Na Borneo spotkali się Anglik z Holendrem. Co z tego wynikło? Shell — światowy koncern paliwowy i energetyczny. Początki? Nietypowe: zaczęło się od… handlu muszlami.
I połowie XIX wieku zdobienie wnętrz egzotycznymi muszlami należało do dobrego tonu — świadczyło o zamożności, umiłowaniu podróży i szerokich horyzontach. Tę modę wykorzystał Marcus Samuel, spostrzegawczy angielski Żyd. Sprowadzał muszle z najdalszych zakątków świata do swego sklepiku na londyńskim East Endzie — niewielkiego antykwariatu, który otworzył w 1833 r. Jak na prawdziwego handlowca przystało często podróżował w poszukiwaniu pomysłów, co jeszcze można by sprowadzić zza granicy i sprzedać z zyskiem. W 1890 r., podczas jednej z wypraw nad Morze Czarne, zdał sobie sprawę z potencjału, jaki niosą złoża ropy naftowej.
Zysk z parowców
Siedem lat później otworzył nową firmę, którą nazwał Shell, czyli muszelka, na pamiątkę swych pierwszych kroków w biznesie. Muszelka miała importować ropę naftową początkowo na rynek brytyjski, potem też europejski.
Samuel nie zdawał sobie wówczas sprawy, że trafił w dziesiątkę. Firma rosła w najlepsze. Jego synowie — Marcus Samuel junior i jego brat Sam — ucząc się na błędach innej żydowskiej rodziny, Rothschildów, którzy utopili fortunę w inwestycjach w tunele i drogi, nabyli za bezcen flotę parowców. Wozili ropę przez Kanał Sueski. Krótki rejs ich pierwszego statku — nazwanego Murex — w 1892 r. przeszedł do historii jako rewolucja w transporcie ropy naftowej. Nowy sposób transportu ciął koszty i zwiększał wielkość dostaw do Europy, co z kolei mnożyło zyski.
Spotkanie na Borneo
Na przełomie wieków Marcus Samuel senior był majętnym i poważanym obywatelem Zjednoczonego Królestwa — plutokratą z olbrzymim domem w Londynie i imponującą wiejską posiadłością, w której hodował konie i kolekcjonował powozy. W 1898 r. otrzymał tytuł szlachecki. Był uważany za opiniotwórcę w londyńskim biznesie. Mimo dowodów uznania dla jego osiągnięć, dręczyło go, iż dostawy ropy zależą w głównej mierze od Rosji. Rozpoczął więc poszukiwania w innych zakątkach świata. Daleki Wschód był kierunkiem oczywistym. Trafił na Borneo, gdzie od jakiegoś czasu pojawiali się po to samo Holendrzy z Royal Dutch Petroleum Company.
Holenderską firmę założono pod koniec XIX wieku — jej powstanie osobiście wspierał król Wilhelm III. Na początku miała eksploatować złoża ropy naftowej na Sumatrze. W 1902 r. koncern wzniósł pierwszą holenderską rafinerię. Pięć lat później — w 1907 r. — firma sir Samuela połączyła siły z Royal Dutch Company. Powstało nowe przedsiębiorstwo: Royal Dutch Shell M. Samuel Co. Połączenie nastąpiło w momencie przełomowym dla przemysłu — w 1909 r. Karl Benz rozpoczął seryjną produkcje samochodów mercedes. Odtąd popyt na ropę naftową rósł prawie niezmiennie.
Nowy koncern rozwijał się dynamicznie. Siedem lat po powstaniu, Royal Dutch Shell Group wydobywał ropę naftową w USA, Rumunii, Rosji, Egipcie, Wenezueli i Trynidadzie. Pierwsza wojna światowa pozbawiła go rafinerii w Rumunii, która wówczas dostarczała 16 proc. całej produkcji. Potem było już lepiej: w 1919 r. Alcock i Brown w pierwszym w historii locie przez Atlantyk użyli paliwa Shell. W tym samym roku powołano do życia spółkę córkę Shell Aviation Service, dostarczającą paliwa i oleje na potrzeby lotnictwa.
Pod koniec lat 20. udział Shell w rynku paliw sięgnął 11 proc. W tym czasie koncern rozpoczął działalność w branży chemicznej.
W 1938 r. wydobycie ropy we wszystkich firmach zarządzanych przez Shell wyniosło 580 tys. baryłek dziennie, co stanowiło ponad 10 proc. światowej produkcji. II wojna światowa przyniosła jednak firmie olbrzymie straty. Koncern utracił swą własność we wschodniej Europie, zamknięto dostęp do złóż w Rumunii. W Europie działało tylko jedno biuro — londyńskie. Resztę zamknięto lub przeniesiono. Rząd brytyjski przejął kontrolę nad flotą Shell — w wyniku działań wojennych koncern stracił 87 statków.
