Bhp musi się opłacać przedsiębiorcy

Rozmawiała: Iwona Jackowska
opublikowano: 09-03-2016, 22:00

W nowy sposób skontrolujemy w tym roku ok. 3 tys. zakładów — mówi w rozmowie z „PB” Roman Giedrojć, główny inspektor pracy

Małe firmy czekają ważne zmiany. Uspokaja je pan, że pierwsza kontrola inspekcji pracy ma mieć charakter audytu i nie od razu za wytknięte błędy zostanie wystawiony mandat. Jak taki audyt będzie przebiegać?

— Pokażemy, że opłaca się dotować z budżetu państwa bezpieczne warunki pracy, obniżając podatki — deklaruje Roman Giedrojć, pełniący od niedawna urząd głównego inspektora pracy. Jego zdaniem, pracodawca, który przestrzega prawa pracy, powinien mieć z tego tytułu korzyści.
Zobacz więcej

ULGA NA BHP:

— Pokażemy, że opłaca się dotować z budżetu państwa bezpieczne warunki pracy, obniżając podatki — deklaruje Roman Giedrojć, pełniący od niedawna urząd głównego inspektora pracy. Jego zdaniem, pracodawca, który przestrzega prawa pracy, powinien mieć z tego tytułu korzyści. Marek Wiśniewski

Roman Giedrojć: Takie kontrole mają za zadanie przede wszystkim wytknąć błędy. Będą prowadzone u mikro-, małych i średnich pracodawców, czyli w zakładach do 249 zatrudnionych. I nie ma znaczenia, jak długo działają oni na rynku. Jeśli będą kontrolowani po raz pierwszy, zostaną objęci szczegółową kontrolą instruktażową. Prowadzić ją może jeden, dwóch, a czasami trzech inspektorów pracy. Jeśli firma liczy np. 150 pracowników i zajmuje się przetwórstwem chemikaliów, wówczas jeden inspektor zbada przestrzeganie prawa pracy i legalność zatrudnienia, drugi — bezpieczeństwo techniczne i musi być wysokiej klasy specjalistą, aby ocenić uchybienia.

Jak długo może trwać taka kontrola?

Tak długo, jak to konieczne, ale nie powinna utrudniać realizacji procesów produkcyjnych w zakładzie czy świadczonych usług. Będziemy „w cieniu”. Zdajemy sobie sprawę, że dla pracodawcy ważne jest uzyskanie zysku. Poza tym, zarabiając, ma on pieniądze na spełnianie wymagań bezpieczeństwa pracy.

Czym zakończy się ten audyt?

Wydaniem środków prawnych — wystąpieniami, poleceniami, nakazami, których celem jest doprowadzenie warunków pracy do stanu zgodnego z prawem.

Trzeba stworzyć katalog wykroczeń, jak np. w transporcie drogowym. Jestem też zwolennikiem kar administracyjnych i możliwości ich sumowania, ale do jakiejś granicy.

Zostanie wyznaczony na to termin, np. miesięczny, ale przedsiębiorca może wynegocjować z inspektorem pracy dłuższy, dwu- czy nawet trzymiesięczny, jeśli nie będzie w stanie szybciej wykonać naszych zaleceń. Oczywiście, nie można tego przeciągać w nieskończoność. W razie koniecznych inwestycji będzie można wystąpić o przedłużenie terminu. Ale nie wszystkie kontrole tak się skończą. W przypadkach zagrożenia zdrowia i życia albo nielegalnego zatrudnienia czy gdy kontrola będzie wynikiem ciężkiego, śmiertelnego lub zbiorowego wypadku przy pracy, a także gdy inspektor stwierdzi rażące naruszenia prawa pracy, kar nie da się uniknąć. Również druga kolejna kontrola będzie sankcyjna, jeżeli pracodawca nie wykona wcześniejszych poleceń albo nie zadba o przesunięcie daty ich wypełnienia.

Czy te zmiany nastąpią jeszcze w tym roku?

W nowy sposób skontrolujemy w tym roku ok. 3 tys. zakładów, w których inspektorzy pracy jeszcze nie byli. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli przyjdzie nałożyć kary, otrzyma je nie więcej niż kilka procent z nich. Według obowiązujących procedur.

W tych sprawach też pan zapowiada zmiany.

System sankcji jest w Polsce fatalnie skonstruowany. Mamy 13 aktów prawnych, na podstawie których inspektor pracy może karać. Mały pracodawca powinien ponieść karę adekwatną do wielkości firmy— w zależności od wysokości dochodu lub liczby zatrudnionych. Jestem za drugim kryterium. Bo 1 tys. zł lub 2 tys. zł, a w przypadku recydywy 5 tys. zł mandatu mogą wydawać się małymi karami, są zresztą najniższe w Unii Europejskiej, ale nie dla mikroprzedsiębiorcy. Na przykład dla właściciela sklepu, zatrudniającego jednego pracownika na jedną czwartą czy jedną ósmą etatu. Po nałożeniu takiej kary w drugiej połowie stycznia czy w lutym, gdy obroty spadły, może on zamknąć sklep. Znam takie przypadki.

Postuluje pan zróżnicowanie kar zależnie od przewinienia.

Trzeba stworzyć katalog wykroczeń, jak np. w transporcie drogowym. Jestem też zwolennikiem kar administracyjnych i możliwości ich sumowania, ale do jakiejś granicy. To musi być precyzyjne, nie według uznania inspektora pracy. Szerokie otwarcie może wywołać zachowania korupcyjne.

Za co karałby pan najostrzej?

Za naruszenia, bhp kiedy istnieje zagrożenie zdrowia i życia, np. upadku z wysokości. I za rażące naruszenia prawnej ochrony pracy. Dla zakładu, który zatrudnia 3 tys. osób, mandat do 2 tys. zł to śmieszna sankcja. Pracodawca, który przymusza do pracy w każdą sobotę lub w godzinach nadliczbowych i za to nie płaci, zarabia na tym miliony. Dlatego w 2001 r. do ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy wprowadzono możliwość wydawania decyzji nakazowej w sprawie wynagrodzeń. Uważam, że nie ma przeciwwskazań, żeby inspektor pracy mógł też nakazać zatrudnienie na umowę o pracę, gdy stwierdzi, że jest wykonywana na warunkach stosunku pracy. Oczywiście z zachowaniem prawa odwołania do sądu. Obecnie rozpatruje je sąd administracyjny, chciałbym, aby w przyszłości robił to sąd pracy i ubezpieczeń społecznych.

Czy znane są już kwoty kar za takie przewinienia?

Za wcześnie na to. Trzeba zbudować systemowe rozwiązania ustawowe, a one muszą przejść całą ścieżkę legislacyjną, łącznie z konsultacjami publicznymi. Pracodawcy chcą wspólnie z nami eliminować nieuczciwą konkurencję, która szkodzi państwu, uczciwym pracodawcom i pracownikom. Inspekcja, na którą płacą oni podatki, musi ten dług wobec nich spłacić. W ostatecznym rachunku przełoży się na poprawę sytuacji ludzi, dziś pracujących w trudnych warunkach bez ubezpieczenia, prawa do urlopu i świadczeń. Jesteśmy jedynym krajem, gdzie umowy o dzieło stosuje się do prac na budowie. Gdy ktoś spadnie z dachu, zginie, rodzina nie otrzyma odszkodowania; jeżeli przeżyje, musi leczyć się odpłatnie. Nie ma też podstaw prawnych, aby zbadać takie zdarzenie jako wypadek przy pracy. To się powoli zmienia. Trwają też prace nad stawką 12 zł za godzinę pracy na umowach-zleceniach. W tym dla tzw. samozatrudnionych, z czym się nie zgadzam, bo uzgodnienia między podmiotami równymi są rzeczą świętą. Ale zgadzam się, żeby ustawowe stawki stosować np. dla osób zatrudnionych przy pilnowaniu.

Czyli w relacjach podległości…

Podległości w miejscu i w czasie.

Będziecie to sprawdzać. Przybędzie wam zadań. Niektórzy przedsiębiorcy podnoszą, że inspekcja uzyska zbyt duże kompetencje, nakaz zamiany umowy cywilnoprawnej na etat pozbawi prawa do sądu, a to niekonstytucyjne.

To oceni trybunał. Wielu pracodawców zatrudnia wyłącznie na umowy o pracę, bo dla nich ważny jest pracownik. Zapraszam na Pomorze, gdzie firma buduje domy dla kadry inżynieryjno-technicznej, żeby nie wyjechała na Zachód. Powiedzieli mi, że maszynę można kupić w ciągu jednego dnia czy wziąć na raty, ale wyszkolonego specjalisty nie znajdzie się „na ulicy”. Gdy zaś idzie o zarzuty o niekonstytucyjność pewnych rozwiązań, to rozumiem, że takie stosuje też Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który od lat wydaje decyzje o przekształceniu umów o dzieło na zlecenia, żeby wyegzekwować składkę. Wyliczyłem, że w 2014 r. i 2015 r. tak przekształcono umowy dla 100 tys. osób. Moim zdaniem, co najmniej 80 proc. z nich to są umowy o pracę. Chcę podkreślić, że w całej Unii praca podporządkowana, praca najemna to relacja między pracodawcą a pracownikiem.

