Bilans dla ropy wychodzi na zero

Mateusz C. Wojtala
opublikowano: 15-05-2019, 22:00

Pomimo rosnącego napięcia geopolitycznego notowania ropy stoją w miejscu. Największą presję wywierają uczestnicy wojny handlowej.

Napięcie w Zatoce Perskiej drastycznie wzrosło w ostatnich tygodniach. Wszystko zaczęło się od tego, że Stany Zjednoczone nie przedłużyły pozwolenia na import irańskiej ropy. Wymiana wzajemnych gróźb, doniesienia o atakach na saudyjskie instalacje naftowe i tankowce przepływające przez Cieśninę Ormuz tylko dolały oliwy do ognia. Na to wszystko Amerykanie odpowiedzieli wysłaniem dodatkowych sił zbrojnych na Bliski Wschód, w tym jednego ze swoich lotniskowców.

— Mimo że zarówno Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska, jak i Iran odpierają jakiekolwiek sugestie o możliwości wybuchu otwartego konfliktu, to wzrost nerwowości w tym rejonie świata jest faktem. Amerykanie wskazują na niebezpieczeństwo rozwoju irańskiego programu atomowego oraz wspieranie przez ten kraj bojówek w Jemenie, Iraku, Syrii czy Libanie. Sam Iran odpiera te słowne ataki, powtarzając, że nie dąży do wojny, lecz jest w defensywie i jedynie próbuje bronić swoich interesów. Dla inwestorów na rynku ropy ważne jest jednak to, że wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie jest obecnie czynnikiem pozytywnie wpływającym na ceny surowca — i ta sytuacja może się utrzymać — uważa Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego BOŚ.

Ceny stoją

Tymczasem notowania czarnego złota wyglądają tak, jakby na Bliskim Wschodzie nie działo się nic nadzwyczajnego. Od początku tygodnia baryłka ropy brent podrożała o nieco ponad 0,5 proc., a jej amerykański odpowiednik WTI nawet potaniał. Ceny są przy tym o — odpowiednio — 1 i 4 proc. niższe niż miesiąc temu.

— Należy pamiętać, że od stycznia mieliśmy do czynienia z rajdem w notowaniach ropy naftowej. Dużo może nam powiedzieć ich porównanie z wykresem indeksu S&P 500. Widać wtedy spadki na rynku akcji po tym, jak wojna handlowa na linii Chiny — Stany Zjednoczone uległa ponownej eskalacji. Tymczasem cena ropy brent czy WTI jest na podobnym poziomie, bo notowania wspiera ryzyko geopolityczne. Indeksy poleciały w dół, a czarne złoto zachowywało się stabilnie. Chociaż pierwsza reakcja była negatywna, to rynek postanowił „kupować dołki” i kurs szybko odbił — uważa Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers.

Niekoniecznie drożej

Cena baryłki brent nadal znajduje się powyżej bariery 70 USD, a odmiana WTI utrzymuje się ponad poziomem 60 USD. Jak zauważa Dorota Sierakowska, w dół mogła je ciągnąć informacja o zaskakująco dużym wzroście zapasów w Stanach Zjednoczonych. Amerykański Instytut Paliw podał, że w minionym tygodniu wzrost wyniósł 8,6 mln baryłek, podczas gdy oczekiwano spadku o około milion. Jednak ani rosnące zapasy, ani eskalacja wojny handlowej nie były w stanie przeciwstawić się rosnącemu napięciu na Bliskim Wschodzie.

— Rozmawiając o ropie naftowej, trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze, ropa brent jest dużo mocniejsza od amerykańskiej WTI. Również w ostatnich tygodniach zachowywała się lepiej. W Europie niektóre czynniki mają większą siłę oddziaływania na cenę, niż to jest za oceanem. Jest ona bardziej wrażliwa na niepokoje na Bliskim Wschodzie, z którymi mamy obecnie do czynienia. Dodatkowo Stany Zjednoczone nie przedłużyły warunkowych pozwoleń na import ropy z Iranu. Również problemy z zanieczyszczonym surowcem w ropociągu „Przyjaźń” podbiły ceny w Europie. Duży popyt na rynku fizycznym przekłada się na wyższą premię za ryzyko — dodaje Bartosz Sawicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz C. Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu