Bezpieczeństwo kursowe w praktyce

Adrian Boczkowski
opublikowano: 11-04-2011, 16:05

Koszty zabezpieczenia przychodów z eksportu mogą być zerowe. Trzeba tylko dobrze dobrać instrumenty i nie wpaść w szpony spekulacji.


Gdyby nie możliwości zabezpieczania pozycji walutowych (tzw. hedging), ryzyko biznesowe wielu firm byłoby wysokie. Wręcz na poziomie trudnym do zaakceptowania. Chodzi o eksporterów, importerów i podmioty inwestujące za granicą oraz mające kredyty walutowe. Grupa firm, które powinny być zainteresowane hedgingiem, jest więc spora. W Polsce chodzi o około 50 tys. podmiotów.

Sam monitoruj swoją pozycję! - plik Exela


Zabezpieczenie zależy od wielu czynników: typu firmy (eksporter czy importer), waluty przepływów, ich wartości i częstotliwości oraz aktualnej sytuacji rynkowej. Największą rzeszą krajowych firm, które potrzebują zabezpieczeń kursów walutowych, są eksporterzy, którzy wysyłają towary do państw strefy euro. Eksporterzy mają do wyboru trzy podstawowe sposoby niwelowania ryzyka walutowego (importerzy powinni zajmować analogiczne pozycje, tyle że odwrotne). Mogą sprzedać (wystawić) kontrakt typu forward, kupić opcje sprzedaży (put) lub zastosować nieco bardziej skomplikowaną strategię opcyjną (tzw. korytarz). To tylko podstawowe instrumenty, którymi zajmujemy się w tym miejscu jedynie poglądowo. Po więcej przydatnych informacji i wymownych przykładów oraz propozycji konkretnych działań warto sięgnąć do książki „Hedging – sposób na bogactwo czy bankructwo? Praktyczne lekcje z 23 przypadków, w których hedging zapewnił pomyślność lub podciął skrzydła” (dostępna na hedging.pb.pl).

Podstawowe instrumenty
Opcje są instrumentami niestandaryzowanymi (każdy klient może ustalić indywidualne  warunki), którymi handluje się głównie na rynkach nieregulowanych. Niemniej można oszacować zalety, wady oraz koszty każdego sposobu hedgingu dla obecnej sytuacji rynkowej. Dla eksportera im kurs euro w złotych jest wyższy, tym lepiej. Dlatego zabezpieczenie powinno chronić przedsiębiorstwo przed umocnieniem się złotego.


Sprzedaż kontraktów forward lub futures to najprostsza i najpopularniejsza metoda eliminacji ryzyka walutowego. Forward jest to w praktyce analogiczny do giełdowego kontraktu futures instrument, tyle że obrót nim ma miejsce na rynkach pozagiełdowych (OTC), czyli na przykład między bankami. To podstawowy instrument hedgingu wielu firm. Zajęcie krótkiej pozycji przy zbliżonym do aktualnego kursu poziomie notowań oznacza, że spółka w przyszłości sprzeda (dostarczy) euro po określonej cenie. Kurs ten będzie nawet nieco wyższy niż aktualnie na rynku, bo dolicza się różnicę stóp procentowych dla obu walut (kurs terminowy). W praktyce przy obecnych uwarunkowaniach terminowy kurs euro powinien być wyższy o 3 gr na każdy kwartał od bieżącego (efekt dysparytetu stóp procentowych w Polsce i strefie euro oraz przesunięcia transakcji w czasie). Eksporter może mieć więc komfort, że wpływy w euro zamieni na złote po nieco korzystniejszym kursie niż obecny (np. 4,12 zł w rocznej perspektywie wobec 4 zł obecnie). Dla importera czas działa analogicznie, tylko że na niekorzyść.


Jakie są koszty tego rodzaju transakcji?
Niezauważalne! Kontraty forward są tak proste w konstrukcji i tak popularne na świecie, że banki nie pobierają wprost opłat za ich zawieranie. Nikłą prowizję wpisują sobie w kursy wykonania. Usługa ta to niejako „darmowe” konto osobiste w bankach konsumenckich, które ma przyciągać klientów i umożliwiać sprzedaż innych, bardziej marżowych produktów.


Kupując lub sprzedając kontrakt nie angażuje się gotówki pokrywającej jego nominalną wartość. Z reguły chodzi o od 2 do 10 proc. wartości nominalnej transakcji (w zależności od dynamicznego/statycznego podejścia do wyceny), które trzeba zamrozić jako depozyt zabezpieczający. Co do zasady można liczyć na to, że nawet tyle pieniędzy nie musi wypłynąć z firmowej kasy. Banki udostępniają bowiem tzw. limity skarbowe, które pokrywają „zabezpieczenie” wykonania transakcji. Ruch rzeczywistego kursu obcej waluty w jakąkolwiek stronę powoduje, że zyski z realnych przepływów są niwelowane przez taką samą stratę na kontraktach i odwrotnie. W efekcie bez względu na wszystko otrzymamy zabezpieczony kurs wymiany walut, np. 4 zł za euro. I to nie ważne, czy euro będzie w kantorze kosztowało 3,5 czy 4,5 zł.


Zakup opcji put (możliwość sprzedaży określonej ilości dewiz) wiąże się z jednorazowym wydatkiem, ale nie trzeba utrzymywać depozytu zabezpieczającego. Taki hedging eksportera nie niweluje także zysków z ewentualnego mocnego osłabienia się naszej waluty. Przykład: kupujemy trzymiesięczną opcję, która będzie dawała prawo (a nie obowiązek) do sprzedaży euro po 4 zł, kosztuje około 15 groszy za 1 euro. Aby zabezpieczyć kurs 1 mln euro, trzeba wydać więc 150 tys. zł (3,8 proc. obecnej wartości kontraktu). Jeśli kurs EUR/PLN spadnie do 3,5, spółka będziemy mogli sprzedać euro za 3 miesiące po 4 zł. Jeśli jednak złoty mocno się osłabi, a euro będzie kosztowało – powiedzmy - 4,3 zł, nie będziemy musieli skorzystać z zakupionych opcji. Dlatego zyskalibyśmy 150 tys. zł i to już po odjęciu kosztu opcji (po rozliczeniu mielibyśmy efektywnie 4,15 mln zł, podczas gdy przy zastosowaniu forwardu – 4 mln zł). W przypadku importera sytuacja jest analogiczna, z tym że stosujemy zakup opcji call (kupna).

A może bezkosztowo?
Zakup interesującej nas opcji można sfinansować wystawieniem (sprzedażą) innej opcji. Wtedy mówimy o strategii "zerokosztowej". Tego typu strategie były bardzo popularne w 2008 r., ale zostały źle dobrane. W efekcie zobaczyliśmy „toksyczne” zastosowanie instrumentów pochodnych. Jak działa w praktyce najprostsze złożenie opcji, które nie kosztuje nas praktycznie nic, a jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo? W przypadku eksportera kupujemy opcję put za pieniądze z wystawienia opcji call, przy czym stosujemy równe nominały (jedynie to jest hedgingiem). W takim układzie korytarz neutralności zabezpieczenia jest szeroki (dopuszczamy wahania przyszłego kursu wymiany nawet o kilkadziesiąt groszy). Jeśli spółce nie zależy na dokładnym wyznaczeniu kursu rozliczenia podpisanych umów, ta strategia wydaje się atrakcyjna. Przykładowo jeśli kurs euro będzie się wahał w granicach np. 3,7-4 zł, spółka nie korzysta z zabezpieczenia i wymienia euro w banku. Wzrost kursu powyżej 4 zł powoduje wzrost zysków na realnych transakcjach, ale również widzimy równoważącą „stratę” na opcji call. W przypadku zejścia kursu poniżej 3,7 zł, firma będzie miała prawo sprzedać euro po 3,7 zł (wykorzysta opcję put). W efekcie nie sprzeda taniej euro niż po 3,7 zł, ale również nie drożej niż po 4 zł. To w wielu przypadkach ciekawa propozycja, szczególnie że nie wymaga wyłożenia gotówki na starcie (potrzebny jest jedynie depozyt zabezpieczający dla wystawionej opcji). W przypadku importera kupujemy opcję call, a wystawiamy put. Więcej szczegółów, wyjaśnień, przykładów i propozycji konkretnych, działających w naszych realiach strategii hedgingowych znajduje się w książce „Hedging – sposób na bogactwo czy bankructwo?

Praktyczne lekcje z 23 przypadków, w których hedging zapewnił pomyślność lub podciął skrzydła” (hedging.pb.pl). Polecamy!

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane