Nie tylko Prawo i Sprawiedliwość, które chce opodatkować sklepy wielkopowierzchniowe, wzięło się za duży handel. Z mniejszym rozgłosem zajęła się nim grupa posłów PSL. Projekt ustawy „o zwalczaniu nieuczciwych praktyk rynkowych przedsiębiorców zajmujących się obrotem produktami spożywczymi lub rolnymi wobec dostawców tych produktów” skierowano w tym miesiącu do czytania w komisjach sejmowych.

Poseł-prezes-rolnik
„Dostawcy artykułów żywnościowych stwierdzają, że powszechną praktyką jest wymuszanie przez placówki handlowe, w tym wielkopowierzchniowe, na dostawcach nierównoprawnych warunków umów (... ), narzucanie wzorów umów bez możliwości negocjowania ich treści (...), cen zakupu (...), wydłużonych terminów płatności (...), dodatkowych świadczeń (...). Te wszystkie praktyki powodują pogarszanie się kondycji finansowej producentów żywności, co wpływa (...) na konieczność obniżania cen płaconych przez te firmy rolnikom za dostarczane surowce czy ograniczanie inwestowania i innowacyjności (...)” — czytamy w uzasadnieniu ustawy, którą firmuje Krzysztof Borkowski, poseł PSL. Jest on również producentem z branży spożywczej — prezesem i właścicielem Zakładu Mięsnego Mościbrody.
Prowadzi też gospodarstwo rolne. Ludowcom chodzi o wyeliminowanie opłat m.in. za wprowadzenie produktu, jego promocję, z tytułu otwarcia placówki handlowej. Efektem zmian ma być zmniejszenie problemu „nierównowagi wśród uczestników łańcucha dostaw żywności”, który „był i jest istotny z uwagi na fakt występowania silnych ekonomicznie skonsolidowanych podmiotów sektora dystrybucji i słabszych rozdrobnionych podmiotów produkujących żywność” — napisali autorzy ustawy.
Wykluczające się zapisy
Zdaniem Macieja Ptaszyńskiego, dyrektora generalnego Polskiej Izby Handlu, producenci, zamiast domagać się regulacji, powinni raczej rozważyć integrację i wzmocnienie siły negocjacyjnej wobec odbiorców.
— Rolą sieci handlowej jest troska o konsumenta, rolą dostawcy jest promowanie towarów. Należy pamiętać, że minęły czasy, kiedy udawało się sprzedać wszystko — dlatego też wsparcie sprzedaży towarów z samej doktryny handlu powinno znajdować się w obszarze zainteresowania dostawców. Oni też powinni się integrować, aby móc efektywniej negocjować warunki sprzedaży — mówi Maciej Ptaszyński.
Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, podkreśla, że nieuczciwe praktyki oczywiście muszą zostać wyeliminowane, ale ten konkretny projekt jest „absurdalny”, a do tego nie był szeroko skonsultowany ze środowiskiem. Wiele rozwiązań nie pasuje też samym producentom z branży spożywczej.
— Idea jest jak najbardziej słuszna, propozycje budzą jednak wątpliwości co do poprawności merytorycznej i legislacyjnej. W rezultacie ustawa w obecnym kształcie powoduje szereg zagrożeń dla dostawców — dodaje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).
Ekspert wylicza niektóre mankamenty.
— Nieprecyzyjne definicje sprzedawcy i dostawcy powodują, że ustawa uderzy w interesy dostawców działających w ramach grup powiązanych przedsiębiorstw, z których jedne zajmują się działalnością produkcyjną, a inne handlową w ramach przyjętego w danej grupie podziału zadań. W skutek tej regulacji ustawa nie realizuje w dużej części zamierzonego celu, gdyż znaczna część podmiotów dostarczających wyroby do sieci to w rozumieniu tej ustawy sprzedawcy, a nie dostawcy — twierdzi Andrzej Gantner.
Do tego, jego zdaniem, projekt zawiera wykluczające się zapisy np. w jednym artykule jest zakaz pobierania od dostawcy opłat za praktycznie wszystkie usługi i nakaz, by sprzedawca doprecyzował usługi oferowane na rzecz dostawcy, w tym określił maksymalną opłatę należną za takie usługi.
Limit marek własnych
Ustawa dotyka nie tylko finansowych aspektów współpracy na linii handel- -spożywcy. Nieuczciwą praktyką ma być też sytuacja, w której „sprzedawca oferuje ponad 30 proc. asortymentu produktów pod marką własną”. — To sprawa przedsiębiorcy, co chce sprzedawać, jeśli tylko towar spełnia warunki wprowadzenia na rynek — uważa Maria Andrzej Faliński.
— Ograniczenie private label może też być niekorzystne dla samych dostawców, gdyż część firm wyspecjalizowała się w tego rodzaju produkcji — dodaje Andrzej Gantner. Co ciekawe, marki własne przekraczają 30-procentowy udział w sprzedaży w większości krajów UE. Według The Private Label Manufacturers Association, w Polsce 34-procentowy. Brakuje wprawdzie danych o żywności, ale w tym segmencie — według ekspertów — jest on zazwyczaj jeszcze wyższy.
Handlowcom nie podoba się też to, że projekt pojawia się w czasie, gdy w resorcie rolnictwa pracują razem z dostawcami nad kodeksem dobrych praktyk. Z Krzysztofem Borkowskim, który z ramienia PSL odpowiada za projekt, nie udało nam się skontaktować, a w jego biurze poselskim nikt nie odbierał telefonu. © Ⓟ