BGK – ostatni bastion kominiarzy

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 21-03-2013, 00:00

Rząd chce stworzyć prawdziwy bank rozwojowy — na miarę EBOR. Potrzebna jest jednak rewolucja

W dwudziestoleciu międzywojennym Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) był głównym motorem napędowym polskiej gospodarki. Finansował m.in. budowę Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego, dzięki czemu odpowiadał nawet za 70 proc. wszystkich inwestycji realizowanych w kraju. W 1948 r. BGK przestał jednak działać, a po reaktywacji w 1989 r. jest swoim cieniem sprzed wojny.

Wyświetl galerię [1/2]

Siedziba BGK

Marek Wiśniewski

Według informacji „PB”, ambicją rządu jest powrót BGK do dawnej świetności. Po 2020 r., kiedy znaczącoskurczą się fundusze unijne dla Polski, ma przejąć rolę dostarczyciela kapitału na inwestycje, a uruchomiony niedawno program Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR) będzie tylko jednym — wcale nie najważniejszym — jego zadaniem.

Bank za drobne

Należący do skarbu państwa BGK otrzymuje od rządu coraz więcej zadań i rozrasta się kapitałowo. Jest już piątym pod względem wielkości bankiem w Polsce, a w perspektywie kilku lat bardzo realne jest miejsce na podium. Bank zarządza 67 mld zł aktywów (według stanu na koniec września 2012 r.), obraca setkami miliardów złotych z funduszy unijnych, a ostatnio otrzymał od rządu 6 mld zł dodatkowego kapitału i wiele zadań, np. realizację programu wspierania małych i średnich firm czy współpracę ze spółką Polskie Inwestycje Rozwojowe. BGK ma być polskim odpowiednikiem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) — machiną do pobudzania gospodarki.

Mimo rosnącej roli BGK ciągle jest instytucją przypominającą raczej departament Ministerstwa Finansów niż prawdziwy bank inwestycyjny. Jako niemal ostatni bank w Polsce (obok należącego do Poczty Polskiej niewielkiego Banku Pocztowego) i jako jedna z niewielu dużych firm państwowych ciągle podlega ustawie kominowej. Dariusz Daniluk, prezes BGK, zarabia miesięcznie około 20 tys. zł brutto, czyli na rękę ma niespełna 15 tys. zł.

Dla porównania: Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku, w 2011 r. zarabiał średnio 217 tys. zł miesięcznie brutto. Luigi Lovaglio jako wiceprezes, a następnie prezes Banku Pekao, w 2011 r. otrzymywał około 350 tys. zł.

Na konto Mateusza Morawieckiego, prezesa BZ WBK (wartość aktywów banku jest porównywalna z BGK), wpływało miesięcznie niespełna 140 tys. zł, a Mariusz Klimczak, prezes państwowego Banku Ochrony Środowiska (którego aktywa to niespełna jedna czwarta aktywów BGK), zarabiał miesięcznie około 110 tys. zł. Ulrich Schröder, prezes KfW, czyli niemieckiego odpowiednika BGK, otrzymuje prawie 70 tys. EUR miesięcznie (około 280 tys. zł).

Więcej rynku

Według informacji „PB”, problemem tym zajmuje się rząd. Rozważa wprowadzenie zmian w ładzie korporacyjnym BGK.

— BGK jest ogromnym bankiem, z wieloletnimi tradycjami, i zostały mu wyznaczone bardzo odpowiedzialne zadania. Powinien działać na zasadach rynkowych i być w jak największym stopniu oderwany od polityki — mówi nasz informator z rządu. W grę wchodzi nie tylko likwidacja kominówki, ale też wprowadzenie nowego sposobu nadzoru rządu nad bankiem.

— Zbliżenie płac w BGK do stawek rynkowych spowodowałoby z pewnością napływ wielu zdolnych menedżerów do banku. Taka kadra mogłaby liczyć na dużą niezależność i niemal komercyjne zasady działania. Menedżerowie dostaliby kilkuletnikontrakt i postawione przez nadzór cele — mówi nasz rozmówca. Dotychczas stanowisko prezesa BGK było wyjątkowo gorące. Przez ostatnią dekadę przewinęło się przez nie aż siedmiu prezesów. Nowy ład korporacyjny przekonałby menedżerów banku, że będą mogli liczyć na stabilność zatrudnienia i polityczna miotła ich nie wymiecie.

Absurdalna sytuacja

— Pensje w BGK są żenująco niskie. To jest sytuacja godna ubolewania. Jestem absolutnym przeciwnikiem „kominówki”, a już na pewno w tak dużych i ważnych instytucjach jak BGK. To jest bank z ogromnym potencjałem, w dodatku odpowiadający obecnie za bardzo poważne przedsięwzięcie, jakim jest program Inwestycje Polskie — mówi Andrzej S. Nartowski, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów.

Ostatnio doszło wręcz do sytuacji, w której Mariusz Grendowicz, nowo wybrany prezes PIR, został zatrudniony na zasadach menedżerskich i będzie zarabiał kilkakrotnie więcej niż prezes BGK, mimo że PIR będzie znacznie mniejszą instytucją niż BGK (ma otrzymać 10 mld zł kapitału) i u boku BGK będzie realizował program Inwestycje Polskie.

— „Kominówka” to absurdalny pomysł, który stopniowo rujnuje państwowe przedsiębiorstwa. Państwo otwarcie przyznaje, że nie ufa ludziom, którym samo dało władzę nad swoimi spółkami i wiąże tym ludziom ręce. Te przepisy to relikt, który już dawno powinien zniknąć — uważa Bogusław Grabowski, członek rady gospodarczej przy premierze, szef rady nadzorczej Skarbca TFI.

Obecnie większość menedżerów z banków komercyjnych zupełnie nie bierze pod uwagę BGK jako miejsca pracy. Dlatego pomysł burzenia „kominów” im się zwykle podoba.

— Dla mnie byłby to powrót do normalności, „kominówka” jest pewnym wynaturzeniem. Trudno wytłumaczyć, dlaczego menedżer średniego szczebla w firmie prywatnej zarabia dużo więcej niż zarząd spółki skarbu państwa, który ma wielokrotnie większą odpowiedzialność. Jak przyciągnąć specjalistów wysokiej klasy do takiej instytucji, skoro pensja dyrektora w banku komercyjnym jest wyższa niż zarobki jej prezesa? — mówi menedżer jednego z polskich banków.

Jak przekonuje Jerzy Kwieciński, ekspert BCC, były wiceminister rozwoju regionalnego, zmiany w BGK są konieczne, bo rajd inwestycyjny finansowany z unijnych funduszy wkrótce się skończy i coś będzie musiało wypełnić tę lukę. W pułapkę tę dali się już wcześniej złapać Hiszpanie czy Grecy.

— Możemy być pewni, że po 2020 r. strumień unijnych funduszy do Polski znacząco się obniży. BGK ma możliwości, by zamortyzować ten szok, czyli nadal dostarczać gospodarce kapitał na duże inwestycje — mówi Jerzy Kwieciński. Jak twierdzi, Polska potrzebuje banku rozwojowego z prawdziwego zdarzenia. Dziś takiego nie ma.

— Obecnie BGK wchodzi często w buty banków komercyjnych, angażując się w proste pożyczki dla gospodarstw domowych, firm czy samorządów. Jeśli chcemy mieć bank rozwojowy, BGK powinien skupić się na poważnej działalności inwestycyjnej, czyli na finansowaniu dużych, strategicznych dla polskiej gospodarki projektów — mówi Jerzy Kwieciński.

Kasa rynkowa i kominowa

Średnie miesięczne wynagrodzenia prezesów wybranych banków w 2011 r. (z premiami, w tys. zł, brutto)

Luigi Lovaglio, Pekao 352

Sławomir Sikora, Citi Handlowy 320

Cezary Stypułkowski, BRE Bank 217

Bogusław Kott, Millennium 200

Małgorzata Kołakowska, ING Bank Śląski 193

Zbigniew Jagiełło, PKO BP 160

Mateusz Morawiecki, BZ WBK 136

Dariusz Daniluk, prezes BGK 20

Wzór do naśladowania

W Europie najsłynniejszym narodowym bankiem rozwoju jest niemiecki KfW, założony 1948 r. jako część planu Marshalla. Rocznie dostarcza gospodarce 70-80 mld EUR kapitału. Pozyskuje finansowanie dzięki emisji obligacji gwarantowanych przez niemiecki rząd i przeznacza zdobyte pieniądze na preferencyjne kredyty pod duże inwestycje rozwojowe i wsparcie dla eksportu. KfW zdarzają się też wpadki. Dokładnie w dniu upadku banku Lehman Brothers przelał mu 300 mln EUR. W skali całej Europy rolę banków rozwojowych pełnią przede wszystkim dwie instytucje — Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Europejski Bank Inwestycyjny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu