Bilans na szczęście wychodzi na zero

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2004-02-20 00:00

Hasło „gospodarka, durniu!” przyjęło się u nas mniej aniżeli inne amerykańskie hity, takie jak coca-cola, jeansy i Halloween. Politykę robi się, po staremu, wbrew gospodarce. Rzadziej dla gospodarki. Dobitne ilustracje, z ostatnich lat, stanowią: zwiększanie wydatków publicznych, mimo dziury budżetowej, oraz dokładanie podatków, pomimo stagnacji.

W naszej części Europy polityka bywa, niestety, samoistnym źródłem gospodarczej niepewności. Nic lepiej tego nie ilustruje niż niedawne zamachy na niezależność banku centralnego czy aktualna wojna części opozycji z rządem Millera, w której główne armaty wycelowane są w plan ratowania finansów publicznych. Są to niezawodne pomysły rozchwiania rynków i kursu złotego. Aż dziw bierze że gospodarka rośnie, jakby rosła na przekór polityce.

Mijający tydzień przyniósł na tym froncie plusy i minusy. Rezygnacja Leszka Millera z liderowania w SLD zwiększa niepewność. Czyli minus. Zwłaszcza wtedy, jeśli słowne namaszczenie Jolanty Banach jako następczyni zwiększy lewicową wrażliwość na socjal, kosztem budżetowej równowagi. Z kolei prezydent mianował sensownych ludzi do Rady Polityki Pieniężnej, podwyższył jej średnią fachowości i rozsądku. Czyli plus. W ten sposób bilans tygodnia wychodzi na zero. Obawiam się jednak, że polityka nie powiedziała jeszcze gospodarce ostatniego, złego słowa...

Autor jest posłem Platformy Obywatelskiej