Bezrobocie rośnie, przemysł hamuje

Łukasz Wróbel
opublikowano: 2012-04-03 00:00

GIEŁDA

Przed publikacją wskaźników PMI ze Starego Kontynentu analogiczny indeks dla chińskiego sektora przemysłowego wypadł lepiej od oczekiwań ekonomistów (wzrósł do 53,1 pkt z 51 pkt). Dane były najwyższe od blisko roku, ale mogły wzbudzić podejrzliwość obserwatorów. Po pierwsze — konstrukcja oficjalnego indeksu kładzie większy nacisk na duże podmioty, co w chińskich warunkach oznacza spółki kontrolowane przez państwo, mogące na polecenie urzędników zwiększyć lub zmniejszyć zamówienia. Po drugie — silny wzrost tego indeksu kłóci się z sygnałami płynącymi z publikowanym przez HSBC indeksem PMI dla przemysłu, który od czerwca 2011 r. pozostaje poniżej 50 pkt (z miesięczną przerwą jesienią ubiegłego roku).

Europejskie wskaźniki nastrojów w branży przemysłowej także nie napawały w poniedziałek optymizmem. Indeks dla całej strefy euro spadł z 49 pkt do 47,7 pkt, wskazując pogłębiający się pesymizm menedżerów kierujących firmami produkcyjnymi. Słabość peryferyjnych gospodarek unii monetarnej nie jest zaskoczeniem. Obecnie najbardziej niepokojąca jest koniunktura w Niemczech, gdzie indeks PMI w przemyśle po dwumiesięcznej przerwie powrócił poniżej 50 pkt (spadł do 48,4 pkt). W ubiegłym tygodniu inwestorzy dowiedzieli się, że sprzedaż detaliczna w największej gospodarce europejskiej spadała nieprzerwanie od 4 miesięcy. Tymczasem to właśnie Niemcy mają wziąć odpowiedzialność za ratowanie pozostałych gospodarek. Należy to kojarzyć bezpośrednio z utratą najwyższego ratingu przez Francję, co tuż po odebraniu jej ratingu AAA mogło oburzać lokalnych polityków, ale po poniedziałkowej publikacji indeksu PMI (spadek najniżej od połowy 2009 r.) wydaje się uzasadnioną decyzją.

Wzrost stopy bezrobocia w strefie euro

do rekordowych 10,8 proc. nie stanowił zaskoczenia dla ekonomistów, a sądząc po reakcji rynków walutowych i rynków akcji, również inwestorzy byli przygotowani na taki obrót spraw. W obliczu całej masy ważnych danych makro, które poznamy w tym tygodniu, warto przede wszystkim obserwować, w jaki sposób rynki radzą sobie z rozczarowującymi informacjami. W ubiegłym tygodniu realizacja zysków na Wall Street nie wynikała bezpośrednio z publikacji żadnych danych z najważniejszych gospodarek, więc jeśli w dalszym ciągu zwiastuny recesji w strefie euro nie będą wprowadzać inwestorów w niepokój, można spodziewać się, że po raz kolejny na przestrzeni kilku tygodni inwestorzy przedwcześnie grający na spadki cen akcji wpadną w klasyczną pułapkę na niedźwiedzie.

Na warszawskim parkiecie więcej do powiedzenia mieli kupujący. WIG20, dzięki udanemu finiszowi notowań, wzrósł o 0,6 proc., zatrzymując się dokładnie przy 2300 pkt. Po południu złoty zachowywał się spokojnie. Za euro, podobnie jak w piątek, płacono 4,14 zł, franka wyceniano na 3,44 zł, a kurs dolara wrócił w okolice 3,10 zł.