsce, przekonać administrację państwową, że warto ich słuchać i wspierać. Jeśli nie doprowadzimy do tego wspólnie, to każdemu z nas osobno będzie o wiele trudniej odnosić sukcesy za granicą.

Adam Sawicki, wiceprezes KGHM

To, co najlepszego może nam dać administracja państwowa, to przewidywalność. Kraje, które stworzą długoterminowe ramy prawne dla inwestorów, będą przyciągać najwięcej zagranicznego kapitału, a silnym dzięki temu rodzimym firmom, dadzą solidne podstawy do ekspansji zagranicznej.

Mamy ogromny bagaż doświadczeń z udanej transformacji gospodarczej, który z powodzeniem powinniśmy wykorzystać, wchodząc na rynki mniej dojrzałe, które przygotowują się do przemian.

Tomasz Czechowicz, prezes i założyciel MCI Management

Jednym z motywów ekspansji polskich firm jest nadpłynność, co jest niebezpieczne. 75 proc. takich przypadków kończy się źle. Kluczowe jest skorelowanie pomysłu na biznes za granicą z kompetencjami. A jak nam może pomóc rząd? Przykładem jest Rosja, z którą mamy kiepskie relacje polityczne, co negatywnie przekłada się na postrzeganie polskiego biznesu. Tracimy przez to ogromną szansę.

Żeby polskie firmy skutecznie inwestowały za granicą, powinny zatrudniać więcej obcokrajowców. Jesteśmy zdecydowanie za bardzo homogeniczni. Za sukcesem innowacji w USA w dużej mierze stoją imigranci.

Sławomir Sikora, prezes banku Citi Handlowy

Musimy uciec od wszystkich sformułowań, które błędnie kojarzą patriotyzm z nacjonalizmem. Zatrudnianie obcokrajowców jest pozytywnym objawem. To jest nasz pomost do wyjścia za granicę. Zdolność przyciągania utalentowanych osób różnych narodowości i dzięki temu lepsza komunikacja z całym światem bardzo by się Polsce przydała.

Wystarczy, żeby rząd stworzył w Polsce stabilne warunki dla funkcjonowania biznesu. Mamy zdolnych przedsiębiorców, którzy wtedy znakomicie sobie poradzą — na rodzimym podwórku i za granicą.

Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor

Inne rządy skutecznie zabiegają o interes przedsiębiorców. Moja firma kolejowa podjęła wysiłek ekspansji w Afryce. Francuski rząd otwarcie lobbował za francuskim producentem. Nie wyobrażam sobie, by polski minister zaangażował się w lobbing dla prywatnego przedsiębiorcy, bo od razu będzie miał na głowie CBA. Rządzący muszą zrozumieć, że polityka to też biznes.

W 2002 r. z wszystkimi wielkimi polskiego biznesu nie byliśmy w stanie wspólnie złożyć finansowania 450 mln EUR, by odkupić 25 proc. Ery od Vivendi. Nie było takiej możliwości. Upływa 10 lat i pan Solorz sam składa 4 mld EUR. Brak kapitału ograniczał ekspansję polskich firm. Teraz jest łatwiej, ale wciąż brak kapitału ograniczania ekspansję.

CZAS NA  PARTIOTYZM GOSPODARCZY

To program zainaugurowany przez „Puls Biznesu”, na który składa się cykl debat organizowanych na Stadionie Narodowym z udziałem najwybitniejszych postaci polskiego biznesu oraz czołowych przedstawicieli administracji rządowej. Postaramy się w nich zdefiniować, czym jest gospodarczy patriotyzm, jak być patriotą na globalnym, wolnym rynku i jak nie przekroczyć cienkiej linii oddzielającej patriotyzm od nacjonalizmu. Zastanowimy się, jak powinien wyglądać dialog biznesu z politykami, jak administracja może wspierać przedsiębiorców, a jak przedsiębiorcy mogą się „odpłacić”, wspierając rozwój kraju poprzez zaangażowanie w kulturę, naukę czy sport.

Relacje z debat można przeczytać w czerwcu na łamach „Pulsu Biznesu”, a wideorelacje dostępne są na stronie patriotyzm.pb.pl

30 mld USD Na tyle szacuje polskie inwestycje za granicą Instytut Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur...

12 mld USD ...a tyle z tej kwoty wyłożyło 30 największych inwestorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu