Biznes niczym feniks

W Polsce wykonuje się ponad 100 tys. kremacji rocznie — 300 razy więcej niż ćwierć wieku temu. To niezły biznes

Pierwsze w Polsce krematorium powstało w 1993 r. w Poznaniu. — Początkowo było otwarte tylko w poniedziałki, środy i piątki, a za spopielenie w inne dni tygodnia pobierano podwójną stawkę — wspomina Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego (PSP). Początkowo tego typu sposób pochówku był mało popularny. Dwa kolejne krematoria uruchomiono w Warszawie i Wrocławiu w 1995 r., 10 lat później wciąż było ich w sumie tylko kilka, a na początku obecnej dekady — kilkanaście. Boom nastąpił w ostatnim okresie. Obecnie działają w Polsce 54 krematoria.

Wyświetl galerię [1/2]

INACZEJ NIŻ SĄSIEDZI: Nasz kraj, gdzie obecnie spopiela się 27-30 proc. ciał, jest pod tym względem w ogonie Europy — twierdzi Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego. W Holandii kremacja poprzedza ponad połowa pochówków, w Szwecji — dwie trzecie, a w Czechach — ponad 80 proc. Fot. ARC

— Wiem o czterech w budowie, choć pewnie powstaje ich więcej — mówi Krzysztof Wolicki.

Branża z potencjałem

Do 2009 r. dostępne były statystyki dotyczące tej formy pochówku. W 2008 r. dokonano u nas niespełna 25,5 tys. kremacji (niespełna 7 proc. wszystkich pochówków). Od kilku lat dostępu do takich informacji nie ma.

— Prywatni przedsiębiorcy przestali podawać dane, bo doszli do wniosku, że jeśli ujawnią, jaki jest udział kremacji w ogólnej liczbie pogrzebów, ściągną sobie na głowę konkurencję — inni zobaczą, że to ciekawy biznes i też zaczną budować krematoria — wyjaśnia szef PSP. Według jego szacunków, obecnie spala się w Polsce 27-30 proc. ciał. Oznaczałoby to ponad 100 tys. kremacji rocznie. Pomnożenie tej liczby tylko przez wartość zasiłku pogrzebowego (4 tys. zł) daje rynek wart ponad 400 mln zł. Spopielenie zwłok trwa 1,5-2 godziny, obecnie jego koszt waha się od 300 do 700 zł. Zdaniem Krzysztofa Wolickiego, tego typu działalność byłaby naprawdę dobrym biznesem, gdyby pojedyncza kremacja kosztowała około 1 tys. zł. Jednak nawet teraz inwestycja w krematorium może się zwrócić po 10-12 latach.

Wiele zależy tu od tego, czy piece działają w systemie ciągłym (najlepiej całodobowo), czy nie. W pierwszym przypadku na pojedynczą kremację trzeba zużyć 8-12 m sześc. gazu (sporadycznie używa się oleju opałowego), a w drugim, gdy w grę wchodzi jedno lub dwa spopielenia dziennie, 50-60, a w skrajnym — nawet 80 m sześc.

Koszty i zyski

Budowę krematorium normują przepisy Prawa budowlanego. Pozwolenie na budowę uzyskuje się tak samo jak w przypadku każdego innego obiektu usługowego.

— Jeśli teren jest objęty miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, należy sprawdzić, czy dopuszcza on budowę krematorium. Czasami w planach zawarte są zapisy wykluczające takie obiekty. Jeśli natomiast planu nie ma, występujemy o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Kolejnym etapem jest przygotowanie projektu architektoniczno-budowlanego, który dołącza się do wniosku o pozwolenie na budowę. Pozwolenie wydaje urząd miasta albo starostwo, w zależności od tego, czy obiekt ma powstać w mieście czy poza nim. Urząd ma 65 dni na decyzję — tłumaczy Bogdan Pszonak, architekt z pracowni Meteor Architects, który zaprojektował krematorium w Białymstoku.

Renata Ochman, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego (GINB), dodaje, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego albo decyzja o warunkach zabudowy mogą określać zasady usytuowania takich budynków w stosunku do granic przyległych nieruchomości. Architekci zapewniają jednak, że bez względu na wymagania administracyjne projektowanie krematoriów to zadanie wyjątkowe i zarazem trudne.

— Krematorium może być dużym obiektem, w którym może się odbywać jednocześnie kilka uroczystości, albo mniejszym — z jedną salą pożegnań. Cała inwestycja może być warta kilka milionów złotych, ale można ją też zrealizować znacznie mniejszym kosztem. Oczywiście wpływa na to także rodzaj instalacji do spopielania, które tworzą: piec, podajnik, komin z sondami monitorującymi jakość spalin i temperaturę oraz komputer, który wszystkim steruje — wymienia Bogdan Pszonak.

Koszt zakupu pieca — waha się od 700 tys. zł do 1,2 mln zł. W Polsce najwięcej jest urządzeń ze Szwecji, Włoch i Hiszpanii, kilka z USA i Kanady oraz z Francji. W kraju takich pieców nikt nie produkuje. Co kilka lat trzeba też wymienić podłogę w piecu , co kosztuje minimum 10 tys. zł, nieco rzadziej — przeprowadzić generalny remont urządzenia. Napraw w polskich krematoriach najczęściej dokonuje czeska firma Tabo-cs z Ołomuńca, znacznie rzadziej rodzime ekipy.

— Obecnie krematoria powstają głównie przy zakładach pogrzebowych — jako uzupełnienie palety usług oraz po to, żeby przyciągnąć i zatrzymać klienta — mówi szef PSP.

Nadal w tyle

Poszczególne firmy mają najczęściej jedno krematorium, choć są i takie, które posiadają dwa (np. firma H. Skrzydlewska w Łodzi). Nie ma natomiast — inaczej, niż na Zachodzie Europy — sieci.

— Były próby kupienia polskich firm przez Brytyjczyków z firmy Columbus, ale spaliły na panewce. Nasi przedsiębiorcy nie chcieli się sprzedać. U nas jednak każdy chce pracować u siebie — komentuje prezes PSP.

Jego zdaniem, nie ma też na razie żadnych przesłanek, aby sądzić, że ten biznes będzie się konsolidował. Choć można przypuszczać, że krematoriów w Polsce będzie przybywać jeszcze przez wiele lat. Już teraz nawet w miastach powiatowych funkcjonują po dwa, trzy krematoria, nierzadko po sąsiedzku. Tak jest np. w Gorzowie, Mielcu i Koszalinie. — Rynek rośnie, choć niezbyt szybko. Wzrost szacuję na 2-3 proc. rocznie — mówi Krzysztof Wolicki.

Bogdan Pszonak wskazuje natomiast na wciąż widoczny w polskim społeczeństwie dystans wobec spopielania zwłok.

— Gdy zaczynaliśmy prace nad projektem krematorium w Białymstoku, mieliśmy problem z dotarciem do odpowiedniej literatury. Po informacje, dotyczące np. instalacji do spopielania, zwracaliśmy sie do zagranicznych producentów, którzy często byli zaskoczeni, że zadajemy tak oczywiste pytania. W niektórych krajach jest znacznie prościej, bo krematoria działają dłużej, inna jest też mentalność społeczeństwa. W Polsce rynek krematoriów dopiero zaczyna się rozwijać, a my zaczynamy oswajać się z pochówkiem w takiej formie — mówi Bogdan Pszonak. Przejawem sceptycyzmu są też pojawiające się co jakiś czas protesty przeciwko budowie krematorium w sąsiedztwie domów i mieszkań.

— Możliwość powstania w danym miejscu krematoriów powinno się rozważyć już na etapie przygotowywania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Warto byłoby to także poprzeć konsultacjami społecznymi. To znacznie lepsze rozwiązanie niż przekonywanie mieszkańców, gdy budowa krematorium już trwa — uważa Bogdan Pszonak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer, Anna Gołasa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Handel / Biznes niczym feniks