Polskim firmom kosmetycznym robi się za ciasno na własnym podwórku. Zysków szukają w segmentach, których dotychczas nie eksplorowały. Dr Irena Eris od kilku miesięcy próbuje sił na rynku kosmetyków kolorowych, czyli do makijażu. Produkty podwarszawskiej spółki są sprzedawane pod marką Dr Irena Eris — Provoke.




— Wprowadzamy ją na rynek od kilku miesięcy. Mamy 350 stoisk w drogeriach w całym kraju. Do końca roku powinno ich być 380.
W przyszłym planujemy otwarcie kolejnych 100 — zapowiada Henryk Orfinger, prezes i współzałożyciel Dr Ireny Eris. Uważa, że decyzja o debiucie w kolorówce była trafiona, co potwierdzają wyniki sprzedaży. Provoke pozycjonuje się na markę premium — ze średnio-wyższej półki.
— Wśród polskich firm nie mamy rywali. Konkurujemy z międzynarodowymi markami — twierdzi Henryk Orfinger. Z nową marką Dr Irena Eris szeroko wyszła na rynek — kosmetyki Provoke są dostępne m.in. w sieciach Douglas, Rossmann i Hebe. Dotychczas wiele produktów z wyższej półki Dr Irena Eris dystrybuowała wyłącznie poprzez sieci premium.
— Rynek kosmetyków luksusowych nadal jest niszowy. W sprzedaży produktów premium specjalizują się tylko Douglas i Sephora [łącznie mają około 200 salonów — red.] — informuje Henryk Orfinger. Jego zdaniem, firmie znającej się na tzw. kosmetyce białej (do pielęgnacji) łatwiej wejść do kolorówki niż odwrotnie.
— Kosmetyka biała technologicznie i mikrobiologicznie jest dużo trudniejsza. Nie można też zapomnieć o różnych cerach, grupach wiekowych, problemach skóry — tłumaczy Henryk Orfinger.
Dlatego klientki są bardziej lojalne wobec marki niż w kolorówce, gdzie najważniejsze są wizualne cechy wyrobu. Potencjalne trudności nie zniechęcają jednak firmy Inglot — nowego rywala Dr Ireny Eris. Kilka miesięcy temu spółka zapowiadała wejście w kosmetykę białą,nie odpowiedziała jednak na pytania o konkretne plany rozwoju w nowym obszarze. Debiut Inglota na tym rynku może zagrozić niektórym konkurentom — zwłaszcza że w odróżnieniu od większości z nich przemyska firma dysponuje własną siecią sprzedaży. Pozostałe spółki kosmetyczne również nie wykluczają wejścia w nowe specjalizacje. Krakowska Bielenda, podobnie jak Dr Irena Eris, rozważa wejście na rynek kosmetyków do makijażu, choć — jak przyznaje wiceprezes Jacek Bielenda — jest on bardzo konkurencyjny.
— Interesuje nas również segment produktów kosmetyczno-medycznych. Na razie analizujemy różne scenariusze. Czas pokaże, w które segmenty wejdziemy — zastrzega Jacek Bielenda.