Bez poprawki Senatu ustawa idzie do kosza

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-05-15 20:00

Komisja Europejska (KE) w poprzednim tygodniu oznajmiła – ustami przewodniczącej Ursuli von der Leyen – zakończenie pro­cedury dyscyplinarnej wobec Polski w trybie art. 7 ust. 1 traktatu o Unii Europejskiej, wszczętej w 2017 r. jeszcze przez gabinet Jeana-Claude’a Junckera.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rada UE ds. Ogólnych decyzyjną kropkę nad i ma dostawić 21 maja, zdążając przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, odbywającymi się 6-9 czerwca. Wspólnotowy rząd uznał po analizie, że w Polsce nie istnieje już wyraźne ryzyko poważnego naruszania praworządności. W tej ocenie największe znaczenie miało przystąpienie Polski do Prokuratury Europejskiej oraz plan naprawczy ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, złożony z dziesięciu ustaw. KE udzieliła rządowi Donalda Tuska ogromnego kredytu zaufania, albowiem wychwalany pakiet w większości znajduje się w fazie… projektów, zaś realne wejście ustaw w życie zależy od łaski/niełaski Andrzeja Dudy. Tymczasem prezydent zapowiada podejmowanie decyzji podpisowych zgodnie z głosowaniami Prawa i Sprawiedliwości, które z definicji sprzeciwia się wszystkim projektom tzw. konsor­cjum 15 października.

Sztandarowym projektem pakietu Adama Bodnara jest zmiana ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). Sejm uchwalił ją 12 kwietnia 2024 r., naturalnie przy ostrym sprzeciwie PiS, zaś Senat wprowadził 9 maja poprawki, w tym jedną strategiczną. Sejm miał zdecydować o ich przyjęciu/odrzuceniu 15 maja, ale punkt został w środę nagle wycofany, ponieważ rządzące konsorcjum jest rozdarte. Nowelizacja generalnie nie dotyka części polityczno-funkcyjnej KRS, w jej składzie pozostają minister sprawiedliwości, delegaci Sejmu i Senatu, prezesi sądów centralnych. Przywraca natomiast wybór 15-osobowej części sędziowskiej przez samo środowisko, tak jak było przed dokonaniem przez PiS w 2018 r. politycznego skoku na KRS. Radykalnie zmieni się jednak procedura, otóż bezpośrednie tajne wybory przeprowadzi Państwowa Komisja Wyborcza. Zdemokratyzowanie elekcji ma wykluczyć powrót do fatalnych obyczajów, gdy o członkostwie w KRS decydowały zakulisowe układy i koterie. W nowej procedurze oczywiście nie znikną, ale ich wpływy zostaną istotnie zmniejszone otwartą kampanią. Ustawa następująco dzieli między kategorie sądów 15 miejsc w KRS: Sąd Najwyższy – 1; apelacyjne – 2; okręgowe – 3; rejonowe – 6; wojskowe – 1; Naczelny Sąd Administracyjny – 1; wojewódzkie administracyjne – 1.

Szczytna idea uzdrowienia KRS zawiera dwa zapisy nie do przyjęcia dla opozycji. Wygaszenie kadencji obecnej, upolitycznionej rady nastąpi wraz z wyborem nowej, czyli za kilka miesięcy, a nie dopiero w 2026 r., jak żądało PiS. Inny artykuł natomiast spowoduje na pewno prezydenckie weto, o czym wiadomo od miesięcy. Prawo kandydowania i wybierania do KRS otrzymają sędziowie w stanie czynnym, ale… nie wszyscy. Według pierwotnej wersji Sejmu pozbawieni zostali prawa biernego, czyli możliwości kandydowania, sędziowie powołani w ostatnich latach przez prezydenta z wniosku KRS wybranej przez PiS – z wyjątkiem tych, którzy powrócili na urząd. Paradoksalnie jednak prawo czynne, czyli głosowania, otrzymali z automatu wszyscy sędziowie, starzy i nowi. Sprzeczny wewnętrznie, bezmyślny przepis skaził generalnie uczciwą i sensowną ustawę, zaś Andrzej Duda uzyskał wygodny pretekst i zapowiedział, że taka wersja nie ma jakichkolwiek szans. Senat w trybie ratunkowym dyskryminacyjny absurd skreślił, co natychmiast wywołało sprzeciw środowisk sędziowskich gnębionych w epoce PiS. Rewanżyzm nałożył im klapki na oczy, ponieważ pozostawienie ustawy w wersji Sejmu oznacza, że… w ogóle nie zaistnieje. Niedopuszczenie do KRS tzw. neosędziów powinno pójść zupełnie inną ścieżką – ewentualnie kandydujący (zdecydują się i tak nieliczni) zostaną odrzuceni przez środowisko najpierw w otwartej kampanii, a następnie w samym głosowaniu.