Pracodawcy proponują, aby w tych sprawach zastosować w sądzie tryb przyspieszony albo wyrok powinien zapaść w ciągu 24-72 godzin.

W modelu angielskim, gdy inspektor pracy stwierdzi nieprzestrzeganie przepisów na budowie, jest ona zamykana w ciągu 24 godzin. Pół roku trzeba, aby znów ruszyła. Mam prostsze rozwiązanie. Decyzję wydaje inspektor, a sąd rozstrzyga spór. Jeżeli pracodawca z tego tytułu ponosi szkodę, może zażądać od urzędnika odszkodowania.

W sprawozdaniach z działalności PIP co roku można przeczytać, że pracownicy też lekceważą zasady bezpieczeństwa, nie stosują środków ochrony.

To prawda. Pracodawca nie może stać przy każdym stanowisku w zakładzie liczącym 200 pracowników, ale odpowiada za wprowadzenie procedur dla eliminowania zagrożeń. Postawy wynikają też z kultury. Musimy od dziecka po studenta uczyć bezpiecznych zachowań. Fatalnie jest rozwiązany w polskim prawie system nauczania bezpiecznych metod wykonywania pracy na określonych stanowiskach. A pracodawcy często organizują pozorne szkolenia z zakresu bhp. Jest też przyzwolenie, świadome lub nie, przedstawicieli pracodawcy na wykonywanie pracy niezgodnie z zasadami. I jak wynika z danych GUS i PIP, w wypadkach najwięcej poszkodowanych to młodzi ludzie ze stażem pracy do jednego roku. Może wstydzą się nosić ochronniki słuchu czy hełm, bo starsi koledzy tego nie robią, natomiast w Danii, Norwegii czy Holandii to nie do pomyślenia. Do setek tragicznych wypadków doszło jednak z winy nadzoru średniego, a nie pracownika.

Dlaczego najczęściej do nieprawidłowości dochodzi w małych firmach? Bo i taka konkluzja płynie ze sprawozdań inspekcji.

Często przetargi są fatalnie przeprowadzane. Małe firmy mają nikłe szanse na wygraną, najczęściej są podwykonawcami. Żeby zarobić, oszczędzają. Największe oszczędności mają na ochronie osobistej pracowników, na odzieży ochronnej i zatrudnianiu na czarno. Dla przeciwwagi podam przykład pomorskich izb rzemieślniczych i tamtejszych cechów. Są w nich specjaliści od bhp, którzy z urzędu pomagają małym firmom w tych sprawach. Podobnie działają izby przemysłowo-handlowe. Na Zachodzie pracodawca jest dumny z tego, że posiada certyfikat bezpiecznego zakładu. Niedługo tak będzie, mam nadzieję, w Polsce. Chcę też podkreślić, że znaczna część naszych decyzji wymaga od pracodawcy raczej zabiegów organizacyjnych niż finansowych. Nie potrzeba pieniędzy na znalezienie przepisów i norm bezpieczeństwa, np. na stanowisku spawacza. Są w internecie. Wystarczy wybrać odpowiednie z ogólnych przepisów bhp i branżowych oraz z instrukcji obsługi maszyny, spisać, wydrukować i powiesić przy stanowisku pracy.

ZUS ma pieniądze na program prewencyjny związany z bhp. Dofinansowuje firmy, które poprawiają warunki pracy. Czy to pomaga?

Rozwiązanie jest dobre, ale zbyt mało firm z niego korzysta, są duże ograniczenia. To nie wystarcza. Potrzebne jest stworzenie systemu korzyści z przestrzegania przepisów. Jeśli pracodawca poprawi warunki pracy, poniesione w związku z tym koszty powinien odpisać od podatku. Myślę, że porównanie odszkodowań do ulgi podatkowej wykaże pozytywne rezultaty. Obecnie w małym oddziale ZUS co roku jest wypłacanych 6 mln zł z tytułu wypadków przy pracy. Będziemy analizować wszystkie ich koszty — odszkodowań, przestoju, absencji, świadczeń chorobowych, leczenia. Pokażemy, że opłaca się dotować z budżetu państwa bezpieczne warunki pracy, obniżając podatki. Poza tym składka na ubezpieczenie wypadkowe jest postrzegana jak kara. Inspektor pracy może wnioskować o jej podniesienie o 100 proc., ale już nie o zmniejszenie o 50 proc. Chcę to zmienić.

Te wszystkie pomysły trzeba wdrożyć ustawami.

Tak. Będziemy pisać dezyderaty, wskazywać, podpowiadać. Trzeba też zachęcić pracodawców do współtworzenia pozytywnego prawa. To nie inspekcja pracy będzie miała korzyść ze zmian, ale oni.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała: Iwona Jackowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu