Biuro Big Blue zatonęło na VAT

Fiskus zastawił pułapkę na biuro podróży. Stracili wszyscy: skarb państwa, klienci i jej młodzi założyciele

W niedzielę o godz. 19.30 Telewizja Polsat wyemituje kolejny odcinek programu „Państwo w państwie”, powstającego we współpracy z „Pulsem Biznesu”. Tym razem przedstawimy historię firmy Big Blue, ekslidera w branży turystycznej, która — ufając organom skarbowym — runęła w przepaść i już się nie podniosła.

Ofiary sukcesu

W 1995 r. 29-letni Paweł Michalski i 27- -letni Marcin Kołodziejczyk wpadają na pomysł organizowania wypoczynku Polaków za granicą. Zaczynają od wycieczek autokarowych do Włoch i imprez narciarskich we Francji. Jednak ich znakiem firmowym staną się wczasy pod gorącym słońcem Hellady. Początki nie są łatwe. W pierwszym roku działalności z usług jeleniogórskiego biura korzysta tylko 350 klientów. Jego właściciele się nie zrażają. W 1997 r. zaczynają wozić polskich turystów na grecką Santorini. Potem dochodzą kolejne wyspy: Paros, Ios, Mykonos. Interes zaczyna się kręcić coraz szybciej. Firma uruchamia nowe destynacje: Kretę, Egipt, Turcję, Cypr, Majorkę, Portugalię. W uznaniu dla profesjonalizmu Big Blue PLL LOT przyznaje firmie nagrodę za „najlepszy wyspecjalizowany program — Grecja”.

Renoma i prestiż spowodowały, że z Big Blue jeździ, a raczej lata, już 60 tys. Polaków. Młodych biznesmenów rozpiera duma. Nic dziwnego, obroty firmy sięgają 100 mln zł rocznie. Sukcesy nie uszły uwadze fiskusa. Na przełomie czerwca i lipca 2001 r. jeleniogórski Urząd Kontroli Skarbowej (UKS) bada prawidłowość stosowanych stawek VAT w latach 1998, 1999 i 2000. Inspektor Irena Górecka wydaje decyzję, że firma prawidłowo nalicza 7-procentowy VAT od usług turystycznych (zakwaterowanie, wyżywienie, imprezy turystyczne) i 0-procentowy VAT na przeloty czarterowe za granicę. Pod decyzją podpisuje się jej szef Andrzej Włodarczyk, dyrektor UKS.

— Pozytywne wyniki kontroli skarbowej utwierdziły nas w przekonaniu, że prawidłowo rozliczamy się z podatków. Z jeszcze większą werwą rozwijaliśmy naszą działalność. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że organa skarbowe zastawiły na nas pułapkę — wspomina Paweł Michalski, były prezes Big Blue.

Po roku jeleniogórski UKS ponawia kontrolę. Inspektor Ewa Jaskowska stwierdza, że Big Blue niezgodnie z prawem stosuje 0-procentową stawkę VAT na międzynarodowe przeloty czarterowe. Jej zdaniem, przeloty są integralną częścią pakietu usługi turystycznej i także powinny być objęte 7-procentowym VAT. Pod zmienionym stanowiskiem fiskusa znowu podpisuje się dyrektor Andrzej Włodarczyk. Szefowie Big Blue nie wierzą własnym uszom: domiar z odsetkami i 30-procentową sankcją. Łącznie mają zapłacić fiskusowi prawie 8 mln zł.

— To był grom z jasnego nieba. Środek sezonu turystycznego, a tu organa skarbowe zupełnie zmieniają stanowisko. Wbito nam nóż w plecy — mówi Marcin Kołodziejczyk. Właściciele Big Blue mieli nadzieję na negocjacje z fiskusem i kompromisowe rozwiązanie.

— Gdy alarmowaliśmy Jana Krzyżaka, szefa wrocławskiej Izby Skarbowej, że taki domiar i kara mogą doprowadzić do bankructwa, mówił: „Panowie, ja was przyjmuję, wysłuchuję, staram się zrozumieć i pomóc, a wy zamierzacie uciekać, składając wniosek o upadłość? Proszę tego nie robić”. Pokrzepiła nas ta wypowiedź — opowiada Marcin Kołodziejczyk. Niestety, to też była pułapka. Jan Krzyżak wkrótce zostaje szefem urzędu skarbowego, który ma egzekwować kary od Big Blue. Blokuje firmie rachunki bankowe. Znajduje na nich 2 mln zł.

