BEZ SPONSORA ANI RUSZ

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 1998-12-31 00:00

BEZ SPONSORA ANI RUSZ

Drużyna z Pruszkowa przekształca się w spółkę akcyjną

BŁĘDNE KOŁO: Paweł Gmoch zastanawia się nad dofinansowaniem naszej spółki. Najpierw jednak musimy się nią stać, a do tego potrzebny jest sponsor strategiczny — zauważa Janusz Wierzbowski. fot. Grzegorz Kawecki

Gdyby nie pieniądze firm, wiele drużyn zniknęłoby z areny sportowej. Pozyskanie sponsora nie jest jadnak proste. Przekonała się o tym drużyna koszykówki Pekaes Pruszków, która przekształca się w sportową spółkę akcyjną.

Janusz Wierzbowski, prezes klubu sportowego Mazowszanka Pekaes Pruszków twierdzi, że do firm trzeba mieć szczęście, które opuściło jego zespół w sierpniu 1997 r. Wtedy drużynę koszykówki przestała sponsorować Spółdzielnia Pracy Społem Mazowszanka.

— Mazowszanka nie straciła na nas. Pod jej flagą przeszliśmy do I ligi. Było o niej głośno — wyjaśnia Janusz Wierzbowski.

Nie ukrywa, że odejście Mazowszanki zaskoczyło klub.

— Firma wycofała się w przededniu sezonu. Tłumaczyła, że ma przejściowe problemy i wróci do nas w grudniu. Zostawiliśmy więc jej logo na banerach i koszulkach — mówi Janusz Wierzbowski.

Paradoksalnie, klubem kilka miesięcy przed odejściem Mazowszanki interesował się Zepter.

— Firma brała pod uwagę trzy drużyny. My mogliśmy jej jedynie zaproponować funkcję trzeciego sponsora. Tego nie chciał ani Zepter, ani dwie pozostałe firmy — tłumaczy Janusz Wierzbowski.

Twierdzi, że gdyby Mazowszanka wcześniej zrezygnowała ze sponsorowania drużyny, koszykarze mieliby jeszcze szansę na dogadanie się z Zepterem. Ten ostatni wybrał jednak drużynę z Wrocławia.

Towar na sprzedaż

— Przez cztery lata sponsorowaliśmy zespół z Pruszkowa. Przestaliśmy, bo uznaliśmy, że nadszedł czas na bezpośrednią formę promocji — wyjaśnia Krzysztof Kasak, wiceprezes Mazowszanki.

Według Janusza Wierzbowskiego, firmy wspierające drużyny nie muszą ponosić dużych kosztów.

— Drugi sponsor obok Pekaesu powinien wnieść około 2-3 mln zł rocznie. Żeby się utrzymać, drużynie potrzeba 5-6 mln zł. Teraz naszym głównym motorem jest Pekaes. Daje, ile może. Dodatkowy sponsor jest nieodzowny. Jak mamy rywalizować z zachodnimi drużynami, które rocznie wydają15 mln dolarów — zastanawia się prezes Wierzbowski.

Janusz Wierzbowski pukał do wielu drzwi. 70 proc. firm odpowiedziało, że sponsoring nie mieści się w ich strategii reklamowej.

Krzysztof Kasak twierdzi, że koszty ponoszone na wspieranie drużyny często przerastały korzyści. Przyznaje, że firma nie wyklucza jednak powrotu do drużyny. Tym bardziej, że w klubie następują poważne zmiany.

Pruszków SA

— Przekształcamy się w sportową spółką akcyjną. W ten sposób łatwiej będzie o fundusze. Jednak, by zacząć działalność jako spółka, potrzebujemy większego kapitału, czyli sponsora i koło się zamyka — przyznaje Janusz Wierzbowski.

— Na Zachodzie drużyny sportowe zarabiają na siebie. Dlatego tak wiele firm chce w nie inwestować. Można zgromadzić poważne fundusze, które zespoły pomnażają. Może poprzez przekształcenie drużyn w spółki i u nas coś się zmieni — rozważa Krzysztof Kasak.

Liczy na to również Pekaes, który ponosi główny ciężar utrzymania ekipy z Pruszkowa. Firma zgodziła się finansować drużynę pod warunkiem, że dołączy do niej drugi sponsor. W tej sprawie klub prowadzi rozmowy z Pawłem Gmochem, prezesem Central Group.