W górę i w dół
Po wojnie Shell zaczął eksploatować złoża w Omanie na Środkowym Wschodzie. Dobrym posunięciem były inwestycje w poszukiwania złóż na Morzu Północnym i w holenderskim Groningen. Rozpoczął się złoty okres badań nad produktami ropopochodnymi. Dla Shell pracowały takie naukowe sławy jak np. profesor sir John Cornforth. W laboratoriach koncernu wynaleziono m.in. żywicę epoksydową, środki owadobójcze i chwastobójcze, płynne detergenty.
W 1973 r. Kadafi wstrzymał dostawy ropy z Libii. W ciągu tygodnia ceny na światowych gieł- dach wzrosły z 3 do 12 dolarów za baryłkę. Wówczas Shell postanowił zdywersyfikować działalność. Firma zainwestowała w kopalnie węgla, energię nuklearną oraz metale. Niestety, każda z tych inwestycji okazała się chybiona. W 1973 r. wyłożono ponad 200 mln dolarów na elektrownię atomową. Wypadek na amerykańskiej wyspie Three Mile w 1979 r. i niejasne stanowisko polityczne wielu rządów w sprawie energii atomowej, spowodowały wycofanie się koncernu z tej dziedziny.
Podczas kryzysu lat 70. wzrosło znaczenie złóż Morza Północnego. Były jednak ciężkie do eksploatacji — trudne warunki pogodowe i morskie zwiększały cenę czarnego złota. Pechową dekadę zakończyła katastrofa tankowca Amoco Cadiz. Nie należał, co prawda, do Shell, ale przewoził ropę tej firmy. Olbrzymie skażenie wzburzyło opinię publiczną, nastawiając ludzi negatywnie do importerów ropy. Katastrofa przyczyniła się jednak do wypracowania etycznych standardów postępowania. Pod koniec lat 70., podczas wojny iracko-irańskiej, ceny ropy znów dramatycznie wzrosły. Wówczas koncern rozpoczął badania nad odnawialnymi źródłami energii (wiatru, słońca, biopaliw), które kontynuuje.
Fuzje
Lata 80. to dekada rozwoju przez przejęcia. Czas konsolidacji przemysłu po kryzysie. I znowu huśtawka cen ropy — ale odwrotnie niż w latach 70. jej ceny nagle spadły: z 30 do 10 dolarów za baryłkę w 1985 r. Po latach wysokich cen trzeba było przywyknąć do nowej sytuacji. Ale w 1989 r., po upadku reżimu komunistycznego, otworzyły się nowe rynki zbytu. Pojawiły się również nowe możliwości dostaw. W latach 90. koncern zaczął wydobywać w Rosji, m.in. w Salymiu i na Sachalinie. A w Chinach rozpoczął pracę olbrzymi zakład petrochemiczny należący do grupy.
W 2005 r. firma przeszła gruntowną reorganizację. W 2007 r. jej siedzibę przeniesiono do Hagi. Akcjonariusze nie mają powodów do narzekań — w 2008 r. Royal Dutch Shell zarobił 31,4 mld dolarów (blisko 4 mld więcej niż w roku poprzednim), a zysk na akcję był o 16 proc. wyższy niż w 2007 r.
Kryzys z pewnością odciśnie piętno na obrotach firmy. Ale koncern nie takie zachwiania rynku przechodził obronną ręką. Na razie nie jest źle. W pierwszym kwartale 2009 r. dywidenda będzie najprawdopodobniej o 5 proc. wyższa, niż w 2008 r. Jeroen van der Veer, prezes Royal Dutch Shell, z zadowoleniem komentował osiągnięcia koncernu w 2008 roku, gdy rynek się załamał.
— Chcemy nadal płacić konkurencyjne dywidendy w czasie kryzysu. Zamierzamy inwestować w przedsięwzięcia, które z perspektywy czasu okażą się zyskowne. Warunki rynkowe, w których przyszło nam działać, to olbrzymie wyzwanie. Dlatego będziemy trzymać dyscyplinę w dziedzinie płynności i kosztów — zapewniał Jeroen van der Veer.
Paliwowy gigant zatrudnia dziś ponad 100 tys. pracowników na całym świecie. Zarządza ponad 10 proc. światowych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego. Idzie z duchem czasu, lecz sentyment do wiktoriańskich korzeni pozostał — świadczy o tym ponadstuletnie logo: muszelka.
