Szczoteczka do zębów, aparat, karta kredytowa, ewentualnie paszport... Co by tu jeszcze spakować? Kawałek papieru, który może nam uratować życie. A przynajmniej ocalić portfel.
Polacy nie zawsze pamiętają o ubezpieczeniu się przed wyjazdem na wakacje. Płacimy przecież składki na ubezpieczenie zdrowotne i w razie wypadku nie ponosimy dodatkowych kosztów za ratowanie życia i leczenie, czyż nie tak?
Nie całkiem. Nie za granicą. Tam jesteśmy zdani tylko na siebie. Albo na ubezpieczyciela. PZU, Generali, Allianz, Inter Tour, PTU czy Signal Iduna chętnie zajmą się przezornym turystą.
Co by się mogło stać
— Ubezpieczenia turystyczne mają bardzo szeroki zakres ochrony, a wybór polisy zależy przede wszystkim od świadomości i wyobraźni turysty — uważa Anna Staniszewska, ekspert ds. ubezpieczeń turystycznych w PZU.
Właśnie wyobraźni często brakuje. Mało kto przed wyjazdem myśli o najgorszym. Wypadek, nagła choroba, zagubiony bagaż czy szkoda wyrządzona innej osobie — mogą przytrafić się każdemu. Do tego mogą jeszcze dojść koszty transportu do kraju czy akcji ratowniczej. Za wszystko może zapłacić ubezpieczyciel. Nawet za odwołaną imprezę czy pomoc prawnika. Oczywiście, im bogatsza polisa, tym droższa.
— Ubezpieczający może dostosować polisę do indywidualnych potrzeb lub skorzystać z zaproponowanych gotowych wariantów ubezpieczenia. Wysokość składki zależy od zakresu udzielanej ochrony, wysokości sum ubezpieczenia, liczby osób i kraju, do którego klient wyjeżdża — wylicza Marta Majewska-Grabowska, menedżer ds. ubezpieczeń podróżnych w Generali.
Wybór należy do Ciebie
Najtaniej jest w Unii Europejskiej. Kto pragnie odkrywać dalekie zakątki, płaci więcej. A kto jedzie do kraju w stanie wojny, płaci jeszcze więcej. Poza tym przy ustalaniu wysokości składki ważny jest też cel wyjazdu. Kto będzie leżeć na plaży, wyda na ubezpieczenie mniej niż alpinista, żeglarz morski czy miłośnik kitesurfingu. Ale nawet przy najspokojniejszym urlopie może się zdarzyć najgorsze.
— Turysta podróżujący po Niemczech w stanie przedzawałowym został zawieziony do tamtejszego szpitala. Transport kosztował ponad 35 tys. zł, leczenie prawie 47 tys. Pacjent dostał rachunek na 82 tys. zł, a wydał jedynie 98 zł na składkę polisy. Resztą zajęliśmy się my — opowiada Marta Majewska-Grabowska.
Warto jednak pamiętać, że ubezpieczyciel nie zapłaci za wszystko. W niektórych sytuacjach ma prawo odmówić przyjęcia odpowiedzialności.
— Podstawowe wyłączenia dotyczące kosztów leczenia za granicą to m.in. stany spowodowane alkoholem lub narkotykami, kierowanie pojazdem bez uprawnień, leczenie, które nie wynika z nagłego zachorowania czy nieszczęśliwego wypadku — przypomina Anna Staniszewska.
