Gdy przyglądamy się danym makroekonomicznym płynącym z gospodarek zza wschodniej granicy, coraz większą uwagę przykuwa Białoruś. PKB rośnie, produkcja przemysłowa rośnie, sprzedaż detaliczna rośnie, a inflacja jest relatywnie niska. Oczywiście dane napływające z Mińska należy traktować ostrożnie, gdyż standardy statystyczne w tym kraju nie są najwyższe, ale wiele wskazuje na to, że Białoruś znalazła sobie jakąś rolę w nowym układzie geopolitycznym.
Ciekawie wyglądają dane dotyczące wymiany handlowej — pokazują bowiem, że o ile spadają związki Białorusi z Unią Europejską, to szybko rosną jej związki z Chinami. Od 2019 r. import towarów z Chin wzrósł ponadtrzykrotnie, w rezultacie od pandemii udział Państwa Środka w całkowitym imporcie Białorusi zwiększył się z 4,4 do 9,1 proc. Tym samym Chiny awansowały z piątego na drugie miejsce na liście krajów dostawców (pierwszym jest oczywiście Rosja), wyprzedzając Polskę, która spadła na miejsce trzecie. Ciekawe jest to, że udział Polski w dostawach na Białoruś jest wciąż wysoki i też wzrósł — z 5 do 9 proc.
Jeszcze ciekawsze zjawiska widać po stronie białoruskiego eksportu. Od 2019 do 2024 r. udział Chin zwiększył się do prawie 14 proc., a Polski spadł z 6 do 3,6 proc. Generalnie pod względem wielkości białoruskiego rynku eksportowego Chiny wyprzedziły całą Unię Europejską. Jest to oczywiście związane z wprowadzeniem embarga na import wielu białoruskich towarów, w tym m.in. nawozów.
Patrząc na import i eksport łącznie, widzimy, że udział Chin w białoruskim handlu w I kw. wyniósł 14, a Unii Europejskiej 22 proc. W 2019 r. było to odpowiednio 4 i 21 proc. Chiny są na drodze do zastąpienia Unii Europejskiej i stania się drugim po Rosji rynkiem handlu z Białorusią.
Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. Dane handlowe raportowane do urzędu statystycznego i organizacji międzynarodowych na podstawie dokumentów celnych (analogiczne do tych, które w Polsce pokazuje GUS) wskazują na głęboką zapaść eksportu białoruskich towarów od momentu rosyjskiej agresji na Ukrainę. Wynika to m.in. ze znacznego spadku sprzedaży na rynek rosyjski. Jest to zaskakujące samo w sobie. Zaskoczenie pogłębia fakt, że głębokiego spadku ogólnego eksportu nie widać w bilansie płatniczym, czyli w danych raportowanych przez bank centralny na podstawie transakcji finansowych. Które dane są prawdziwe? Tego nie wiadomo. Teoretycznie jest możliwe, że dane różnią się z powodu nieco odmiennej metodologii (w Polsce też się różnią). Skala różnicy wykracza jednak poza to, czego można oczekiwać tylko na podstawie różnic metodologicznych. Wydaje się, że dane handlowe raportowane według krajów muszą zawierać jakieś braki, ponieważ traktując je dokładnie, otrzymalibyśmy deficyt handlowy Białorusi sięgający niemal 30 proc. PKB. Jest to mało prawdopodobne, by eksport i import tak się rozjechały.
Na podstawie tych danych można postawić hipotezę, że Białoruś staje się kluczowym pośrednikiem w wymianie towarowej Chiny—Rosja. Pewne towary wyprodukowane w Chinach są importowane przez Białoruś i potem eksportowane do Rosji, lecz ta ostatnia transakcja nie jest raportowana w statystykach handlowych, wskutek czego obserwuje się rzekome tąpnięcie eksportu z Białorusi do Rosji. Rzekome, bo przepływy finansowe w bilansie płatniczym sugerują, że do żadnego załamania nie doszło. Rosyjskim, białoruskim i chińskim urzędnikom może zależeć na tym, aby pewne transakcje handlowe między tymi krajami nie ujrzały światła dziennego, a wzrost produkcji przemysłowej w Białorusi sugeruje, że białoruskie towary znajdują gdzieś rynki zbytu.
Nie są to twarde tezy, bo brakuje bardziej szczegółowych danych, aczkolwiek brak spójności w statystykach wymiany handlowej i bilansu płatniczego sugeruje, że coś przed oczami światowej opinii publicznej jest ukrywane. Co? Możemy tylko stawiać hipotezy...

