Bez restrukturyzacji i strajk nie pomoże

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-11-10 00:00

Dawno, dawno temu, kiedy jako nieletnie pacholę pobierałem nauki w szkole podstawowej, jednym z mierników postępu cywilizacyjnego była długość linii kolejowych w danym kraju. Wkuwaliśmy te liczby na pamięć, ale nie było powodów do specjalnej dumy. Nieco później ukuto hasło, że „polskie w niczym nie ustępuje zagranicznemu, a nawet je przewyższa”. I oto niepostrzeżenie to słowo ciałem się stało, bo stopniowo, stopniowo wyrastaliśmy na potęgę, przynajmniej jeżeli chodzi o długość linii kolejowych, i zaczynamy wyprzedzać pod tym względem najbardziej uprzemysłowione kraje Europy. I to nawet nie dlatego, że tak dużo budowaliśmy, tylko inni likwidowali. Dogoniliśmy więc Europę bezkosztowo.

Tyle tylko że tam zadziałała ekonomia, a my nie zauważyliśmy, że transport kolejowy jest drogi, mało mobilny, słowem: jest przeżytkiem (jak koń w „Samych swoich”). Na świecie restrukturyzacja kolei była jednym z priorytetowych zadań każdego rządu, u nas kolej spokojnie sobie funkcjonowała, zadłużając się ponad miarę.

Teraz rząd wie, że mamy kolej i „coś trzeba z nią zrobić”, bo kolejarze zapowiedzieli strajk generalny. Ale z tej wiedzy również nic nie wynika. O opiece, jaką roztacza nad polskimi kolejami światłe ministerstwo infrastruktury, krążą niewybredne dowcipy, nie nadające się do zacytowania w tym miejscu. Czy strajk coś zmieni? Obawiam się, że niewiele lub nic.