— To był gwóźdź do trumny. Nie mieliśmy środków na pokrycie zobowiązań. Straciliśmy płynność finansową. To była prawdziwa egzekucja — mówi Paweł Michalski. Spółka ma szereg opinii prawnych potwierdzających prawidłowość stosowania 0-procentowego VAT na zagraniczne przeloty. Na nic się zdały. Nie pomogła też skarga do sądu. W październiku 2003 r. Big Blue upadło. — Nie mieliśmy już pieniędzy na rachunki. Zabrakło nam kilkuset tysięcy złotych do zapłaty za wszystkie loty powrotne klientów. Przejechał się po nas medialny walec — opowiada były prezes. Skarbowcy Andrzej Włodarczyk i Jan Krzyżak nie chcą rozmawiać z dziennikarzami.

Za błędy urzędników

W 2005 r. wrocławski sąd administracyjny utrzymuje niekorzystne dla firmy decyzje UKS.

— Fiskus przerzucił na nas skutki błędów. Znacznie zwiększając obroty, firma zaciągała kolejne zobowiązania z tytułu VAT, nie wiedząc o tym — mówi Marcin Kołodziejczyk.

Taka sekwencja wydarzeń nie dziwi prof. Witolda Modzelewskiego, prezesa Instytutu Studiów Podatkowych (wydawał opinie korzystne dla praktyki Big Blue).

— To była klasyczna pułapka. Mechanizm polega na tym, że najpierw fiskus firmę uspokaja, akceptuje jej rozliczenia, a potem znienacka atakuje, stwierdza błędy w rozliczeniach i nakłada wysoką karę. Tak się działo, dzieje i będzie dziać. Dlaczego? Bo taka jest władza fiskusa. Niestety, żaden rząd nie umie sobie z tym poradzić — stwierdza prof. Modzelewski. Marcin Kołodziejczyk ma wielkie poczucie krzywdy.

— To były nasze najlepsze lata. Straciliśmy firmę, dobre imię i godność. Państwo polskie mnie stłamsiło. Później podejmowałem kilka prób biznesowych. Bez efektów. Nie mam stałej pracy. Ciążą nam wielomilionowe długi wobec skarbu państwa. Fiskus wziął te 2 mln zł i nic więcej. Na naszym bankructwie stracił skarb państwa, i to bardzo — mówi były wiceprezes Big Blue. Były prezes działa w branży turystycznej... w Czechach.

— Tam nikt z nikogo nie robi przestępcy. Przepisy są jasne, a urzędnicy kompetentni i przyjaźni firmom — mówi Paweł Michalski. Niedawno z pomocą rodzin wydali książkę zatytułowaną „Egzekucja bankruta”. Jej mottem jest stwierdzenie: „W państwie rządzonym dobrze wstydem jest być biednym, w państwie rządzonym źle wstydem jest być bogatym”.

„Państwo w państwie”

Program tworzony przez redakcje Polsat News oraz „Pulsu Biznesu” jako jedyny w Polsce piętnuje przypadki nadużywania prawa oraz korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo-przedsiębiorca. Scenariusz każdego z programów osnuty jest wokół szczególnie jaskrawego przypadku samowoli urzędniczej, której skutkiem jest bankructwo przedsiębiorstwa, przedsiębiorcy oraz utrata pracy przez pracowników. Dziennikarze ścigają takie przypadki, piętnują nieuczciwych urzędników i upominają się o sprawiedliwość. Ideą przewodnią programu jest walka z powszechnym w klasie urzędniczej przekonaniem, że wszyscy prowadzący działalność gospodarczą to potencjalni przestępcy

Harmonogram

W każdy piątek w „Pulsie Biznesu”— opis przypadku przedsiębiorcy pokrzywdzonego przez urzędników

W każdą niedzielę o 19.30 — start programu w głównym Polsacie, o godz. 20 — kontynuacja w Polsat News

W każdy poniedziałek — relacja z programu na stronie głównej pb.pl, stronie dedykowanej programowi

pwp.pb.pl oraz w kanale wideo na stronie wideo.pb.pl.

W każdy wtorek — relacja z programu na łamach „Pulsu Biznesu” wraz z zapowiedzią tematu kolejnego programu.

Zgłoś swój problem

Masz kłopoty z państwowym lub samorządowym urzędem czy instytucją? Czujesz, że jesteś krzywdzony, prokuratura bezpodstawnie Cię oskarża, Twój biznes jest niszczony, a urzędnicy nie dają Ci żyć? Zgłoś się do nas. Zajmiemy się najbardziej kontrowersyjnymi przypadkami. Będziemy je opisywać w „PB” i przedstawiać w Polsacie w programie „Państwo w państwie”. Nie ograniczymy się do jednorazowego nagłośnienia sprawy. Będziemy ją monitorować, naciskać urzędników, polityków i rząd. Nie zostawimy Cię samego. Pisz na adresy:

pwp@pb.pl oraz

panstwowpanstwie@polsat.com.pl.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Biuro Big Blue zatonęło na VAT