Dane o kwietniowej sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych były umiarkowanie pozytywne. Co prawda, sprzedaż ogółem obniżyła się o 0,2 proc., licząc miesiąc do miesiąca, ale po wyeliminowaniu zmiennej sprzedaży samochodów mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 0,5 proc. Choć pozytywna reakcja rynku, widoczna przede wszystkim w umocnieniu dolara w relacji do jena, jest zrozumiała, dane nie mają przełomowego charakteru. Ostatni raz tak niska dynamika notowana była w 2002 r., gdy amerykańska gospodarka odczuwała jeszcze skutki poprzedniego kryzysu.
Wzrost sprzedaży może być przez pewien czas utrzymywany za pomocą dodatkowych promocji — co udało się osiągnąć sieci Wal-Mart, która podała lepsze wyniki. W dłuższym czasie jednak konieczna będzie poprawa nastrojów konsumenckich, a o to będzie trudno. Ostatnie gwałtowne wzrosty notowań ropy dopiero odbiją się na portfelach amerykańskich gospodarstw domowych. Rabaty podatkowe od administracji rządowej mogą nie odnieść zamierzonego skutku i spodziewane odbicie popytu po prostu może nie nadejść.
Jeśli presja inflacyjna w USA będzie narastać, Fed wkrótce stanie przed kolejnym trudnym dylematem. Na taki scenariusz wskazuje kolejny wyraźny wzrost cen importu (1,8 proc. m/m w kwietniu). Próba ograniczania presji inflacyjnej skończyłaby się dalszym spadkiem popytu z ryzykiem pogłębienia zjawisk recesyjnych. Z kolei pozostawienie obecnego stanu ekspansywnej polityki monetarnej lub też ewentualne kolejne obniżki mogą oznaczać akceptację długotrwałego wzrostu oczekiwań inflacyjnych. To, na ile takie zagrożenie jest realne, pokażą po części dzisiejsze dane o inflacji. Rynek spodziewa się, że wskaźnik roczny obniży się po raz trzeci z kolei (do 3,9 proc.), ale będzie to wyłącznie efekt bazy statystycznej.
Przemysław Kwiecień
X-Trade Brokers DM