BFM chcą zwolnić 400 pracowników

Zbigniew Marecki
opublikowano: 2001-11-06 00:00

Bydgoskie Fabryki Mebli poinformowały o zamiarze zwolnienia 400 pracowników słupskiego oddziału firmy.

Do końca miesiąca rozstrzygnie się sprawa redukcji zatrudnienia w słupskim oddziale Bydgoskich Fabryk Mebli. Zarząd BFM poinformował załogę, związki zawodowe i Powiatowy Urząd Pracy, że firma zamierza zwolnić 400 pracowników słupskiego oddziału.

Bydgoskie Fabryki Mebli przejęły prawie 600 pracowników i większość nieruchomości w kwietniu. W ten sposób Grupa Schiedera, do której należą obie fabryki, postanowiła ratować Słupskie Fabryki Mebli.

Przez kilka miesięcy blisko 200 pracowników z różnych przyczyn odeszło z fabryki.

— Meble ze Słupska, w większości sosnowe, trafiły do naszych sklepów lub przez nas zaopatrywanych. Asortyment powiększyliśmy o kilka naszych nowych wzorów. Spotkały się z dużym zainteresowaniem na targach. Zamówienia były duże, ale z miesiąca na miesiąc zaczęły topnieć. Okazało się, że choć sprzedaż mebli ze Słupska nie była zła, to jednak nie jest wystarczająca. Dlatego mimo dobrej pracy załogi, musimy rozważać inne rozwiązania, które zagwarantują im pracę w mniejszym składzie albo innym układzie. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale zgodnie z prawem, byliśmy zmuszeni poinformować zainteresowane strony o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych — wyjaśnia dyrektor Ewa Nawrocka, dyrektor personalny BFM.

Dodaje, że szefowie firmy planują również wprowadzenie oszczędności w fabryce w Bydgoszczy. Jeszcze natomiast nie wiadomo, czy w Słupsku dojdzie do całkowitego wygaszenia produkcji i na przykład sprzedaży obiektów fabrycznych.

— To wszystko jest skutkiem nadmiernego schładzania gospodarki — podsumowuje Ewa Nawrocka.

Na razie ujawniła tylko, że udział rynku krajowego w strukturze sprzedaży Bydgoskich Fabryk Mebli stanowi 50 proc. Spółka chce go jeszcze powiększyć, bo sprzedaż na rynki zachodnie nadal jest mało opłacalna.

Grupa Schiedera przejęła Słupskie Fabryki Mebli na początku lat dziewięćdziesiątych. Początkowo dużo w nie inwestowała — zrobiła kapitalny remont 150-letniego obiektu, zmodernizowała i doposażyła fabrykę w maszyny, a także zbudowała nowy salon meblowy i pozbyła się części niepotrzebnych firmie gruntów. Po 1997 r. zaczęło się jednak w firmie dziać coraz gorzej — malały pensje, często wymieniano pracowników, a później nastał czas zwolnień.