Biznes na hamulcu

Mirosław Konkel
opublikowano: 2011-04-06 11:09

Firmy - zwłaszcza mniejsze - nie mają pieniędzy na inwestycje w badania i rozwój. A państwo nie kwapi się z pomocą

Polska skąpi pieniędzy na innowacyjność. Co można zrobić, by nie spowolniło to rozwoju przedsiębiorstw i całej gospodarki?

Jesteśmy głównie importerem, a nie kreatorem innowacyjności - zauważa Adam Ambrozik, ekspert Pracodawców RP.
Jesteśmy głównie importerem, a nie kreatorem innowacyjności - zauważa Adam Ambrozik, ekspert Pracodawców RP.
None
None

W Polsce zaniedbano wydatki na badania i rozwój. Brak też nacisku na innowacyjność - wynika z najnowszego raportu Banku Światowego (BŚ) "Europe 2020 Poland". Skutek - stopniowo wygasa przewaga konkurencyjna polskich firm, która wynikała dotąd z niskich cen i mniejszych kosztów pracy. Na problem zwrócili uwagę m.in. uczestnicy marcowej konferencji "Innowacyjność terapią dla polskiej gospodarki".

- Jesteśmy w ogonie Unii Europejskiej we wszystkich wskaźnikach innowacyjności - podkreśla dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z organizacji przedsiębiorców PKPP Lewiatan, organizatora spotkania.

Zgodnie ze Strategią Rozwoju Kraju na lata 2007-15 priorytetowym celem Polski jest wzrost konkurencyjności i innowacyjności gospodarki. Tymczasem zajmujemy dopiero 23. miejsce w UE pod względem wspierania innowacyjności. Jedynie 24 proc. rodzimych firm wprowadza innowacje, podczas gdy unijna średnia to 40 proc. Nasze przedsiębiorstwa bardzo niechętnie wydają na ten cel pieniądze. Działalność badawczo-rozwojowa w większości (61 proc.) finansowana jest ze środków publicznych - bez ukierunkowania na praktyczne rozwiązania biznesowe. Dla porównania: w Niemczech aż 70 proc. takich nakładów pochodzi ze źródeł prywatnych.

Państwo musi pomóc

Dlaczego przedsiębiorstwa nie kwapią się do inwestycji w swój rozwój? Powód jest banalny: nie mają na to pieniędzy. Dotyczy to zwłaszcza firm z sektora MŚP.

- O ile największe podmioty starają się nadążać za postępem technologicznym, o tyle mniejsze często balansujące na granicy płynności finansowej, walczą po prostu o przetrwanie. Do tego dochodzą kłopoty z patentowaniem wynalazków i brakiem współpracy biznesu z nauką. Efekt? Jesteśmy głównie importerem, a nie kreatorem innowacyjności - zauważa Adam Ambrozik, ekspert Pracodawców RP.

Tego stanu rzeczy - dodaje - nie zmienimy bez wyraźnej interwencji państwa, które, po pierwsze, musi zwiększyć fundusze na B+R, po drugie - stworzyć sprawny system ich dystrybucji, by najpierw opracowywano nowatorskie rozwiązania, a następnie płynnie wdrażano je do biznesu.

Konieczne są też zmiany systemu edukacji, o co apelują ekonomiści BŚ. Chodzi głównie o reformy wspierające poziom wykształcenia Polaków i kładące większy nacisk na wykorzystanie technologii. Kolejny problem to polski system fiskalny, który nie zachęca przedsiębiorców do nakładów na innowacje. Jak wskazali uczestnicy wspomnianej konferencji Lewiatana, ulgi podatkowe dotyczą jedynie kosztów kupowanych rozwiązań technologicznych, nie obejmują natomiast prac badawczo-rozwojowych prowadzonych przez firmy we własnym zakresie. Tymczasem inne kraje wspierają taki właśnie model innowacyjności.

Zadania biznesu

Nie wszystko jednak załatwi za przedsiębiorców państwo. Przykład? Na nowoczesne technologie wielu firm nie stać, ale przecież w kategorii "innowacyjność" mieszczą się także nieszablonowe rozwiązania z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi czy szeroko pojętej organizacji pracy.

- Aby przedsiębiorstwo mogło wejść na drogę innowacyjności, musi wprowadzić wiele zmian w swej kulturze organizacyjnej, np. w dziedzinie pracy zespołowej, przywództwa, komunikowania się, tworzenia procedur naboru, rozwoju i wynagradzania pracowników - tłumaczy dr Marek Suchar, socjolog i prezes IPK, firmy doradztwa personalnego.

Niestety - jak trzeźwo zauważa - na tym polu również wygrywają duże korporacje, bo stać je na najlepszych, najbardziej doświadczonych menedżerów.

Gdzie jeszcze firmy mogłyby wykazać się większą inicjatywą? Jedną z takich dziedzin jest współpraca biznesu z nauką.

- Pracodawcy narzekają na trudny kontakt z uczelniami. Wielu rektorów - o czym wiem z doświadczenia - nie rozumie biznesu. Ale i niektórzy przedsiębiorcy odnoszą się do świata akademickiego ze zbyt dużą rezerwą. Trzeba te wzajemne uprzedzenia stopniowo pokonywać - postuluje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.